Błogosławiony Pier Giorgio Frassati

Błogosławiony Pier Giorgio Frassati (1901 - 1925) - patron studentów


   

więcej zdjęć na końcu strony

Fragmenty książki: "Listy do przyjaciół" Pier Giorgio Frassati, Biblioteka Więzi, Warszawa 1995. Całość do nabycia w księgarniach internetowych.


Piotr Jerzy Frassati - Strona Frassatianum
PG Frassati - Man of the Beatudines
Associazione Pier Giorgio Frassati

"Listy do przyjaciół" :

 - Dzieciństwo

1906
    Kochany tatusiu kocham Cie bardzo, abyś był zadowolony już nie będę bił Luciany. Dobrych Świąt. Będę się do Dzieciątka Jezus modlił za ciebie. Całuję Cię, Twój dodo.
    Tatusiu kochany: przyjmij najlepsze życzenia. Obicuję Ci, że już nie bedę kłamał. Wielki całus od Luciany.

1908
    Kochany tato i kochana mamo, byłem dziś niedobry i doprowadziłem do płaczu tatę i mamę, którzy tak bardzo mnie kochają. Dopuściłem się też dwóch ciężkich uchybień, powiedziała mi nauczycielka, i oblicze jej surowe i smutne mówi mi, że nie jest ona ze mnie zadowolona.
    Wszystkim sprawiłem przykrość i nie jestem spokojny, postąpiłem źle, ale proszę was o przebaczenie. Bardzo tego żałuję i obiecuję, że stanę się dobry, abyście zapomnieli, jaką mieliście dzis przykrość.
    Przebaczcie mi, Pier Giorgio.

1908
    Kochana babciu, jak ci się wiedzie? Mnie się powodzi dobrze, chodzę na gimnastykę, a także na tańce. Czy ładna jest pogoda w Pollone? Przyjedź na Boże Narodzenie aby przeżyć z nami Święta. W Turynie było wczoraj brzydko, a dziś się rozjaśniło. Kot choruje.
    Mnóstwo całusów dla ciebie i dla dziadka - i od mamy, i od papy, i od cioci, i od twojego kochanego Pier Giorgia.

19.12.1909
    Kochana mamo, serce mi się ściska, kiedy cię widzę tak chorą. Wyzdrowiej ,kochana, dobra mamo. Jutro twoje święto, ale toświęto nie będzie radosne, jak było rok temu, bo cierpisz leżąc chora.
    Kiedy wyzdrowiejesz, moje serce będzie pogodne, a teraz ściska się z żalu. Mamusiu, życzę ci rychłego wyzdrowienia.
    Pomodlę sie doBoga, aby cię uzdrowił, i Bóg wysłucha moich modlitw.
    Przyjmij najserdeczniejsze pozdrowienia i ucałowania od kochającego cię Pier Giorgia.

17.02.1910
    Kochana mamo, tak mi przykro, że na swoje urodziny leżysz w łóżku chora. Ciągle proszę Boga, aby cię uzdrowił. Przyżekam ci, że będę lepszy i bardziej posłuszny, ibardziej pilny, i tej obietnicy dotrzymam. Serce mi się ściska, gdy widzę, że leżysz chora.
    Wyzdrowiej prędko, moja kochana, dobra mamusiu. Życzę ci takiego wyzdrowienia, mamo kochana. Moc pozdrowień i ucałowań od kochającego cię Pier Giorgia.

20.12.1910 Turyn
    Mamusiu najdroższa, piszę ten list, żebyś miała dobre święto, pragnę ci powiedzieć, że ułożyliśmy ładny wiersz po niemiecku, który ci się spodoba. Razem z tym listem ofiarowuję ci piekny bukiet kwiatów. Żeby ci zrobić przyjemność, uczynię wszystko co mogę, aby zdać egzamin. I przyrzekam też, że będę dobry.
    Zawsze się modliłem i modlę do dobrego Boga o to, aby cię darzył szczęściem i wespół z tobą zachował w dobrym zdrowiu ukochanego papę. Moc pozdrowień także od księdza salezjanina i moc ucałowań od kochającego cię Pier Giorgia.

19.12.1910
    Mamo kochana, jutro twoje imieniny, i oto piszę do ciebie ten list. Będę się modlił do Pana, żeby cię zachował dla nas przez wiele lat. Będę też, żebyś była zadowolona, lepszy nie będę dokuczał mojej siostrze. Przyłożę się do nauki, żeby zdać egzamin.
    Teraz ufamy, że będziesz miała dobre święto.
    Wiele życzeń i pozdrowień, i ucałowań od kochającego cię Pier Giorgia.
    Mam nadzieję, że bedziesz zadowolona z tego listu, który jest dosyć krótki, ale nie potrafiłem nic więcej ci powiedzieć.

20.09.1913
    Kochana mamo, na Mucrone i na Monbarone spadło trochę śniegu. Wczoraj i dziś było ładnie, a poza tym zawsze padało.
    Smutno mi, że wyjechałaś, ale spodziewam się rychło cię ujrzeć w Turynie. Przez całe dnie piszę wypracowanie i ćwiczę na pianinie, czytam, a mam też trochę gimnastyki.
    Zbieram owoce, a dziś oczysciłem alejki mojego ogródka, które zarosły zielskiem.
    Moc pozdrowień i całusów od twojego Pier Giorgia.

25.09.1913 Pollone
    Kochana mamo dziękuję ci za list, nie mogłem od razu odpisać, dopiero dzis miałem mniej zajęć i kiedy przed południem trafiło mi sie wolne pół godziny pomyślałem o tym, żeby coś do ciebie napisać. Ubiegłe dni dłużyły się jak wieki, wydało mi się, że to już chyba rok, jak ciebie nie widzę. Profesor kazał mi zdać egzamin z matematyki. Powiedział, że zdałem. Niebawem będę miał egzamin z geometrii i z włoskiego.
    Wczoraj było pochmurnie, dziś jest trochę ładniej.
    Tysiąc i tysiąc, i jeszcze raz tysiąc całusów od twojego Giorgia.

wrzesień 1913 Pollone
    Mamo kochana, dziś ostatni dzień mojego pobytu w Pollone. Od dwóch dni bez przerwy pada. Bardzo się cieszę, ze już za dwa dni zobaczę ciebie. Przywiozę kwiaty do Turynu ,mieczyki i te niebieskie, które tak lubisz. Jest tu jeszcze trochę mieczyków, a nawet i róż. Zaczynają kwitnąć chryzantemy. Tak zimno tu, jakby to już było Wszystkich Świętych.
    Dziękuję ci za list. Ucałowania i jeszcze ucałowania, i jeszcze raz ucałowania od Giorgia.

1913
    Papo kochany, wstyd mi i boleję i nie wiem nawet jak do ciebie napisać. Widziałem strapienie mamy i myślałem o twojej przykrości, zupełnie więc nie wiem jak mam ciebie prosić choćby o jedno słowo przebaczenia. Boli mnie też to, że zostałem w tyle, i wstyd mi wobec moich kolegów i mojej siostry, bo oni mię wyprzedzili. Ufam, że jeszcze raz uwierzysz w szczerość mojego postanowienia, że przyłożę się do nauki w tym roku i będę się starał w miarę możności wszystko naprawić.
    Dostałem list od ciebie, już do ciebie pisałem. Zrobiło mi się jeszcze bardziej przykro, gdy czytałem list profesora, do którego za radą mamy piszę kilka słów.
    Zobaczysz, że postaram się czynami okazać moją miłość do ciebie. Ucałowania od twojego Pier Giorgia.

październik 1913
    Papo kochany, na szczęście zacznie się niebawem szkoła, więc wrócimy, albo może nawet ty będziesz mógł nas tu odwiedzić. Mama przesyła załączoną notatkę, abyś z nią zrobił, co uważasz. W tej chwili deszcz jak z cebra.
    Dziś rano pomogłem ogrodnikowi nosić doniczki. Górny ogródek jest już cały skopany. Jeśli przestanie padać położę nawóz.
    Mama poszła odwiedzić Felicinę i jej syna, który jest w dobrym zdrowiu. Obiecała opłacić Paolinowi szkołę, aby się nie wahali go zapisać. Bądź łaskaw papo dowiedzieć się kiedy się zaczyna szkoła.
    Do prędkiego zobaczenia, moc całusów i pozdrowień od twojego Pier Giorgia.

04.08.1914 Alassio
    Kochana ciociu, wielka to szkoda, że nie jesteś tu z nami, żeby się kąpać w morzu. Dziś, trzeciego, jest wiatr odpowiedni dla żaglówki. Może będę sobie żeglował po możu aż do wyspy Gallinarii. Ucałuj ode mnie babcię. Napisz mi, co u ciebie słychać. Pogoda wspaniała. Moc pozdrowień od mamy i Luciany, i twojego Pier Giorgia.

Chłopięctwo

15.10.1916 Pollone
    Kochany Bellingeri, cieszę się, iż mogę ci przesłać dobrą wieść: dostałem promocję i jestem już w pierwszej klasie liceum.
    Ufam, że i ty będziesz promowany. Napisz mi gdy tylko będziesz coś o tym wiedział.
    Najlepsze pozdrowienia i uścisk dłoni - Pier Giorgio.

08.04.1917
    Kochany Carlo, pogoda jest bardzo zmienna. W środę przyjeżdżamy do Turynu, ja może na rowerze. Byłbym rad gdybyś mógł wyjechać mi naprzeciw na drogę do Chivasso, jeśli rodzice ci na to pozwolą. Gdy tylko ustalę godzinę mojego wyjazdu...(dalej zapomniał napisać)
    Wszystkiego najlepszego życzy też moja mama twoim bliskim, a ja ściskam cię, Pier Giorgio.

26.10.1917 Pollone
    Kochany Carlo, może już wiesz, że oblałem. Nie oczekiwałem klęski właśnie w łacinie, bałem się raczej wypracowania z włoskiego, a stało się inaczej.Przeniosę się do "Społecznego" gdzie będę chodził do drugiej klasy licząc na to, że egzaminy z klasy pierwszej złożę w lutym.
    Jak z twoimi egzaminami? Napisz choć parę słów! Pozdrawia cię przyjaciel, Pier Giorgio.

19.08.1918 Pollone
    Kochany, dawno już do ciebie nie pisałem. Wybacz mi! Nie jest to tylko moja wina. Dużo muszę się uczyć, a wieczorem podlewać kwiaty. Na ostatnią twoją kartkę, w której mi oznajmiłeś urodzenie się twojej siostrzyczki, odpowiedziałem od razu.
    Już dosyć dawno temu pojechaliśmy we dwóch z Francona rowerach do Viverone, a w drodze powrotnej, w Cavaglia, gdy się zatrzymaliśmy, aby naprawić wentyl w rowerze Franco, spotkaliśmy twego kuzyna. Przed dwoma dniami wszedłem na szczyt Croce della Barma w Oropie, 2384 metry, z Franco, papą, Lucianą i Anną Marią, która w drodze powrotnej miała parę razy zawrót głowy. Zachwycaliśmy się wspaniałymi widokami. Widać było całe Monte Rosa, Cervino, Mont Blanc, Gran Paradiso itd. Jest to przepiękna i bardzo łatwa wycieczka, trzeba na nią 3,5 godziny z Oropy. Po drodze spotkaliśmy kobiety obładowane wiśniami, dzikimi, ale pysznymi; objedliśmy się ich do syta.
    Anna Maria wyjechała dziś rano do Turynu, aby potem pojechać do Recco, nad morze.
    Camillo jak dotąd nic do mnie nie pisze. Biedak bardzo jest zajęty: musi co dzień pisać do panny Sapienzy, swojej koleżanki, która mieszka tu w Pollone. Nie odpowiada nawet na liczne kartki, jakie śle moja siostra, nazbyt dobra.
    Prosiłbym cię, Carlo, jeśliś przypadkiem napisał parę stronic przekładu Paradoksów, żebyś mi je przesłał. Bo czas nagli, a mam jeszcze tyle rzeczy do przerobienia. Niechcący zamieniliśmy dzwonki naszych rowerów, przesyłam ci więc teraz twój, a ty mi łaskawie mój prześlij.
    Vittorio wśród innych rzeczy jakie mi zlecił w liście, prosił też o twój adres, który mu natychmiast posłałem.
    Napisz do mnie zaraz, zrobisz mi tym przyjemność.
    Ukłony dla twoich bliskich, ucałowania od twojego Pier Giorgia.
    PS. Wybacz, że list jest po części nabazgrany.

21.10.1918 Pollone
    Kochany Carlo, od dawna nie mam znaku od ciebie. Ilekroć przychodzi poczta, wypatruję niecierpliwie twojego listu, który by mi doniósł, czy jesteś zdrów, czy składałeś egzaminy i jak one wypadły. Nie znam twojego adresu w Albie, więc za twojego tam pobytu posłałem dwie kartki do Cascina Vica, na adres twojej willi: nie wiem czy dotarły do twoich rąk. Pisał do mnie Bersezio, serdecznie cię pozdrawia. Biedak, każą mu odprawiać wartę w więzieniach w Alessandrii! Teraz, na szczęście, nie ma już obowiązków w terenie, uczestniczy w kursie wstępnym do akademii, studiuje topografię, strzelanie, środki wybuchowe, surowce, fortyfikacje i rachunkowość.
    Kiedy piszę ten list, promiennie świeci słońce, ufajmy, że to się utrzyma, bo dotychczas mieliśmy bardzo brzydki październik.
    Wyobrażasz sobie, że Camillo w koszarach Cernaia leży w łóżku, bo skrzynia mu spadła na wielki palec u nogi?
    Ja jeszcze ciągle się uczę , za parę dni skończę powtarzanie tekstów łacińskich, potem się zabiorę do greki, której zupełnie nie umiem, a w reszcie przyjade mam nadzieje do Turynu, aby zdać te błogosławione egzaminy. Złóż ode mnie wyrazy uszanowania twoim rodzicom, pozdrawiam cię i całuję - Pier Giorgio.

sierpień 1919
    Kochana babciu, plaża jest bardzo piękna, morze cudowne, brakuje tylko ciepła i dlatego kąpiele muszą być bardzo krótkie. Mocno się opaliłem, jestem ciemnoczerwony.(...)

20.07.1920 s.Dalmazzo di Tenda
    Kochana Luciano, podróż była dobra, z kilkoma drobnymi wypadkami na początku. Droga przez równinę wystawiona na słońce, sześć razy przerywaliśmy podróż posiłkami.
    Od Limone do tunelu pieszo przy świetle gwiazd, potem z latarnią przez wspaniałe zakręty drogi i po stromych zejściach.
    Dziś będziemy wspinać się do Mesce, gdzie zwiedzimy kopalnie.
    Ucałowania dla ciebie, pozdrowienia i ucałowania dla cioci, babci, mamy, pozdrowienia dla siostry Angeliki i dla wszystkich, całusy dla Wotan Mime Uadi - Pier Giorgio.

Młodość

17.03.1921
    Kochany Villani, dopiero dziś poznałem doktora Sonnenscheina, miłego księdza, który mówi dosyć dobrze po włosku i zajmuje się również Włochami mieszkającymi w Berlinie. Pytałem o katolicki ruch studencki i dowiedziałem się, że jakaś jedna dziesiąta studentów berlińskich jest naszego wyznamia.
    Działalność doktora Sonenscheina, która od 15 lat miała na celu przygotowanie młodzieży studenckiej do życia w społeczeństwie, dziś - z powodu nędzy, jaka się przejawiła w tej warstwie społecznej - musiała się skupić raczej na udzielaniu pomocy i szukaniu dla młodych pracy, aby mogli sprostać drożyźnie żywności.
    Organizacja ta dokładnie odpowiada naszej, jest niezależna od innych organizacji katolickich; istnieją jednak koła, w których się spotykamy, studenci uniwersyteccy z robotnikami.
    Doktor Sonenschein będzie uprzejmie mnie zapraszał na spotkania owych kół mieszanych, zdołam więc poznać oba te środowiska.
    Napisz mi szybko jakie odniosłeś wrażenia ze zjazdu młodzieży emiliańskiej w Rzymie; chcę też wiedzieć co się dzieje w naszym Kole. Czy już coś zrobiliście w sprawie samopomocy koleżeńskiej? Pozdrawiam wszystkich przyjaciół, ciebie ściskam serdecznie - Pier Giorgio.

lipiec 1921
    Szanowny doktorze Beck, dopiero dziś mogę odpowiedzieć w sprawie studentów, których spotkaliśmy w Parco della Rezidenza. W Padwie jest stołówka studencka, gdzie za 6 lirów można zjeść dwa razy dziennie; umeblowany pokój kosztuje 60 do 80 lirów na miesiąc. Życie uniwersyteckie jest bardzo wesołe. Jest to pensjonat katolicki, z parkiem i polem sportowym dla studentów uniwersytetu padewskiego.
    Jeszcze raz nieskończenie panu dziekuję za to, co Pan dla mnie uczynił w Monachium. Dziękuję też za książkę, której jeszcze nie przeczytałem, bo czytanie jest dla mnie ciężkim wysiłkiem.
    Czy wybierze się Pan do Rawenny? Jeśli nie będzie Pan mógł przyjechać, ja mam nadzieję wybrać się do Niemiec we wrześniu i spotkać się z Panem w Monachium.
    Jestem teraz u moich kuzynów w Abissoli, już wiele razy się kąpałem. Morze jest wspaniałe. Proszę Pana o wybaczenie, jeśli jest w tym liście trochę błędów. (po niemiecku)

25.07.1921 Albissola Marina, Do Antonia Villaniego
    Kochany, przyjeżdżam do Turynu w środę rano, dwudziestego siódmego. Wczoraj zatzymałem się w Recco, wczoraj zatrzymałem się w Recco, żeby odwiedzić Vittoria Bersezio. Wiele razy się kąpałem i jestem już bardzo czarny.
    Jeszcze raz dziękuję ci za wszystko, coś uczynił dla studentów niemieckich.
    Pozdrowienia i ucałowania od Pier Giorgia.

27.08.1921 Bolonia, do Alberta Falchettiego
    Posyłam ci pocztówk z obrazem Rafaela, aby ci dała dobre natchnienie do pracy nad twoim obrazem "Pieśniarz w Afryce".
    Pozdrowienia od Pier Giorgia.

15.09.1921 Bozen, do Alberta Falchettiego
    Dziś odwiedziłem Pinakotekę biegiem. Tak mi przykro, że nie mogłem się z Tobą spotkać przed wyjazdem do Niemiec. Jutro będę w Monachium, gdzie zatrzymam się na 3 lub 4 dni, a potem jadę do Freiburga, aby się trochę poduczyć niemieckiego. Co z twoim obrazem? Czy zostało coś z Bertina?
    Pozdrowienia - Pier Giorgio.

21.09.1921 Monachium, do GianMaria Bertiniego
    Kochany Gian Maria, dzięki ci za miły list, dzięki też za wszystkie trudy w poszukiwaniu mojego Dantego. Tu w Monachium odwiedziłem dwóch bardzo mi drogich Niemców poznanych w Rzymie, pana D. Lueblego i Pana Ducka. Rodzina doktora Ducka okazała mi wiele dobroci. Wczoraj wieczorem z Panem Duckiem i jego siostrą, miłą panienką o typie całkowicie włoskim, z bardzo ciemną karnacją, poszedłem zum Festwiese, na święto, które wypada co roku u schyłku września i trwa 15 dni, a są tu wszelkie rozrywki, jak karuzele, diabelskie młyny itd.
    Dziś od godziny 10 do 12 zwiedzałem Deutsches Musaum poświęcone technice, gdzie się można przyjżeć wszelkim machinom, jakimi nas obdarzył postęp ludzkości.
    Trzebaby było siedzieć w Monachium przynajmniej rok i co dzień oglądać to muzeum po kawałku, dopiero wtedy można by sobie wyrobić jakieś pojęcie o każdym z tych aparatów: ze studiami teoretycznymi połączyłoby się rozliczne problemy mechaniki, fizyki, chemii, geologii, jakie się wiążą z maszynami termicznymi w kopalniach itd.
    Bardzo mi przykro, że twoja siostra zdobyła na egzaminie tak mało punktów; ponieważ z powodu wielkiej odległości, jaka dzieli Monachium od Turynu, nie mogę pójść osobiście do inspektora szkolnego, Staffettiego, powiedz siostrze, że na pewno napiszę do księdza doktora Borliego, a teraz będę jej na pociechę przysyłał wiele pocztówek z miast jakie odwiedzam.
    Na dziennik "Piave" daj ode mnie Boniniemu 70 lirów, sam ich wysłać nie mogę, bo nie mam tu żadnych włoskich pieniędzy.
    Dziękuję ci za obfite wiadomości o Kole przy parafii Crocetta.
    Pozdrowienia dla Ostraccione i wszystkich przyjaciół. Dla ciebie uścisk dłoni - Pier Giorgio.
    Gdy przeczytałem wywiad z Vuillerminem, byłem wprost wściekły, że tak się fałszuje wydażenia: dlaczego się mówi tylko o dwóch, trzech, skoro wszyscy się tak samo zachowali?   Renato Vuillermin, prezespiemonckiej FUCI, udzielił prasie wywiadu o zdarzeniach w Rzymie gdzie pochód Gioventu Cattolica został zaatakowany przez gwardię królewską. Pier Giorgio wraz z kolegami bronił wtedy sztndaru, który chciano mu wyrwać. Odbyło się to na schodach kościoła Gesu. ostał wówczas z kolegami na krótko aresztowany. Vuillermin w wywiadzie prasowym podkreślił odwagę Pier Giorgia.

10.10.1921 Freiburg, Do Matki
    Kochana, wczoraj odbyłem cudną przechadzkę w Czarnym Lesie. Wyruszyłem razem z panną Anną i Georgiem Rahnerem, o godzinie dziewiątej z Freiburga; najpierw pociągiem do Waldkirche, a potem stale pośród drzew wspiąłem się na Kantel (1200m).
    Dzień był wspaniały, ani za gorący, ani za zimny, drzewa to w większości jodły i pinie, ale od czasu do czasu trafiają się rozpostarte niezmiernie buki albo brzozy. Na szczycie Kantelu wypiłem dobry litr wybornego napoju niemieckiego, a potem zszedłem do S.Peter, gdzie jest seminarium duchowne i stąd wysłałem do ciebie pocztówkę. Tu uraczyłem sie typową kawą niemiecką, a potem znowu pieszo do Kirchgardu, skąd kolej odwiozła nas do domu.
    Teraz, kochana mamo, opowiem ci, co jem i ile razy na dzień. Rano o siódmej mam śniadanie: bułka, kawa, mleko, masło i marmolada, później o dziesiątej bułka z salami albo czymś innym; o pierwszej się je i zawsze jest zupa, danie mięsne, jarzyna i typowe tutejsze kartofle, a potem prawie zawsze coś słodkiego. O czwartej po południu kawa z marmoladą i bułką, a wieczorem jak w połunie.
    Widzisz więc, kochana mamo, że się tu żyje bardzo dobrze. A przy tym rodzina jest bardzo sympatyczna.
    Za Freiburiem jest Schlossberg, który należy do Czarnego Lasu, gdzie sie teraz roztacza rozmaitość barw: zieleń łąk, zieleń pinii, czerwień grusz, żółtośc akacji, czerwień i fiolet buków - warto to zobaczyc.
    A przy tym w ogrodach Freiburga jeszcze są przepiękne kwiaty, a jeden dom od drugiego oddzielają ogródki pełne dorodnych warzyw.
    Jest też katedra, półgotycka, półrenesnsowa, cudowna. I plac przed katedrą, cały otoczony starymi domkami; w sobotę jest tu niebywały targ.
    Teraz, mamo, pragnę sobie kupić fajkę kameralną, tak zwaną fajkę studencką: jest długa na metr i wygodnie się ją pali, kiedy się siedzi nad książką; kosztuje 15 lirów.
    Serdecznie pozdrów ode mnie Bertina i powiedz mu, że w najbliższych dniach wyślę do niego pocztówkę.
    Ucałowania dla babci, papy, Luciany, cioci.
    Podziękuj Lucianie za list, który właśnie w tej chwili do mnie przyszedł razem z twoim.
    Tysiąc czułych całusów dla ciebie - Pier Giorgio.

26.03.1923 Santa Croce, do Antonia Villaniego
    Kochany Villani, dziękuję ci za list i za dobre w nim słowa. Pisząc teraz do ciebie, mam przed sobą otwartą tę piękną księgę św. Tomasza z Akwinu, a gdy odczytuję te wzniosłe rozważania, myślę zawsze o tobie, któryś pierwszy wszczepił we mnie pragnienie poznania wielkich prawd zwartych w tym dziele, napisanym dla wysławienia i uwielbienia Opatrzności Bożej.
    W dniach, gdy w ciszy tego domu gromadzimy się, aby się modlić, pomodlę się i za ciebie, a ty módl się gorąco za mnie, abyśmy, nawet jeśli w życiu ziemskim wymagania pracy zawodowej oddalą nas od siebie, mogli przynajmniej w dniu, w którym Pan tego zechce, znaleźć się razem w naszej prawdziwej Ojczyźnie i śpiewać chwałę Bożą.
    Gdy tylko wrócę do Turynu, będę się znowu, jeśli mi nie zabraknie siły woli, uczył, bo chcialbym zdać kolokwium z Grassiego, a potem w lipcu termodynamikę hydrauliczną i chemię metalurgiczną. Jeśli masz jakieś notatki z tych przedmiotów, proszę, przywieź mi je gdy bedzies jechał do Turynu.
    Kilka dni temu zdałem egzamin z rysunku maszyn na 60%, nie zasługiwałem na więcej, bo sam nie zrobiłem rycin - i z chemii stosowanej. Ten ostatni egzamin z początku szedł mi dobrze, a potem już nie tak, więc uzyskałem 65%. Trudno, nastepnym razem bardziej się poduczę i zasłużę na lepsze oceny.
    A ty co porabiasz? Ciągle masz tak wiele zajęć?
    Myślę, że będziesz tęsknił za urokami życia studenckiego?
    Żegnaj, kochany Villani, do rychłego spotkania.
    Życzę dobrych Świąt Wielkanocnych, wszystkim twoim bliskim i tobie osobiście w J.C. - Fra Girolamo.
    Co ciekawego teraz robisz?

26.05.1923 Turyn, do Antonia Villaniego
    Kochany Tonino, dzięki za miłą kartkę z Rzymu i za notatki z różnych materii potrzebnych do egzaminu.
    Teraz zażarcie wkuwam "Zasady" i chemię metalurgiczną, bo są to pierwsze egzaminy jakie mam złożyć. Potem, jak się spodziewam, będę zdawał konstrukcje maszyn i termotechnikę.
    Musisz przesłać mi upoważnienie, żebym mógł odebrać twój dyplom magisterski; zgubiłem bowiem upoważnienie, jakie mi dałeś w kwietniu. Mam nadzieję, że otrzymałeś przekaz pieniężny dawno temu wysłany.
    Siostra moja pojechała z kilkoma przyjaciółmi do Rzymu by trochę zwiedzić to piękne miasto. Będę się dowiadywał o twoje egzaminy z prawa i gdy tylko się czegoś dowiem, zaraz ci napiszę. A ty co robisz? Czy wybierasz się na obóz SUCAI, jaki ma trwać od 1 do 15 sierpnia w Valtournanche?
    Ufam, że będę mógł tam pojechać. Pragnąłbym odbyć w tym roku jakąś piękną wycieczkę, a potem schronić się do Pollone i przygotować się na październik do czterech dalszych egzaminów: z hydrauliki, z maszyn termicznych, z geologii, z Einaudiego.
    Ślę ukłony dla twoich bliskich, pozdrowienia dla siostry twojej, tobie rekę ściskam - Pier Giorgio.
    PS. Jeszcze mi nie przysłałeś tego słynnego numeru gazety zawierającego list Severiego o ćwiczeniach duchownych.

20.06.1923 Turtn
    Kochany Tonino, gdy tylko złapałem trochę czasu, zaraz piszę do ciebie, bo obrzydzenie budzą we mnie różne rzeczy jakie się w ostatnich dniach wydarzyły we Włoszech. Z pewnością wiesz, że organy w katedrze w Borgo S.Donnino odegrały marsz królewski i hymn giovinezza, kiedy prezes rady ministrów odwiedzał ten kościół. Cóż to za niesamowita bezczelność, profanować takimi hymnami świątynię, dom Boży, gdzie w tabernakulum jest rzeczywiście obecny nasz Pan Jezus Chrystus. A wiesz też na pewno co zrobili faszysci w Turynie. Tylko w opatrzności pokładam nadzieję, że do Ona Italii lepsze czasy, ale ogarnia mnie lęk, że te okropności są biczami zesłanymi za wszystkie nasze grzechy.
    W sobotę będę składał egzamin z elektrotechniki, proszę cię więc, abyś w tym dniu pamiętał o moim egzaminie w swoich modlitwach, a wtedy, jeśli Bóg zechce, uwolnię się od następnego ciężkiego brzemienia. Gdy tylko to zdam, zapytam zapytam się o możliwość złożenia egzaminu z konstrukcji maszyn pod koniec przyszłego miesiąca, bo inaczej nie będę miał dosyć czasu na przygotowanie się z chemii metalurgicznej.
    Już rozmawiałem z malarzem Falchettim w twojej sprawie, ale gdy wróci do Turynu jeszcze mu o tym przypomnę. Jakże bym chciał, żebyś niedługo przyjechał do Turynu i żeby znowu można było spędzić trochę czasu razem.
    Pozdrowienia dla twojej siostry, ukłony dla twoich bliskich, dla ciebie tysiąc pozdrowień w J.C. - Pier Giorgio.
    Dziś rano nadszedł twój list. już byłem na politechnice, ale Colonetti wyjechał z Turynu, wróci dopiero w sobotę 23 czerwca 1923. Wpadne do niego i gdy tylko czegoś się dowiem, zaraz do ciebie napiszę.

08.07.1923 Forno, do antonia Villaniego
    Wracając z lodowca Levenna, dziękuję ci, że mogłem tak wspaniale skorzystać z twojego czekana.
    Chrześcijańskie ślę pozdrowienia - P. Giorgio Frassati.

09.07.1923 Turyn Kochany Tonino, wczoraj byłem na wysokości 3500 metrów, aby trochę odetchnąć dobrym powietrzem i nabrac nowych sił do pomyślnego uporania się z egzaminem z Montela. W sobotni wieczór trochę przemokliśmy, co było niezbyt przyjemne, bo w miejscu noclegów musieliśmy spać w całowicie mokrym odzieniu. Niedziela zaś potem była jednym z dni przepieknych i z lodowca myśli moje pobiegły ku dalekim przyjaciołom: pragnąłbym, żeby wszyscy tu byli ze mną i mogli się sycić tym cudownym widokiem.
    Ostatni odcinek był najciekawszy bo wchodziliśmy na szczyt od tej strony, gdzie skały są bardziej strome, ale jednoczesnie lepiej ugruntowane.
    Ale teraz mam obowiązek, żeby już nie myśleć o tych pięknych rzeczach i zabrać się, niestety, do wkuwania termotechniki.
    Co porabiasz? Nadal konstruujesz?
    Po piętnastym pojadę znowu do Colonettiego, żeby się dowiedzieć, czy jest coś nowego w twojej sprawie.
    Jeszcze raz stokrotnie ci dziękuje za czekan, który bardzo dobrze mi służył.
    Ukłony dla twoich bliskich, pozdrowienia dla twojej siostry, dla ciebie tysiąc pozdrowień - Pier Giorgio.
    Myślę, że już dostałeś kartkę, jaką wysłałem z Forno.

Czwartek, 19.07.1923 Kochany Tonino, wczoraj poszedłem na politechnikę, chciałem w twojej sprawie porozmawiać z komandorem Colonnettim, ale na kilka dni wyjechał z Turynu.
    W poniedziałek moja siostra zrobiła magisterium z prawa, miała temat: prawodawstwo dotyczące wód publicznych, otrzymała 100% na 100, a do tego pochwałę.
    Byłem dziś na pogrzebie magistra humanistyki, przyjaciela Bertiniego, turyńskiego korespondenta gazety "Nazione". Umarł na suchoty w szpitalu San Luigi i zobaczyłem go dziś, zanim go ułożyli w trumnie. Był w pożałowania godnym stanie. Nie mogłem pozostać w pokoju dłużej niż przez dwie minuty, bo już niemal dokonał się rozkład ciała, dłuższe przebywanie tam było niemożliwe. Ale ten widok był dla mnie zbawienny. Zastanowiłem się i pomyślałem, ze ja za kilka lat bedę w takim stanie, ja też będę budził współczucie pomieszane z odrazą, a jednak czasem dawałem się ponosić ambicjom. Po co? Przecież śmierć, ta wielka tajemnica, ona jedyna sprawiedliwa, bo nie baczy na niczyją osobę, rozprzęgnie moje ciało i w krótkim czasie w proch je zetrze. Ale oprócz ciała materialnego jest jeszcze dusza, której winniśmy poświęcić wszystkie nasze siły, aby mogła stanąć przed Najwyższym Trybunałem bez winy, albo przynajmniej z winami małymi, tak, aby po odbyciu kilku lat pokuty w czyśćcu mogła pójść ku pokojowi wiecznemu. Ale jak i kiedy się przygotować do tego wielkiego Przejścia? Skoro nie wie się, kiedy śmierć po nas przyjdzie, bardzo roztropne jest żeby się w każdym dniu gotować na śmierć w tym właśnie dniu. Odtąd więc będę się starał wszystkie moje dni czynić małym przygotowaniem na śmierć, abym się nie znalazł nieprzygotowany w momencie śmierci i nie musiał opłakiwać pięknych lat młodości jałowych w sensie duchowym.
    Co porabiasz? Co myślisz o tych postanowieniach, w których z pomocą Łaski Bożej pragnę wytrwać?
    W tym roku wręcz zwątpiłem w swoje siły, bo dotychczas zdałem tylko zasady elektrotechniki, potem próbowałem konstrukcji maszyn, ale to źle mi poszło i teraz wróciłem do wkuwania termotechniki, lecz upał mnie zabija: siedzi się kilka godzin przy stole bez żadnego skutku. Nie wiem, czy zdołam to zdać. W każdym razie będę tego lata uparcie się uczył, aby odrobić niepowodzenie, bo inaczej ów dyplom upragniony nigdy nie nadejdzie.
    W zimie dobrze jest się bawić, ale gdy zima dobiega kresu, trzeba brać się do nauki, bo potem upał nie pozwala niczego osiągnąć.
    Są to rzeczy, które postanawiam każdego roku a w roku następnym narzucam sobie obowiązek zapomnienia. Zobacz, jak w tym roku jestem przybity. Teraz, gdy tylko zdam ten egzamin, wybiorę się na wspinaczkę na Monviso i jeszcze raz się posłużę tym twoim czekanem, który na razie jest pod moją pieczą, bo dobry Severi wyjechał dziś rano do Modeny.
    Ukłony dla twoich bliskich i dla twojej siostry.
    Dla ciebie pozdrowienie serdeczne w Jezusie Chrystusie. Pier Giorgio.
    Dostałem list z osiemnastego. Gdy się czegoś dowiem, zaraz ci napiszę.

26.07.1923 Monviso, do Matki
    Wracając z Monviso, na które wszedłem po ścianie południowej (bez sznura) pod doskonałym przewodnictwem mojego przyjaciela Paolo Gilli, ślę tysiąc całusów - Pier Giorgio.

29.07.1923 Pollone, do Antonia Severiego
    Kochany Tonino, wczoraj pożegnałem piękne góry, aby wrócić tu do nauki.
    Bardzo sie cieszę, że byłem na Monviso, tak mi się to spodobało, że jeśli za rok jeszcze będę żył, chciałbym w tych okolicach rozbić namiot na jakieś piętnaście dni i wyćwiczyć się, żebym potem mógł w dniu doktoratu wejść na Moncervino.
    Dziś w Pollone jest wielka uroczystość, pół Biellese przyjdzie na poświęcenie sztandaru Koła męskiego i żeńskiego, jestem bowiem ojcem chrzestnym także sztandaru żeńskiego.
    O 6 rano była Msza, wszyscy przystępowali do Komunii, około pięćdziesięciu młodych mężczyzn, a także wiele dziewcząt. Po południu, o trzeciej, jest przyjęcie Kół z innych miejscowości, a potem o czwartej poświęcenie sztandarów, i wreszcie pochód z trzema kapelami po drogach miasteczka. Myślę, że będzie to piekna manifestacja wiary; po zakończeniu pochodu odbędzie sie wiec, a później wieczorem teatr.
    Wiosną 1924, jeśli jej dożyjemy, postanowiliśmy z Beltramem spróbować wejść na górę Rognosę po grzbiecie, który do dziś jest niezdobyty: trzeba pokonać siedem cygar, ale nie jest to bardzo trudne.
    Z każdym mijającym dniem coraz bardziej kocham się, na umór, w górach: ich czar mnie zniewala.
    Dzięki za pocztówkę, ślę wyrazy szacunku dla twoich, dla ciebie tysiąc całusów - Pier Giorgio.

08.08.1923 Pollone, do Antonia Severiego
    Kochany, wczoraj Villani wyjechał, ja otworzyłem książki, bo mam mało czasu i wielki materiał do przerobienia.
    Chciałem w tych dniach pójść na Mont Blanc razem z Dolpianem i pewnym gronem ludzi z Bielli, ale ojciec nie pozwolił mi iść, powiada, że to zbyt niebezpieczne. Trudno. Z tego wynika, że będę siedział w domu, na czym moje studia skorzystają.
    Tu, w tej miłej miejscowości, bardzo niewiele rzeczy mnie rozprasza, mogę więc skupić uwagę na książkach, a przecież czas biegnie przerażająco prędko.
    Wczoraj założyliśmy komitet dla organizowania przedstawień mieszanych, aby wspomóc proboszcza w jego wielkich wydatkach na dostosowanie jednej sali do występów muzycznych Koła. Możesz sobie wyobrazić, że te przedstawienia mieszane nie przypadają mi bardzo do gustu, ale postaram się, by wystawiono sztukę bardzo poważną.
    Z żadnej mojej wycieczki nie pisałem już, jak ci mówiłem, do panien; do Laury ze znanego powodu, a wobec tego nie pisałem też do innych, więc właściwie nie mogę ci powiedzieć, co się z nimi dzieje.
    Fotografie zrobione na Monviso udały się bardzo dobrze, przesyłam ci tu moją na pamiątkę naszych wspólnych wycieczek i naszej wspólnej miłości do gór.
    Powiadasz, żebym do ciebie przyjechał, a ja ochoczo bym to uczynił, gdyby mnie tu nie zatrzymywały w Pollone błogosławione cztery egzaminy, które muszę za wszelką cenę zdać w ciągu miesiąca i pół. Przykro mi więc, ale w tym roku przyjechać nie mogę.
    Powinienem trochę wytargać cię za uszy, bo zaczynasz odstępować od wypełniania dobrych postanowień, jakie podjąłeś w Turynie.
    Krótko mówiąc, Tonino, musisz uczcić ten październik, zdać przynajmniej dwa egzaminy, a potem zimę przeżyć poważnie, bo lata mijają, człowiek się starzeje, trzeba więc nabyć odrobiny rozsądku.
    Wyrazy uszanowania dla twoich, dla ciebie moc pozdrowień - Pier Giorgio.

13.08.1923 Pollone
    Kochany Tonino, dzięki za twoją kartkę z San Pelegrino. Proszę pozdrów też twoje łaskawe siostry i wszystkich innych, którzy się podpisali. Jeśli mi wolno postawić pytanie: chciałbym wiedzieć czy panny Boschetti są z Alessandrii? - bo wielce się zdumiałem, że ich podpis jawi się na kartce.
    Czy widziałeś tragiczny koniec biednego mecenasa Lorenza? Zabił się w wypadku na Chateau des Dames, najłatwiejszym lodowcu, który ja zrobiłem dwa lata temu z synem przewodnika Carrela, nie zauważając niebezpieczeństwa spadających kamieni. Ale w tym roku wielki upał powoduje mocniejsze rozżarzanie, więc skały łatwiej się rozpadają.
    Całe szczęście, że twoja córka chrzestna nie weszła na Grivolę, bo w tym roku byłoby to o wiele bardziej niebezpieczne niż w innych latach.
    To jest los, który mnie się zdarzy w ciągu kilku lat, a więc pouczajacy: kiedy się idzie w góry, trzeba najpierw dojść do ładu ze swoim sumieniem, bo nigdy nie wiadomo, czy się wróci. A jednak przy tym wszystkim wcale sie nie boję, raczej pragnę coraz bardziej piąć się na góry, zdobywać najzuchwalsze szczyty, doświadczać tej czystej radości, jakiej się tylko w górach doznaje.
    Nauka idzie mi nie najgorzej, hydraulika nie wydaje się trudna, natomiast bardzo nudna i mozolna jest chemia metalurgiczna.
    Czy mam ci przesłać twoją czapkę?
    Wyrazy uszanowania dla twoich, pozdrowienia dla twoich sióstr, serdeczne dla ciebie pozdrowienia w J.C. - Pier Giorgio.
    Pax Domini sit tecum.

17.08.1923 Pollone, do Antonia Villaniego
    Kochany Tonino, w końcu temperatura trochę złagodniała, więc uczę się o wiele chętniej. Na ósmego października muszę przygotować hydraulikę, na 17 chemię metalurgiczną, a na 25 konstrukcję maszyn, potem jeszcze trzeba zdać tę obmierzłą termotechnikę, ale z nią mam nadzieję się uporać na połowę listopada, i będę już zadowolony.
    Bardzo się cieszę, że zdołałeś znaleźć posadę.
    Gdybym nie musiał się teraz uczyć, chciałbym pojechać do Asyżu na kongres FUCI (Katolickiej Federacji Akademickiej - dodatek tłumacza), ale muszę się tego wyrzec. Może jednak będę mógł uczestniczyć w Kongresie Eucharystycznym w Genui, kto wie, może się tam spotkamy.
    W ciągu najbliższych tygodni może pójdę z Delpiano i z Klubem z Bielli na Mont Blanc, ale jeszcze nie mamy pewności, czy czas na to pozwoli. Z największym entuzjazmem będę wchodził na ten piękny szczyt.
    Wyślę ci pędzel twój do golenia, który tu został.
    Pozdrowienia serdeczne i wyrazy szacunku dla twoich.
    Pax Domini sit tecum. W J.C. - pier Giorgio.

21.06.1924 Turyn, do Antonia Villaniego
    Kochany Tonino, w takich chwilach, gdy całe zło się odsłania od swoich najwstrętniejszych stron, biegnę myślom ku dniom, które przeżyliśmy razem. Przypominam sobie pierwsze wybory okresu powojennego, potem nadejście faszyzmu, i oto uświadamiam sobie z radością, że w naszym dotychczasowym życiu nigdy, ani przez jedną chwilę nie byliśmy za faszyzmem, lecz zawsze walczylismy z tym nieszczęściem Italii. Teraz, kiedy ta partia idzie w ruinę, możemy dziękować Bogu, iż raczył się posłużyć deputowanym Matteottim, aby przed oczyma całego świata zdemaskować hańbę i ohydę, jakie kryje w sobie faszyzm.
    Możemy się mienić szczęśliwymi, że dzięki łaskawości Bożej kroczyliśmy drogą, ż której jeśli nieraz na chwile zeszliśmy, to rychło wracaliśmy na nią - drogą zupełnie odmienna, nie prowadzącą ku rozkoszom tego świata, które się zresztą zdobywa tylko za cenę sprzedanego sumienia. Byleśmy tylko szli aż do końca tą ścieżką wytyczoną dla nas przykazaniami Naszego Pana, Jezusa Chrystusa, a ona nas powiedzie do triumfu Życia Przyszłego.

23.06.1924 Turyn
    Kochany Tonino, piszę żeby cię uspokoić. Przeczytasz w gazecie, że wczoraj mieliśmy nagle coś w rodzaju dewastacji w mieszkaniu, spowodowanej przez tych obrzydliwych faszystów. Był to wyskok tchórzów, nic więcej. Spokojnie siedzieliśmy przy stole i był kwadrans na godzinę pierwszą, kiedy rozległ się dźwięk dzwonka u drzwi. Marysia pobiegła i zobaczyła przez okno młodego człowieka dosyć dobrze ubranego. Pomyślała więc, że to jeden z moich przyjaciół, i uchyliła drzwi. On natychmiast zażądał, aby się zjawił "Komandor Frassati". Usłyszawszy odmowę pchnął drzwi i krzycząc: "Naprzód!", wszedł do domu z pięcioma innymi. Jedliśmy spokojnie, gdy nagle usłyszeliśmy krzyk Marysi. W pierwszej chwili pomyślałem, że to złodzieje, ale gdy wbiegłem do przedpokoju i zobaczyłem, jak jeden z nich usiłuje zerwać telefon, od razu pomyślałem, że to faszyści, i w tym samym momencie krew zaczęła szybciej pulsować w moich żyłach. Rzuciłem się na nicponia, dając mu mocno pięścią, krzycząc: "Łajdacy, tchórze, mordercy!". Ledwie ci oszuści usłyszeli męski głos, bardzo odważnie rzucili się do drzwi i uciekali na łeb, na szyję, ścigani przeze mnie i przez Itala. Wskoczyli do samochodu, który w pobliżu czekał na nich. Udało im się jednak rozbić w mieszkaniu dwa lustra. Potem było u nas zbiegowisko komisarzy, karabinierów, sędziów śledczych, królewskiego prokuratora itd. Wszystko za późno, myślę, że już na nic więcej się nie odważą, zwłaszcza że aresztowano Mariottiego, jednego z prowodyrów tego szwadronu morderców.
    Są to ludzie bezwstydni. Po faktach, jakie miały miejsce w Rzymie, nie powinni więcej pokazywać się nikomu na oczy, winni wstydzić się faszyzmu, a oni zamiast tego nadal pokazują, kim zawsze byli i będą.
    Teraz widzimy ostatnie akty odwagi, akty już agonalne, bo rząd już jest tak zgniły, że jeśli prędko nie wezmą się do dzieła chirurdzy, by wyciąć część przeżartą gangreną, nie będzie żadnej nadziei, że się cokolwiek ocali. Szczęśliwi my, że możemy się dziś chlubić i gratulować sobie, iż zawsze byliśmy przeciw tej partii, powstałej ze stowarzyszenia przestępczego, ze złodziei, bandytów albo idiotów, krótko mówiąc - tym jest dzisiaj faszyzm.
    Już cię żegnam, ulżyłem swemu sercu mówiąc to wszystko tobie, który, jak wiem, tak smo myslisz, żegnam cię wznosząc okrzyki:
    Niech żyje Matteotti! Niech żyje Wolność!
    Niech żyje Demokracja Chrześcijańska!
    Hańba tyranom!
    Pier Giorgio.

19.07.1924 Turyn, do Gian Maria Bertiniego
    Kochany, dzięki za kartkę i za życzenia. Miałem zdać egzamin w poniedziałek, ale gdy po śniadaniu poszedłem na politechnikę, dostałem złą wiadomość, że Grassi zawiesił egzaminy, bo w sobotę nie wszyscy się stawili. Na szczęście już się wszystko załagodziło i mam nadzieję, że będzie egzamin w czwartek albo w piątek 1 sierpnia.
    Polecam się twoim modlitwom, te bowiem sprawy są drobnymi tylko zmartwieniami w porównaniu z wszystkimi innymi walkami, jakie się teraz w duszy mojej toczą. Potrzeba mi modlitw, bo przechodzę przez krytyczny okres mego życia - rozumiesz mnie przecież: jestem w przededniu zakończenia życia studenckiego, miłego, bo wolnego od zmartwień, i mam rozpocząć prawdziwe zmagania życiowe, ach, dla mnie bardzo ciężkie, szczególnie z tego powodu, że coś się we mnie zmieniło, coś, co zapowiada bardzo gwałtowną burzę. Z ostatniej wycieczki na Ciamarellę pozostało mi dobre wspomnienie i smutne wspomnienie, które na przemiany wschodzą w moim sercu. Myślę, że to niestety ostatnia wycieczka, jaką odbyłem w tym towarzystwie, a to budzi we mnie trochę bólu, tak dlatego, że się bardzo z nimi zżyłem, jak i z powodów, które dobrze znasz. Jeśli jednak muszę uczynić ten ostatni krok, uczynię go, nie bez żalu; jedyne, czego bym pragnął, to żeby jej sytuacja (Laury Hidalgo - tłumacz) się poprawiła i żeby była zawsze w życiu szczęśliwa. Album z fotografiami będzie dla mnie smutnym wspomnieniem mego życia. W każdym razie będę się starał sprostać przykrościom. Przygotowując się w modlitwie i nadziei, ufam, że kiedyś wreszcie przejdę do lepszego życia.
    Moja choroba jest tego rodzaju, że nie zdoła mnie uleczyć żadne ludzkie działanie. Ludzka pomoc może dać mi lekarstwa, które uciszą kryzys, ale nie wykorzenią przyczyny niedoli. Jedynie Wiara może być moją nadzieją i pokrzepieniem w przyszłych latach, dlatego proszę cię, dużo mudl się za mnie, aby z każdym dniem wzmacniała się Wiara i abym dzięki temu miał siłę do dźwigania trudności, jakie w ostatnich latach młodości pętrzą się na mojej drodze. Dziwny wyda ci się ten list, ale z pewnością mi wybaczysz stan ducha, przez jaki przechodzę. Pozdrów ode mnie Mattę, ciebie pozdrawiam serdecznie w J.C. - Pier Giorgio.
    PS. Na tytule komandora wcale mi nie zależy.

13.09.1924 Cogne, do Laury Hidalgo
    Dla szanownej sekretarki Ciemnych Typów, a także kucharki, wystrzał z grivolskiej armaty!
    Przede wszystkim zaś powinienem podziękować za wskazanie mi przewodnika Cavagnet, którym jestem zachwycony.
    Przenocowałem w schronisku, a od sobotniego ranka, w dniu cudownym, wspinałem się na górę, bolejąc nad waszą nieobecnościa; żal mi było nie tylko przyjemności dzielenia wielkiej uciechy postawienia stopy na tak wymarzonym szczycie, lecz także całego miłego towarzystwa. Opłakiwałem też dobre posiłki, a szczególnie kanapki, które Pani tak dobrze przyrządza.
    Rozmawiałem o Pani z przewodnikiem i opowiedział mi rzeczy, o jakich roztropność radzi mi nie pisać.
    Ślę Pani gencjanę zerwaną w pobliżu schroniska Vittorio Sella, jako hołd Ciemnego Typa dla sekretarki Stowarzyszenia, a także hołd tragarza dla kucharki, również zaś dlatego, iż opat Henry powiada, że "panny są kwiatami", więc mniemam, iż każda istota lubi to, co jej podobne.
    Co Pani porabia?
    Ja po zwiedzeniu kopalń wracam do Pollone, żeby się uczyć.
    Dziękuję za modlitwy. Egzamin nie poszedł mi dobrze, profesor kazał mi się wycofać, byłem niemal pewny, że tak bedzie, bo nad morzem nie da się dobrze studiować; pod koniec miesiąca będę zdawał na nowo.
    Serdeczne pozdrowienia alpinistyczne od Pier Giorgia Frassatiego.

sobota, 13.09.1924, godzina 14 3/4, do Matki
    Powróciłem zdrów i cały ze wspaniałej wspinaczki, przeżyłem porę prawdziwego szczęścia podczas oglądania cudownych lodowców. Ucałowania - P.G.

23.10.1924, Pollone, do Marco Beltrama
    Kochany, to już ostatni list przed porzuceniem przez ciebie życia cywilnego. Nie wypowiadam żadnego życzenia, lecz niechże tobą kieruje Opatrzność według Swoich Planów. Dnia 27 powędruję do Oropy i u stóp Czarnej Madonny będę się modlił w twojej intencji, chociaż niewiele znaczą moje modlitwy, a ledwie przybędę do Turynu, poślę ci pamiątkę, która, jak ufamy, zawsze powinna łączyć Terror więzią niematerialną; jest to różaniec z nasion z ogrodu, a dołożę do niego medalik madonny Loretańskiej (patronki lotników - tłumacz), aby cię chroniła Najświętsza Dziewica, gdy będziesz przebiegał "przestronne królestwo wiatrów".
    W tym roku także dla mnie wybiła godzina, a więc żegnajcie, wycieczki górskie i w ogóle komitywa C.T. Obliczyłem, że jeśli chcę zdobyć dyplom w marcu, powinienem uczyć się zażarcie od rana do wieczora, także we wszystkie święta, a jeśli odłożę to dolipca, to mogę sobie pozwolić tylko na jedną albo dwie niedziele wolne. Trzeba mi jednak się śpieszyć, bo lata lecą jak na skrzydłach, a muszę jeszcze odbyć służbę dla Ojczyzny, lecz potem, kiedy juz wrócę do domu, będzie przykro, bedzie się żałowało życia studenckiego, chociaż teraz z taką tęsknotą oczekuję jego końca. Ale człowiek jest istotą, której nigdy nie można zadowolić, więc to nie dziwi.
    Jeśli Tina odpowie, a ty bedziesz miał trochę czasu, zrobisz mi prawdziwą przysługę, jeśli mnie o tym powiadomisz.
    Severi opowie ci o Clementinie. Jakże to dziwne! Ja już nic nie rozumiem.
    Wyrazy uszanowania dla twoich, dla ciebie tysiąc terrorystycznych wystrzałów z armaty. Bum! Bum! Pier Giorgio.

04.11.1924, Turyn
    Kochany Marco, gratuluję wyniku egzaminu, o którym mnie w twoim domu poinformowała dziś wieczorem twoja Mama.
    Już przez twojego przyjaciela Bianchini przekazałem ci pozdrowienia i wyrazy radości. Dzielny Perol, jesteś prawdziwym C.T. Wiadomość ucieszyła mnie, ale też zasmuciła; zaiste nie ma radości bez bólu, zaiste oznaczało to dla mnie, niestety, twoje oddalenie, więc pobiegłem myślą ku wesołym dniom, jakie razem przeżyliśmy w górskich wyprawach. Jedyną pociechą wśród tylu radosnych, a zarazem smutnych myśli jest pewność, że jedyna więź, która nie zna odległości, łączy nas, i ufam, z Łaską Bożą będzie zawsze nas łączyła; jest nią Wiara, Wspólne Ideały, które będziesz mógł podtrzymywać na swojej drodze takimi środkami, jakie ci da życie w wojsku. Ja też z pomocą Bożą będę się starał ich bronić i podtrzymywać je w moich przyszłych męskich latach. Ten rok będzie, jak mam nadzieję, rokiem, w którym na serio wezmę się do nauki: z tej racji dziękuję ci za rady, których jednak nie mogę przyjąć, bo gdybym dostosował się do twojego planu, nawet w październiku nie zdobyłbym dyplomu, albowiem muszę robić wielkie projekty, które jednak nigdy nie są w pełni wykonane, bo lenistwo często odnosi we mnie zwycięstwo nad wolą.
    Ufam, że w tych dniach będę miał od ciebie wiadomości, a także dowiem się jak przebiegły egzaminy, zwłaszcza ten z matematyki. Pogratuluję Donnie Laurze Hidalgo twojego rezultatu i oznajmię ten triumf Donnie Tinie Bonelli, gdy tylko przyjdzie z pustelni San Valentino, a także powiadomię o tym przewodniczącą, aby zawsze była dobrze zorientowana w działaniach jej podwładnych.
    Stale ci przypominam, że kiedy po 3 latach wyjdziesz z Akademii, w jeden z pierwszych lotów, do jakich się zerwiesz, będziesz musiał wziąć na pokład Robespierre'a i wtedy da się rzec, iż Terror choćby na chwilę zapanuje nad "przestronnym królestwem wiatrów".
    Artylerie Terroru niech zagrzmią salwami, aby twoje świetne upamiętnić zwycięstwo, a przyjmij też gorący uścisk terrorystyczny od Robespierre'a.
    Terror omnia vincit.
    PS. Obywatel Petroniusz radosną śle mi nowinę, żeś razem z nim pewnego dnia rozgłośnie pokonał przeciwników w bilardzie - brawo, brawo, wysoko podniosłeś honor "Terroru", jak zresztą zawsze czynisz. Robespierre.

22.11.1924 Turyn
    Kochany Marco, przeżywam wigilię pięknej wycieczki górskiej i możesz sobie wyobrazić, jaka radość przenika moją duszę w takich chwilach. Severi proponował mi, żeby do Bessanese wyruszyć razem z Deniną i kolegami; ale trzeba by opuścić Mszę Świętą i początkowo się do nich przyłączyłem, ale potem myśl, że zaniechałoby się Obowiązek i Wierność temu, czego tylekroć broniłem przeciwko dobrej zresztą tezie Laury, kazały mi się tego wyrzec. Moje wyrzeczenie zostało jednak nagrodzone, ponieważ wyprawa z Deniną nie udała się i ułożyliśmy tę samą wycieczkę z planem wyruszenia w niedzielę rano o godzinie 6.15. Nie wielu przyjaciół bierze udział we wspinaczce o tej porze nie całkiem przychylnej: prowadzi nas znakomity Ceruyyi, a z nim, można powiedzieć wszystko gra. Nie ustalamy dokładnie przebiegu wycieczki, sama roztropność wskaże nam najlepszą drogę. (...)

20.12.1924 do Marco Beltrama
    Kochany Marco, umarły - co oznacza to słowo? Jeśli rozumie się je w pospolitym znaczeniu, to jestem jeszcze żywy, jeśli moje zmysły mnie nie łudzą. Ale jeśli pojmujemy to słowo w prawdziwej istocie, to nie tylko jestem umarły, ale już kilka razy byłem przywrócony do życia, aby niestety znowu umrzeć. Chciałbym pójść prostą drogą, ale co krok potykam się i upadam; dlatego domagam się od ciebie modlenia się, ile tylko zdołasz. w mojej intencji, abym w dniu, który wybierze Opatrzność Boża, doszedł do kresu mozolnej, lecz prawej ścieżki. Na razie przeplatam w tych dniach suchą naukę cudowną lekturą św. Augustyna; duch mój nigdy dotychczas nie doświadczył tak mocno rozkoszy, która nie zna kresu, bo poprzez te potężne "Wyznania" doznaje się czegoś z radości, jaka będzie udziałem człowieka umarłego w Znaku Krzyża. Dziś gorzko załuję, że nieraz traciłem dany mi czas i czekałem do późnych lat na zakosztowanie takich czystych radości.
    Dowiedziałem się, że jestes na Kursie pierwszy również pod względem sprawowania i że dni odpokutowane w więzieniu uznano za obce wobec ciebie, więc zaiste można powiedzieć, iż Terror zwyciężył. Wtorkowym wieczorem będziemy święcili dyplom Izydora, a przemawiając do niego, podkreślę, iżwystępuję nie tylko w imieniu Robespierre'a, lecz także Perola, który w duchu będzie z pewnością z nami w ten wtorek.
    Muszę ci też oznajmić, że moja siostra zaręczyła się z Polakiem Janem Gawrońskim, pierwszym sekretarzem poselstwa w Hadze; cieszę się, że siostra jest szczęśliwa, ale możesz sobie wyobrazić, jak się w duszy smucę bliskim rozstaniem.
    Jeszcze raz powierzam się twoim dobrym modlitwom, ślę ci tysiąc życzeń na Dobrą Gwiazdkę, markotny, że nie mogę cię rychło uściskać.
    W J.C. Pier Giorgio.

grudzień 1924, do Gian Maria Bertiniego
    Kochany, kiedy będziesz czytał ten list, nie wiem, co o mnie pomyślisz, skoro ja sam czuję w tej chwili całą ohydę, jaka ze mnie zieje, kiedy wlecze mnie tak i wyznacza mi drogę moja słabość, mój charakter tak zmienny, tak niepewny. Chciałbym pojechać z wami, ale jestem za bardzo przygnębiony i nie umiałbym cieszyć się waszym towarzystwem. Do mnie, który dotychczas niczego nie dokonałem, a jesli cokolwiek robiłem, były to tylko błazeństwa, bardziej by pasowało głośne towarzystwo, w którym czułbym się bardziej u siebie. Wiem jaka byłaby lepsza droga: siedzieć w domu i w ciszy poświęcić się nauce, ale tego, co uważam za dobre, nie wypełniam, bo brak mi woli.
    List to bez konkluzji, garstka niejasnych myśli, które w tym momencie wiernie odbijają moje możliwości umysłowe.
    Was, do których kręgu gorąco pragnąłbym należeć, gdyby nie przeszkadzała temu stała wątpliwość, jaka wzburza mój umysł, i walka bez zwycięstwa, jaka dręczy moje sumienie, walka o to, by unicestwić całą moją przeszłość ze wszystkimi nieprawościami, aby się podźwignąć ku życiu lepszemu - was proszę o współczucie i modlitwy, abym ja rychło nabył siły do zwycięstwa w tej ciężkiej, lecz koniecznej bitwie.
    W.J.C. Pier Giorgio.

28.12.1924, Modane (Turyn), do Izydora Boniniego
    Kochany czytam właśnie powieść Itala Maria Angeloni "Ho amato cosi (Tak kochałem)", gdzie w pierwszej części autor opisuje swą miłość do pewnej Andaluzyjki, i wierz mi, doświadczam wielu wzruszeń, bo książka ta wydaje się historią mojej miłości.
    I ja tak kochałem, tyle tylko, że w powieści ofiarę składa Andaluzyjka, podczas gdy w moich dziejach ofiara będę ja. Ale jeśli Bóg tego chce, niech się dzieje Jego Święa Wola. Dzisiaj jadę wypróbować na Sauze-d'Olux trasę biegową, gdzie będą zawody klubu Giovane Montagna. Jutro cała kompania wyrusza na przełęcz Świętego Bernarda, a ja duchem będę z nimi, i to z dwóch przyczyn: po pierwsze dlatego, że to miejsce było kolebką mojego marzenia, unicestwionego, niestety; po drugie dlatego, że tam będzie ta, która pokochałem czystąmiłością, a dziś wyrzekając się jej, pragnę, żeby była szczęśliwa. Proszę cię o modlitwę, żeby Bóg dał mi chrześcijańską siłę do zniesienia tego z pogodą ducha, a ją obdarzył wszelkim szczęściem ziemskim i siłą do osiągnięcia Celu, do którego zostaliśmy stworzeni. W dniu twojego dyplomu doświadczyłem jak prawdziwe są słowa św. Augustyna: "Panie niespokojne jest serce nasze, dopuki w Tobie nie spocznie"; naprawdę głupi jest ten, kto idzie za radościami tego świata, one bowiem sa przelotne i niosą ze sobą cierpienia, jedyną zaś prawdziwą radość daje nam Wiara, a ukochani przyjaciele właśnie tym potężnym węzłem będą zawsze z nami złączeni, choćby przypadki życia oderwały jednych od drugich i rzuciły daleko, daleko. Ona więc będzie dla mnie zawsze drogą przyjaciółką, tą, którą poznałem w niebezpiecznych latach zycia i która mi pomogła kroczyć prostą drogą ku Celowi. Napisz mi parę słów i módl się za mnie. Życzę dobrego końca roku i dobrego początku dla ciebie i twoich bliskich, całuję cię - Pier Giorgio.

28.12.1924 Sauze d'Oulx, do "Drabinek"
    Łaskawe Panie, zanim opuszczę to cudowne miejsce, niechże dotrze do Pań, szczęśliwych posród istot śmiertelnych, napawających się pięknością Małego Świętego Bernarda, najserdeczniejsze moje pozdrowienie. zaraz jadę do turynu, bo woła mnie obowiązek, ale wszystko we mnie jest ciągle obecne tam na górze, u Świętego Bernarda, tam bowiem, mogę to rzec, przeżyłem najszczęśliwsze dni całej mijej przeszłości.
    Niechrze Panie pozdrowią ode mnie Mont Blanc, psy i całą wspaniałą panoramę, a gdybym śmiał, to prosiłbym też o modlitwę w mojej intencji w tym miłym kościółku. Pragnę ufać, że w tym roku uda mi się ułożyć jakąś wspólną z Paniami wycieczkę, bo góry są piękne, a dobrze jest także wracać w dobranym towarzystwie, takim jak Ciemne Typy.
    I niech się Panie jeszcze trochę nacieszą owym śniegiem zawsze znakomitym, my już się więcej nie ośmielimy stanąć tam obok Pań, będziemy się musieli schować, wiedząc jak niezrównane są te narciarki.
    Serdeczne pozdrowienia i terrorystyczne salwy armatnie: bum! bum! bum! - od Pier Giorgio Frassati.
    Najgorętsze życzenia. Oby Bóg dał Paniom ten Pokój, którego posiadanie jest z pewnościa najlepszym darem na ziemi.

29.01.1925 Turtn, do Izydora Boniniego
    Kochany, już dawno pragnąłem odpowiedzieć na wspaniałe twoje listy, które naprawdę głęboko mnie poruszyły, ale zdarzenia ostatnich dni sprawiły, że nie mogłem napisać do ciebie od razu.
    Ubogie moje możliwości umysłowe nie pozwalaja na napisanie do ciebie listu godnego listów twoich, ale przecież nie odrzucisz tych kilku słów, które wyraża moja serdeczna wdzięczność za przysłane mi słowa pociechy. Tak drogi przyjacielu, to trudna dla mnie chwila, bo w tych dniach opuściła dom siostra, której niestety nigdy nie umiałem docenić taj, jak ją doceniam w tej porze, gdy jest ona już daleko ode mnie.
    Ciężkie to zmaganie, ale trzeba się starać o zwycięstwo i odnalezienie naszej dróżki do Damaszku, aby nią kroczyć ku temu Celowi, do którego wszyscy powinniśmy dojść. Jeszcze trochę wysiłku a osiągnę i ja ten dyplom inżynierski tak upragniony, ale potem wszystko stanie sięproblemem o woele trudniejszym do rozwiązania, obciążonym całym brzemieniem naszej odpowiedzialności. Czy będę umiał ten trudny problem rozwiązać? Czy starczy mi sił, by dojść tam, dokąd dojść powinienem? Z pewnością wiara to jedyna kotwica, któramoże nas ocalić, jej trzeba się uchwycić z całą mocą. Bez niej czymże by było całenasze życie? Niczym, a raczej niepotrzebną udręką, bo w świecie jest tylko cierpienie, a cierpienie bez Wiary jest nie do zniesienia. Cierpienie zaś pokrzepione choćby małym płomykiem Wiary staje sięczymś pięknym, gdyż zaprawia ducha do walki. Dziś w takim zmaganiu mogę tylko dziękować Bogu, że w Swoim Nieskończonym Miłosierdziu raczył udzielić memu sercu tego cierpienia, abym trudną, ciernistą drogą wrócił do życia bardziej wewnętrznego, bardziej duchowego. Do tej pory żyłem zbyt materialnie, trzeba więc, żeby duch się teraz zahartował do przyszłych walk, bo odtąd każdego dnia, każdej godziny trzeba będzie stoczyćnową bitwę i odnieść nowe zwycięstwo. Powinien się we mnie dokonać przewrót duchowy i dlatego poświęcę się w tym roku studiowaniu św. Tomasza z Akwinu. Kiedy się zas pogrążę w tych cudownych stronicach, umrze wszelka myśl o świecie i będę przeżywał dni radosne, bo tylko takie treści obdarzają serce ową radością, która nie zna kresu, bo nie jest ludzką, jest prawdziwą radością.
    Jeszcze jedna rzecz powinna nas wiązać, a jest nią Święta Miłość, święta przez to, że jest Ogniem nigdy nie gasnącym, który ma przepalać serce chrześcijańskie. Wyciągając po niego ręce, powinniśmy się nim karmić, bo bez Caritas żadna nota nie ma nawet najmniejszej wartości.
    Teraz już muszę cię pożegnać. Wkładam do listu odbitkę fotografii. Przyślij mi zapytania, jakie mam przedstawić mojemu ojcu. Przyślij mi też, gdy tylko będą gotowe fotografie robiona twoim aparatem.
    Pozdrowienia serdeczne w J.C. - Pier Giorgio.

03.07.1925 Turyn, ostatni list
    To są zastrzyki Converso. Zaświadczenie jest na Sappę. Zapomniałem o nim, odnów je na mój rachunek.

Pier Giorgio pisze te notatkę w przeddzień śmierci sparaliżowana już ręką. Był to piątek. W ten dzień tygodnia członkowie Konferencji Świętego Wincentego a Paulo odwiedzali biednych. Pier Giorgio chciał przekazać notatkę i zastrzyki koledze Grimaldi, aby uczynił za niego to, czego sam nie mógł uczynić.

Fragmenty książki: "Listy do przyjaciół" Pier Giorgio Frassati, Biblioteka Więzi, Warszawa 1995.

;