Błogosławieni Maria i Ludwik Beltrame Quattrocchi

Watykan, 21.10.2001:

„Jan Paweł II wyniósł dziś do chwały ołtarzy Marię i Luigiego Beltrame Quattrocchi. Była to pierwsza w historii Kościoła beatyfikacja pary małżeńskiej. Sługa Boży Luigi zmarł w Rzymie w roku 1951 a jego żona Maria – 14 lat później”.

                                                                  

Spis treści:

1. Wspólnie do nieba - Gość Niedzielny (43/2001)

2. Sylwetki bł. Marii i Alojzego Beltrame Quattrocchi - Radio Vaticana 2001

3. Błogosławione małżeństwo -Newsweek numer 07/01, strona: 86

4. Włoscy małżonkowie w jednym dniu ogłoszeni błogosławionymi- Radio Vaticana 2001

5. Zwyczajni – nadzwyczajni. Pierwsza błogosławiona para małżeńska – Gość Niedzielny (44/2001).

1. Wspólnie do nieba - Gość Niedzielny (43/2001)

„Z kard. CAMILLO RUINIM, wikariuszem Ojca Świętego dla diecezji rzymskiej oraz przewodniczącym Konferencji Episkopatu Włoch, o pierwszej w historii Kościoła wspólnej beatyfikacji małżonków rozmawia ks. Roman Kempny.

— Beatyfikacja małżonków Marii i Ludwika Beltrame Quattrocchi to wyjątkowe wydarzenie dla Kościoła...

To dar Opatrzności Bożej na początku XXI wieku. Kalendarz liturgiczny przybliża nam wiele postaci świętych i błogosławionych żyjących w małżeństwie i rodzinie, np. wyniesionych do chwały ołtarzy przez Jana Pawła II Annę Marię Taigi, matkę wielodzietnej rodziny, Joannę Berettę Mollę, Fryderyka Ozanama czy adwokata i ojca rodziny Józefa Toviniego z Bresci, bardzo zaangażowanego w życie społeczne swojego czasu. Jan Paweł II w liście apostolskim „Tertio millennio adveniente” podkreślał potrzebę dostrzeżenia heroiczności cnót małżonków realizujących swoje powołanie we wspólnocie małżeńskiej i rodzinnej. Teraz Ojciec Święty wynosi do chwały ołtarzy wspólnie małżonków. To wielka radość dla Kościoła w Rzymie i dla całego Kościoła powszechnego.

— Jaka to była rodzina?

Prosta i zwyczajna, a jednak niezwykła. Małżonkowie Maria (ur. 1884 rok) i Ludwik (ur. 1880 r.) zawarli związek małżeński 25 listopada 1905 roku w rzymskiej Bazylice Matki Bożej Większej. Przekazali życie czworgu dzieciom. Pierwszy przyszedł na świat Filip, dzisiaj ks. Tarcisio. W roku 1908 urodziła się Stefania, późniejsza siostra Maria Cecylia, zaś w następnym roku Cesare, dzisiaj ojciec Paolino. Zanim w roku 1914 przyszła na świat córka Enrichetta, rodzice przeżywali trudne chwile. W sytuacji zagrożenia życia brzemiennej Marii lekarz zaproponował aborcję, by ratować przynajmniej matkę. Maria udała się z pielgrzymką do rzymskiego sanktuarium Divino Amore, by uprosić szczęśliwe rozwiązanie. 6 kwietnia urodziła córkę. Życie małżonków wyznaczała codzienna Eucharystia, modlitwa, zaangażowanie w życie Kościoła i wierne wypełnianie swoich obowiązków rodzinnych i zawodowych. Ludwik był znakomitym adwokatem. Maria uczyniła z domu prawdziwie „domowy Kościół”. Przez prawie 50 lat małżeństwa (Ludwik umarł w 1951 r., zaś Maria w 1965 r.) dali przykład życia małżeńskiego i rodzinnego w autentycznej wspólnocie i wzajemnej miłości. Z czwórki rodzeństwa s. Maria Cecylia zmarła w 1993 roku. W roku 1994, który obchodzony był jako Rok Rodziny, rozpoczęliśmy proces kanonizacyjny małżonków Beltrame Quattrocchi, który Jan Paweł II zamknął 7 lipca br.

— Jak ta beatyfikacja wpływa na ukazywany przez Kościół „model” świętości?

Jan Paweł II powołanie do świętości uczynił programem wszelkiej działalności duszpasterskiej Kościoła w nowym stuleciu. Przypomina nam w liście apostolskim „Novo millennio ineunte”, że skoro chrzest jest prawdziwym włączeniem w świętość Boga poprzez wszczepienie w Chrystusa i napełnienie Duchem Świętym, to sprzeczna z tym byłaby postawa człowieka pogodzonego z własną małością, zadowalającego się minimalistyczną etyką i powierzchowną religijnością. „Zadać katechumenowi pytanie: »Czy chcesz przyjąć chrzest?« znaczy zapytać go zarazem: »Czy chcesz zostać świętym?«”. Papież przypomniał też, że nie należy mylnie pojmować tego ideału doskonałości jako wizji życia nadzwyczajnego, dostępnego jedynie wybranym. Drogi świętości są wielorakie i dostosowane do każdego powołania. Kościół w ostatnim czasie beatyfikował i kanonizował tak wielu chrześcijan, którzy uświęcili się w najzwyklejszych okolicznościach życia. Zawsze też zalecał wszystkim dążenie do tej „wysokiej miary” zwyczajnego życia chrześcijańskiego. Teraz czynimy to z nowym zapałem, przypominając, iż całe życie kościelnej wspólnoty, także chrześcijańskich rodzin, winno zmierzać w tym kierunku.

Beatyfikacja małżonków Beltrame Quattrocchi przypomina, że chrześcijańskie małżeństwo jest drogą do świętości, realizowanej dzień po dniu pośród zwyczajnych, wręcz prozaicznych wydarzeń przeżywanych w duchu Ewangelii. W rzymskim mieszkaniu małżonków znajduje się duży obraz Najświętszego Serca Pana Jezusa. To przed nim się modlili, czerpiąc siły do wiernego wypełniania swoich obowiązków. Zapewne i dziś w wielu polskich domach jest podobnie. Ich życie, tak jak życie współczesnych rodzin, nie było wolne od trudnych doświadczeń. Oni doświadczyli okrucieństw wojny, faszyzmu, cierpień związanych z chorobą...

— Jakie życzenia zechciałby Eminencja przekazać małżonkom?

Tylko jedno życzenie: świętości wszystkim małżonkom czytającym „Gościa Niedzielnego”.”

Copyright © by Gość Niedzielny (43/2001)

Copyright © by Fundacja Opoka 2002

Sylwetki bł. Marii i Alojzego Beltrame Quattrocchi

Watykan, 21.10.2001

„Luigi Beltrame Quattrocchi urodził się w 1880 r. w Katanii na Sycylii. Gdy miał 10 lat jego rodzina przeniosła się do Rzymu, gdzie spędził resztę życia. Ukończył studia prawnicze i został adwokatem. Mając 25 lat ożenił się z młodszą od niego o cztery lata Marią Corsini. Ślub zawarli w bazylice Matki Bożej Większej. Z małżeństwa tego urodziło się czworo dzieci: dwóch synów, którzy poszli drogą kapłaństwa, i dwie córki, z których jedna została zakonnicą.

W życiu zawodowym przyszły błogosławiony pełnił różne funkcje w ministerstwach, bankach i innych centralnych instytucjach publicznych. Brał też czynny udział w stowarzyszeniach kościelnych, takich jak Akcja Katolicka i ruch „Rinascita Cristiana” – „Odrodzenie Chrześcijańskie”. Był sanitariuszem UNITALSI – organizacji zajmującej się przewozem chorych do Lourdes i innych sanktuariów. Już w latach pierwszej wojny światowej poparł powstający wówczas skautyzm, współdziałając z późniejszym pierwszym dyrektorem Radia Watykańskiego, rektorem Uniwersytetu Gregoriańskiego i prezesem Papieskiej Akademii Nauk – ojcem Giuseppe Gianfranceschim. Luigi Beltrame Quattrocchi zmarł w Rzymie w roku 1951 mając 71 lat.

Jego przyszła małżonka, Maria Corsini, urodziła się w roku 1884 we Florencji. Ona również od 10 roku swego życia aż do jego końca mieszkała w Rzymie. Już w szkole średniej rozwinęła zdolności pisarskie, które wykorzystała później w publikacjach katolickich. Kiedy w roku 1913 była po raz czwarty w ciąży, wywiązały się komplikacje uważane wówczas za zagrażające życiu matki i dziecka, a lekarz zaproponował jej aborcję. W porozumieniu z mężem stanowczo odrzuciła tę propozycję i urodziła córkę, która do końca opiekowała się rodzicami, a sama – mimo słabego zdrowia – przekroczyła 80. rok życia.

Maria Beltrame Quattrocchi – podobnie jak mąż – czynna była w Akcji Katolickiej i innych stowarzyszeniach, a także w pracy charytatywnej, zwłaszcza opiece nad chorymi. Towarzyszyła im w pielgrzymkach do Lourdes i Loreto, urządzanych pociągami przez UNITALSI. Zmarła w 14 lat po mężu, w roku 1865. Przeżyła 81 lat.”

(rv/jk, © Radio Vaticana 2001)

© by Fundacja Opoka 2002

Błogosławione małżeństwo

Pierwsza beatyfikacja małżonków - wydarzenie bez precedensu w historii Kościoła rzuca nowe światło na pojęcie świętości.

Byli zwykłym włoskim małżeństwem. Kochali się, mieli dzieci, pracowali. Z ich oficjalnego życiorysu, ogłoszonego przez Stolicę Apostolską, nie wynika nic więcej. A mimo to 21 października Jan Paweł II ogłosi ich błogosławionymi.

- W pojedynkę może nigdy by na ołtarze nie trafili. A już prawie na pewno nie Luigi. Wspólna beatyfikacja to wskazanie, że tylko dzięki temu, iż zdecydowali się być razem, stali się lepszymi ludźmi - komentuje ojciec Maciej Zięba, dominikanin.

- Kościół daje wyraźny znak ludziom, którzy się kochają, że nie trzeba cudów czy objawień. W małżeństwie też można osiągnąć szczyty heroizmu - dodaje ks. Mirosław Paciuszkiewicz, jezuita, duszpasterz ludzi żyjących w związkach niesakramentalnych. Beatyfikacja Quattrocchich ma szansę zmienić pokutujący w Kościele sposób myślenia o świętych. Nie muszą być nimi księża, zakonnicy ani herosi.

- Papież chce pokazać, że życie w rodzinie może być równie twórcze, co dobrze przeżyte kapłaństwo czy lata spędzone w klasztorze - mówi ojciec Zięba.

Maria Corsini i Luigi Beltrame Quattrocchi żyli w pierwszej połowie ubiegłego wieku. Luigi zmarł w 1951 r. Maria przeżyła go o 14 lat. Mieszkali w Rzymie, dokąd Maria przeniosła się z Florencji. Mieli czworo dzieci. Jak na standardy epoki, żyli nadzwyczaj aktywnie. Luigi prowadził jedną z najbardziej prestiżowych kancelarii adwokackich w kraju i cieszył się wielkim autorytetem wśród prawników. Po II wojnie był zastępcą prokuratora generalnego Włoch.

Maria zajmowała się domem, który za Mussoliniego był schronieniem dla ludzi prześladowanych przez reżim, rodzicami, czworgiem dzieci, wykładała na uniwersytecie, znalazła też czas, by pisać do włoskiej prasy szkice o rodzinie i duchowości. W latach 50., po śmierci męża, wydała autobiografię. W czasie wojny w Abisynii (1935-1936), a potem podczas II wojny światowej pracowała jako pielęgniarka Czerwonego Krzyża. Ukończyła kursy chirurgiczne i medycyny tropikalnej. Zrobiła papiery zawodowego kierowcy, by prowadzić ambulanse. Była animatorką Włoskiej Akcji Katolickiej i ruchu Odrodzenie Chrześcijaństwa. Wiarę wyniosła z domu.

Luigi, choć ochrzczony, przez lata nie przykładał wagi do praktyk religijnych. Nawet oficjalny życiorys watykański, w którym podaje się zwykle wszelkie oznaki nadnaturalnych skłonności ascetycznych, tak określa jego pobożność: "Nie było w niej nic z ekshibicjonizmu".

Dlaczego więc Quattrocchi i Corsini trafili na ołtarze? - Ich sekret polegał na tym, że wszystko robili razem. Wspierali się, modlili, razem płakali ze szczęścia, razem znosili próby - mówił podczas uroczystości zakończenia procesu beatyfikacyjnego kard. Camillo Ruini.

Przypomniał, że kiedy Maria spodziewała się czwartego dziecka, pojawiły się komplikacje. "Ojciec zabrał nas wtedy do kościoła. Księdzu przy konfesjonale tłumaczył, w jakim stanie jest mama. Pierwszy raz widziałam wtedy, jak płacze. Nic nie rozumieliśmy, ale modliliśmy się o jej zdrowie" - wspomina w dzienniku Stefania Quattrocchi. Najlepsi włoscy ginekolodzy dawali Marii pięć procent szans, że przeżyje poród. Mimo to nie przerwała ciąży. "Rodzice nigdy się nie kłócili, wszystkie problemy rozwiązywali bez naszego udziału, spokojnie rozmawiając. Atmosfera w naszym domu była cudownie spokojna" - wspomina czwarte dziecko Quattrocchich - Enrichetta. 15 lat po jej narodzinach rodzice złożyli cichy ślub, że do końca życia powstrzymają się od seksu.

Na placu św. Piotra na mszy beatyfikacyjnej będzie troje dzieci Quatrocchich - 95-letni Filippo (dziś ksiądz Tarcisio), 92-letni Cesare (dziś ojciec Paolino - trapista) i Enrichetta, najmłodsza z rodzeństwa. Urodzona w 1914 r. Stefania (siostra Maria Cecilia - benedyktynka) nie doczekała beatyfikacji rodziców. Zmarła w 1993 r.

Małżeństwo Quattrocchi jest niemalże antytezą powszechnie obowiązującego wyobrażenia o świętości. Śledząc hagiografie, można odnieść wrażenie, że wyniesieni na ołtarze ludzie tak naprawdę nie byli ludźmi, lecz niedoskonałą mutacją aniołów. Nawet fizyczne postaci świętych są często idealizowane. Podana kilka lat temu informacja, że kanonizowana niedawno siostra Faustyna Kowalska prawdopodobnie nie była wysoką blondynką, jak jest przedstawiana na obrazach, lecz była ruda i piegowata, a przed wstąpieniem do zakonu lubiła chodzić na wiejskie zabawy - wywołała sprzeciw niektórych środowisk katolickich i została uznana za atak na wizerunek świętej i na cały Kościół. Świetliste postaci świętych mogą być obiektem kultu, jednak nie stanowią wzoru w codziennym życiu współczesnych chrześcijan. Dzisiejsi wyznawcy Chrystusa nie stają przecież przed takimi dylematami, jak średniowieczni męczennicy czy konsekrowane dziewice z drugiej połowy XVI w.

Po niedzielnej beatyfikacji małżonków Quattrocchi czeka kanonizacja. Pewnie dopiero po niej w mediach pojawią się ich życiorysy, wydawnictwa zaczną publikować ich zapiski. Jednak najciekawsze trafiły do dokumentów procesu. Są wśród nich m.in. prywatne listy Luigiego i Marii. Kardynał Ruini, który miał dostęp do tej korespondencji, w wywiadzie z włoskim dziennikarzem najpierw wymigiwał się od rozmów o niej, a w końcu skwitował jej treść jednym zdaniem: "Mój Boże! Jak oni się kochali!".

Jak zostać świętym?

Wyniesienie na ołtarze składa się z dwóch etapów: beatyfikacji i kanonizacji. Aby trafić do grona świętych trzeba żyć tak, by umierać w tzw. aurze świętości. Gdy większa grupa ludzi dochodzi do przekonania, że umarł święty, prosi biskupa diecezji, w której zmarł kandydat na ołtarze, o wszczęcie procesu beatyfikacyjnego. Można go rozpocząć nie wcześniej niż pięć i nie później niż 30 lat po śmierci przyszłego świętego. Od otwarcia procesu przyszłemu świętemu przysługuje tytuł sługi Bożego. Następnie zapieczętowane akta przewozi się do Watykanu.

Obok zeznań świadków i gromadzenia dowodów, przed beatyfikacją trzeba udowodnić cud (np. uzdrowienie), jaki dokonał się za przyczyną sługi Bożego. Beatyfikuje papież, wypowiadając formułę zatwierdzającą kult danej osoby. Odtąd sługę Bożego nazywamy błogosławionym.

Kanonizacja to wpisanie błogosławionego do katalogu postaci wspominanych w całym Kościele. Jest poprzedzona procesem, tym razem tylko w Rzymie, i wymaga kolejnego cudu.”

Włoscy małżonkowie w jednym dniu ogłoszeni błogosławionymi

Watykan, 21.10.2001

„Jan Paweł II wyniósł dziś do chwały ołtarzy Marię i Luigiego Beltrame Quattrocchi. Była to pierwsza w historii Kościoła beatyfikacja pary małżeńskiej. Sługa Boży Luigi zmarł w Rzymie w roku 1951 a jego żona Maria – 14 lat później (postacie błogosławionych w osobnej depeszy).

Poprzez ten uroczysty akt kościelny – mówił Jan Paweł II - chcemy ukazać przykład pozytywnej odpowiedzi na pytanie Chrystusa. Odpowiedzi danej przez dwoje małżonków, którzy żyli w Rzymie w pierwszej połowie dwudziestego wieku, wieku w którym wiara w Chrystusa wystawiona była na ciężką próbę. Nawet w tych trudnych latach małżonkowie Alojzy i Maria utrzymali zapalone światło wiary – światło Chrystusa. Przekazali je swym czworgu dzieciom, z których troje jest dziś obecnych w bazylice.

Papież zauważył, że trudno lepszy sposób uczcić 20. lecie Adhortacji Apostolskiej Familiaris Consortio o zadaniach rodziny chrześcijańskiej w świecie współczesnym, jak przez beatyfikację pary małżeńskiej. Błogosławieni małżonkowie, podkreślił Jan Paweł II, przeżyli zwykłe życie w niezwykły sposób. Pośród radości i trosk normalnej rodziny potrafili żyć niezwykłym bogactwem duchowości.

Małżonków dotkniętych dramatem separacji, choroby czy przedwczesnej śmierci żony lub męża papież zachęcił do nie poddawania się zniechęceniu, ale ufnego zwracania się do Boga. Papież wezwał, by tak jak Kościół w trudnościach ich wspiera i oni wspierali posługę Kościoła. Dziękuję Wam – mówił dalej Ojciec Święty - drogie rodziny, za wsparcie, jakiego i mnie udzielacie mojej służbie Kościołowi i ludzkości. Codziennie zanoszę modlitwy do Pana aby dopomagał tak licznym rodzinom zranionym biedą i niesprawiedliwością oraz by im dopomógł wzrastać w cywilizacji miłości – dodał papież.

Na beatyfikację na plac świętego Piotra została przywieziona – po raz pierwszy w historii – figura Matki Bożej z sanktuarium Domu Świętej Rodziny w Loreto. Statua ta jest wierną kopią figury, która spłonęła tam w pożarze w roku 1921. W rok później papież Pius XI ofiarował sanktuarium kopię, która została wczoraj przewieziona specjalnym pociągiem z Loreto. Jest to pociąg włoskiej organizacji UNITALSI, zajmującej się przewozem chorych do Lourdes i innych sanktuariów.

Dzisiejsza beatyfikacja ma szczególne znaczenie dla współczesnego Kościoła, w którym coraz większą rolę odgrywają świeccy. Postulator procesu beatyfikacyjnego nowych błogosławionych o. Paolino Rossi podkreślił w wypowiedzi dla Radia Watykańskiego, że przez beatyfikację małżonków Alojzego Beltrame Quattrocchi i Marii Corsini Kościół pragnie dać nadzieję, pociechę i umocnienie chrześcijańskim rodzinom, tak udręczonych wieloma problemami i zagrożonych co do podstawowych wartości, w tym co dotyczy samej idei rodziny, jej natury. Kościół zachęca chrześcijańskich małżonków do wzięcia odpowiedzialności za własną tożsamość i do konsekwentnego urzeczywistniania powołania do świętości właściwego ochrzczonym; do życia pełnią sakramentu małżeństwa; do bycia zawsze apostołami wiary i miłości, do bycia wszędzie świadkami Ewangelii – mówił o. Rossi.”

(rv/jk, © Radio Vaticana 2001)

Copyright © by Fundacja Opoka

Zbigniew Nosowski

ZWYCZAJNI — NADZWYCZAJNI

Pierwsza błogosławiona para małżeńska

Niedziela 21 października 2001 r. z pewnością będzie dniem niesłychanie istotnym, może nawet przełomowym, dla współczesnej duchowości chrześcijańskiej. Tego dnia Jan Paweł II beatyfikował pierwszą w historii Kościoła parę małżeńską — Marię i Alojzego Beltrame Quattrocchi.

W poprzednią niedzielę, 14 października, obchodziliśmy w Kościele w Polsce Dzień Papieski. Jego hasłem było określenie posługi Jana Pawła II jako „pontyfikatu przełomów”. Ledwo zaczęliśmy analizować przełomy, jakie dał nam i zadał Papież Polak, a tu już mamy następny. Przez dwa tysiące lat chrześcijaństwa nie zdarzyło się, by na ołtarze wyniesiono wspólnie obydwoje małżonków.

Teoretycznie wszystko jasne

Dwa tysiąclecia musiały upłynąć od wesela w Kanie Galilejskiej, by namiestnik Chrystusowy mógł ogłosić, że dwoje chrześcijan przez małżeństwo doszło do świętości.

W Kościele katolickim małżeństwo jest od wieków uznawane za jeden z sakramentów, czyli szczególnie uprzywilejowanych dróg otrzymywania łaski Bożej, a rodzina nazywana jest „domowym Kościołem”. Teoretycznie zatem wszystko było jasne. Jednak w gronie osób oficjalnie uznanych dotychczas przez Kościół za święte i błogosławione trudno znaleźć małżonków.

Jeśli już ktoś wyniesiony na ołtarze żył w małżeństwie, to zazwyczaj „zasłużył” na świętość raczej przez to, że po śmierci współmałżonka wstąpił do klasztoru. Z wielkim wysiłkiem można znaleźć pary, w których obydwoje małżonkowie czczeni są jako święci. Były to albo koronowane głowy z czasów średniowiecza (np. małżeństwo cesarza niemieckiego św. Henryka II i św. Kunegundy — X/XI w. oraz bł. Gizeli i króla Węgier, św. Stefana) albo osoby z jeszcze bardziej odległych okresów historycznych (Maryja i Józef czy bliscy współpracownicy św. Pawła, Akwila i Pryscylla).

Pan Bóg „konkurentem”?

W drugim tysiącleciu dominował właściwie niepodzielnie model świętości indywidualnej. Wśród osób wyniesionych na ołtarze przeważali mężczyźni i kobiety „w pełni oddający się Bogu” — księża, zakonnicy i zakonnice. Pozwoliłem sobie wziąć powyższe określenie w cudzysłów nie po to, by od niego się dystansować. Jestem pełen najwyższego uznania dla heroiczności cnót, bezmiaru miłości i prawdziwej świętości wielu ascetów czy mistyków.

Słowa wzięte w cudzysłów pozwalają jednak dostrzec główną przeszkodę, jaka stała na drodze ku beatyfikacji par małżeńskich (pomijam względy praktyczne związane z organizacją i prowadzeniem procesów kanonizacyjnych). Było nią szeroko rozpowszechnione w Kościele przekonanie, że małżonkowie nie są w stanie oddać Panu Bogu wszystkiego, nie mogą Mu się powierzyć w pełni. Pan Bóg był w tej wizji „konkurentem” współmałżonka. Czas poświęcany małżonkowi i rodzinie stawał się czasem bezużytecznym z punktu widzenia świętości — nie był bowiem poświęcony Bogu. W szczególny sposób dotyczyło to czasu spędzanego na współżyciu seksualnym. Sferę tę tradycyjnie uważano za podejrzaną lub wręcz nieczystą. A wzajemne oddanie w małżeństwie ma przecież zawsze także wymiar erotyczny.

Wśród świętych naszego Kościoła można znaleźć żony czy matki, najczęściej próżno jednak szukać w uzasadnieniu ich oddania Bogu informacji, że prowadziły wraz z mężem święte życie małżeńskie. Czasem zasłużyły się przez to, że z heroiczną cierpliwością znosiły „wybryki” swoich mężów. Zdarzali się także żonaci mężczyźni — np. liczni kanonizowani średniowieczni królowie i książęta, a także niektórzy męczennicy. W ich przypadku jednak to z pewnością nie małżeństwo było tytułem do kanonizacji. W gronie bardziej współczesnych świętych byli już tylko samotni świeccy mężczyźni, jak beatyfikowany przez Pawła VI w 1975 r. profesor medycyny Józef Moscati (1880—1927) czy dobrze znany w Polsce Piotr Jerzy Frassati (1901—1925).

Wielkie pragnienie Jana Pawła II

Ks. Karol Wojtyła — jeszcze w Polsce, jako duszpasterz, filozof, etyk, biskup i kardynał — lubił otaczać się młodymi małżeństwami i rodzinami. „Wujek” Karol często rozmawiał z nimi o małżeństwie, bo chciał, by jego twórczość na ten temat jak najpełniej odzwierciedlała doświadczenia tych, którzy są mężem i żoną na co dzień. W dziełach przyszłego Papieża odnaleźć można niezwykłe jak na myśl chrześcijańską dowartościowanie małżeństwa i rodziny. Najwybitniejszy biograf Papieża, George Weigel, twierdzi, że „teologia ciała”, jaką Jan Paweł II przedstawił w 130 katechezach w latach 1979—1984, jest najbardziej dojrzałą chrześcijańską odpowiedzią na dwudziestowieczną rewolucję seksualną.

Nic dziwnego, że Papieżowi Wojtyle bardzo bliska była idea wyniesienia na ołtarze pary małżeńskiej. Przed kilku laty, podczas Międzynarodowego Roku Rodziny, Jan Paweł II pragnął przedstawić wiernym wyraźny symbol świętości rodziny. Odbyły się wówczas — tego samego dnia, 24 kwietnia 1994 r. — znamienne beatyfikacje dwóch kobiet, które były żonami i matkami: Elżbiety Canori Mory (1774—1825) oraz Joanny Beretty Molli. Pomimo niezwykłości tego świadectwa, wciąż jednak znak świętości małżeństwa, które jest fundamentem rodziny, był niepełny — za błogosławione uznawano tylko indywidualne osoby, a nie sakramentalne małżeństwo.

Zwyczajne, święte życie małżeńskie

Papieskim apelem najbardziej przejęli się jego diecezjanie — rzymianie. Musiało upłynąć kilka kolejnych lat, poświęconych przez diecezję rzymską na sprostanie wysokim wymogom procesów kanonizacyjnych, i oto otrzymaliśmy pierwszą parę małżeńską wspólnie wyniesioną na ołtarze.

Alojzy Beltrame Quattrocchi żył w latach 1880—1951, Maria (z domu: Corsini) w latach 1884—1965. Pobrali się w listopadzie 1905 r., czyli w małżeństwie żyli razem 46 lat. (Czytelników zainteresowanych szerszą charakterystyką ich życia zapraszam do lektury wrześniowego numeru „Więzi”, gdzie znajdą obszerny artykuł na ten temat pióra Ludmiły Grygiel, zatytułowany „We dwoje łatwiej się uświęcić”.) Uroczystość beatyfikacyjna pełna była niezwykłych znaków. Uczestniczyło w niej troje spośród czworga dzieci państwa Beltrame Quattrocchi. W gronie koncelebransów otaczających Papieża byli dwaj ich synowie: 95-letni Tarcisio, ksiądz diecezji rzymskiej i 92-letni Paolino, trapista. Relikwie rodziców przed ołtarzem w Bazylice św. Piotra umieszczała najmłodsza z całej czwórki Enrichetta. To wokół niej rozegrał się największy dramat rodzinny. Podczas czwartej ciąży życie matki było poważnie zagrożone. Lekarze doradzali jej przeprowadzenie aborcji. Małżonkowie zaufali Bogu i zostali sowicie wynagrodzeni — Maria przeżyła jeszcze 51 lat po urodzeniu córki, a ta jako 87-letnia kobieta mogła dziękować Bogu za swych błogosławionych rodziców. Spośród czwórki dzieci na ceremonii beatyfikacyjnej zabrakło jedynie Stefanii (ur. 1908), która została benedyktynką i jako s. Cecylia zmarła w 1993 r.

Niezwykle symboliczny jest także wybór dnia, w którym obchodzone będzie liturgiczne wspomnienie błogosławionych małżonków. W przypadku świętych „indywidualnych” zazwyczaj wybiera się dzień ich śmierci — jak się zwykło mówić w Kościele: „dzień ich narodzin dla nieba”. Zastanawiałem się, jaki dzień zostanie wybrany w przypadku pary małżeńskiej. Jan Paweł II ogłosił, że będzie to 25 listopada. Piękniej nie można! To rocznica zawarcia przez Marię i Alojzego sakramentu małżeństwa (w 1905 roku w rzymskiej Bazylice Matki Bożej Większej). Skoro ich drogą do świętości był sakrament małżeństwa, to ich „narodziny dla nieba” nastąpiły wówczas, gdy otrzymali tę łaskę sakramentalną i zaczęli nią żyć.

Jeśli ośmielam się mówić o przełomowym znaczeniu tej beatyfikacji, to dlatego, że — jak sądzę — opatrznościowo miała ona miejsce: w pierwszym roku nowego stulecia i tysiąclecia; podczas zgromadzenia biskupów z całego świata, którzy obradują nad tym, jak kierować Kościołem w XXI wieku; w czasach, gdy ludzie często całkowicie odrzucają małżeństwo lub sprowadzają je do przejściowego kontraktu opartego na zasadzie przyjemności, a na miejsce tradycyjnej rodziny próbują podstawiać jej rozmaite nieudolne namiastki.

Kościół ma dzisiaj wielkie kłopoty ze skutecznym głoszeniem nauki o małżeństwie i rodzinie. Myślę, że nie ma bardziej przekonującej argumentacji za chrześcijańską wizją małżeństwa i rodziny niż wyraźne ukazywanie ludzi, najlepiej współczesnych, którzy w małżeństwie i rodzinie byli szczęśliwi. Do tego stopnia szczęśliwi, że aż święci! Trzeba — tak jak Jan Paweł II w homilii podczas Mszy beatyfikacyjnej 21 października — wskazywać, że „błogosławieni małżonkowie przeżyli zwyczajne życie w sposób nadzwyczajny”. Potrafili w swoim codziennym, zwykłym życiu tak związać się z Bogiem, że wszystko, co czynili, było ku Jego chwale; potrafili tak się wzajemnie kochać, że w ich małżeństwie i rodzinie był stale obecny Bóg, który jest Miłością, który jest Źródłem wszelkiej miłości, który towarzyszył im swoją sakramentalną łaską.

Kto następny?

Przemawiając podczas Synodu Biskupów, wyraziłem nadzieję, że Maria i Alojzy Beltrame Quattrocchi będą pierwszą, ale nie ostatnią parą małżeńską wyniesioną na ołtarze. Wiadomo, że w watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych znajdują się już wnioski dotyczące innych par małżeńskich. Jestem przekonany, że i w naszej ojczyźnie żyło (i żyje) wiele małżeństw, które dzięki współpracy z Bożą łaską zasługują na miano świętych.

Każda z następnych błogosławionych par małżeńskich na pewno będzie inna, będzie na swój sposób niepowtarzalna — tak jak miłość jest niepowtarzalna. Wiele może też być modeli małżeńskiej duchowości. Przyznaję, że obecnie liczę zwłaszcza na to, że wśród następnych beatyfikowanych par znajdzie się taka, którą będzie można naśladować nie tylko jako małżonków i rodziców, ale również jako przykładnych teściów i dziadków.

Autor jest redaktorem naczelnym miesięcznika „Więź”. W październiku 2001 r. był audytorem Synodu Biskupów w Rzymie.

opr. mg/mg

strona angielskojęzyczna Beltrame-Quatrocci