„Miłość, sex”

Josh McDowell

1. Jakiej pragniesz miłości?

Miłości bogatej, mocnej, trwałej i przynoszącej zaspokojenie? Wszyscy jej pragniemy. Bez niej nasze życie jest w najlepszym wypadku niepełne, a w najgorszym - tragiczne. W sercu każdego z nas drzemie chęć dawania i przyjmowania gorącej i nieustającej miłości. Ową miłość, której szukamy, opisał przed wiekami apostoł Paweł. Oto jego słowa:

Miłość cierpliwa jest
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
(1 Kor 13,4-8)
Od dwóch tysięcy lat nikt nie wyraził tego lepiej. Takiej właśnie miłości wciąż szukamy. To poszukiwanie wywołało więcej cierpień i bólu niż wszystkie choroby i wojny razem wzięte. Nic nas nie powstrzyma od wyrażania prawdziwej miłości i od pragnienia, żeby jej doświadczyć. Nie potrafimy bez niej żyć. Niestety, wygląda na to, że nie potrafimy także żyć z nią. Przynajmniej nie z taką miłością, którą odnaleźliśmy do tej pory. Panuje powszechna opinia, że miłość odkrywa się poprzez seks. I rzeczywiście, seks jest doskonałym dopełnieniem miłości, furtką, prowadzącą do autentycznego, dającego zadowolenie uczucia. Co może być lepszego? Seks i miłość pobudzają cudowne namiętności, które w nas drzemią .

Czy sekret leży w seksie?

Chętnych do miłości jest mnóstwo. Dla niektórych jest ona wyzwaniem, rodzajem skomplikowanej gry strategicznej, toteż z zapałem uczą się jej reguł. Wielu staje się naprawdę wspaniałymi graczami. Inni nadal są na etapie poszukiwania pola z napisem "start". A ty? Znajdujesz się gdzieś pośród nich?

Kilkanaście lat temu poznałem Paula Lewisa. Tak się złożyło, że chodziliśmy z siostrami -bliźniaczkami. Przyjaźń, którą wtedy zawarliśmy, jest do dziś głęboka i trwała. W tym czasie przeżywaliśmy coś jeszcze. Obaj zaczęliśmy poznawać i rozumieć, czym jest miłość. Nasze dziewczyny - siostry i ich rodzice otoczyli nas miłością, której mógłby pozazdrościć każdy. Właśnie dlatego niniejsza książka jest zadedykowana mamie i tacie Simpsonom. Paul ożenił się z jedną z sióstr, Leslie. Jedenaście lat małżeństwa pogłębiło jeszcze ich wiedzę o tym, jak podtrzymywać i pielęgnować prawdziwą miłość. Dlatego poprosiłem Paula, aby przyłączył się do pisania tej książki. Później druga siostra, Dottie, moja ukochana i przyjaciółka, wyszła za mąż za mnie i od dziewięciu lat cieszymy się bogatym i pięknym związkiem. Nie bez przyczyny ta książka nosi tytuł: "Dawacze, bracze i inne rodzaje kochaczy". Wszyscy bowiem próbujemy odkryć ową bogatą, żywą, stale pogłębiającą się miłość na wiele sposobów. Często tłumaczy się nam, że tajemnica leży w odrzuceniu i wyzwoleniu się z purytańskich pęt przeszłości.

No cóż, z przyjemnością mogę stwierdzić, że już od dłuższego czasu jesteśmy z nich oswobodzeni. Wyparowała nawet pamięć o tamtych surowych czasach. A jednak z całego kraju przychodzą do mnie listy od ludzi młodych i tych starszych, już po ślubie, którzy żalą się, że w ich życiu brakuje dynamicznej miłości. Pragnienie pozostaje nie zaspokojone. Być może z tobą też tak jest. Czy nie powinniśmy wobec tego zadać sobie pytania, dlaczego tak się dzieje? Dlaczego wobec nieograniczonej swobody seksualnej, którą cieszymy się od dawna, nadal nie jesteśmy zadowoleni ani zaspokojeni? Dlaczego coś tak naturalnego i pięknego jak seks nie jest w stanie utrzymać związku? Gdzie popełniamy błąd? Czy tajemnica miłości rzeczywiście leży w seksie?

  

2. Co się stało ze swobodą seksualną?

Tygodnik "Time" zamieścił na swoich łamach żart rysunkowy, będący ilustracją do artykułu "Nowa moralność". Rysunek przedstawiał dwie młode kobiety, które, zajęte rozmową, spacerowały po parku. Jedna z nich mówi do drugiej: "Prawdę mówiąc, wołałabym się urodzić, zanim wymyślono seks".

Wprawdzie jest to dość radykalna uwaga, ale są chwile, kiedy każdy z nas czuje to samo. Jesteśmy zalewani informacjami o seksie. Od rana do nocy mass media bombardują nas bardziej lub mniej subtelnymi obrazami i słowami. Cokolwiek byś czytał: dzienniki, prasę kobiecą, studencką, czy popularnonaukową, wszędzie najprawdopodobniej znajdziesz artykuł na temat seksu. W jednym możesz przeczytać jakie są "Przyjemności, związane ze swobodą seksualną", a także "Problemy związane ze swobodą seksualną". W innym pani psycholog omawia temat: "Seksualna samotność mężczyzny". A jeśli to cię nie zainteresuje, w następnym numerze znajdziesz artykuł pana psychologa "Pewność siebie i atrakcyjność seksualna". Możemy też przeczytać, jak ważny jest seks w małżeństwie i o tym, jak wydobyć więcej radości z seksu. Nieważne, czy jesteś przed ślubem, po ślubie, stary, czy młody - seks jest dla wszystkich! To samo przesłanie wbijają nam do głów telewizja i kino. Czy to będzie program rozrywkowy, czy naładowana erotyzmem reklama samochodu lub romantycznej wody po goleniu ("rozbudzi nie tylko twoją twarz"), przesłanie jest zrozumiałe: swoboda seksualna. Pisarzy i czytelników, producentów i widzów, wszystkich interesuje wolność seksualna, spełnienie seksualne, fobie seksualne oraz rozkosze seksualne. Znane autorytety, Masters i Johnson, założyli organizację, która zajmuje się wyłącznie badaniami dotyczącymi seksu. Inni badacze, stosujący mniej naukowe metody i dochodzący do bardziej zmysłowych wniosków, zalewają rynek książkami, opisującymi nowinki z dziedziny techniki i pozycji uprawiania "miłości". Sprawy seksu omawiane są jednak nie tylko w gazetach, filmach, czy na ekranach telewizorów. Gdziekolwiek gromadzą się ludzie - w domach, akademikach, motelach, restauracjach - wszędzie rozprawia się o seksie. I pomimo wszystkich tych komentarzy i pytań, "odpowiedzi" są często niejasne i niepewne.

Czy chodzi tylko o zaspokojenie potrzeb ?

Zjawisko wzmożonego zainteresowania seksem stało się również polem do działania dla statystyków. Według Census Bureau (instytucji zajmującej się w USA spisami ludności), na początku lat osiemdziesiątych w Stanach Zjednoczonych żyło ze sobą bez ślubu ponad milion par, co stanowiło sześćset procentowy wzrost tej liczby w ciągu dziesięciu lat. Statystycy ustalili też, że więcej łudzi niż kiedykolwiek przedtem ma pozamałżeńskie stosunki płciowe, i to w coraz młodszym wieku. To, co w latach pięćdziesiątych było pocałunkiem na dobranoc, teraz przerodziło się w wieczór bez żadnych tajemnic. Cała ta gadanina, swoboda i eksperymenty sprawiły, że młodzi ludzie odczuwają presję. Dla niektórych zwiększona świadomość seksualna jest wyzwalająca, dla innych całkowicie przytłaczająca. Wśród "wyzwolonych" znalazła się Catherine Breslin, autorka: "Sytuacja kobiety: nowe rozwiązania w seksie, miłości i innych kobiecych przyjemnościach". Jak twierdzi, "seks odgrywa ogromną rolę w nowej grze. Radosny, dający zadowolenie seks bez wyzysku kobiet jest wprawdzie zajęciem dla dorosłych, lecz nie pozbawionym elementu zabawy". Wspomnianą "grą" jest samospełnienie i zaspokojenie. "Nowa kobieta" patrzy na życie i seks z innej perspektywy niż ta z przeszłości. Dla nowej kobiety małżeństwo przedstawia się jako dziwny, trudny, czasem nawet uciążliwy układ. Jeden mężczyzna nie może zaspokoić wszystkich jej potrzeb. Pani własnego losu, jak twierdzi Breslin, może mieć ośmiu, a nawet dziesięciu mężczyzn, którzy są dla niej równie ważni: z jednym ćwiczy jogging w parku, z drugim chodzi do opery, z trzecim wyjeżdża na narty, jeszcze inny gotuje jej wykwintne potrawy, a dwóch lub trzech uprawia z nią seks. Każdy z nich dostarcza jej innych zmysłowych przyjemności. Do tego trzeba jeszcze dodać dwóch lub trzech dobrych, kochających przyjaciół, którym może się zwierzyć i wypłakać w rękaw, gdy jest jej źle.

Czy seksualnie wyzwolona kobieta jest szczęśliwa ?

Co niesie za sobą taka perspektywa? Czy przynosi szczęście i spełnienie? Czy seks jako gra i coś "zabawowego" może budować poczucie własnej wartości? Czy pożycie z wieloma mężczyznami odpędza samotność i czy może zastąpić trwały związek z jedną osoba? Według badań naukowych odpowiedzią na te pytania jest "nie". Doktor Theodore I. Rubin twierdzi, że "kobiety często angażują się seksualnie z powodów nie związanych z seksem. Kobieta umawia się na spotkanie z mężczyzną, po czym idzie z nim do łóżka nie dlatego, że chce, ale dlatego, że czuje, iż mężczyzna liczy na to i jeśli mu nie ulegnie, już nigdy więcej go nie zobaczy. Zaangażowanie seksualne z tego powodu może sprawić, że kobieta będzie się czuć nieszczęśliwa - zła, winna i wykorzystana. Często ludzie rozpoczynają życie seksualne zbyt wcześnie, gdy ich poczucie własnej wartości nie jest jeszcze na tyle duże, żeby zdecydować, czy chcą to robić z kimś konkretnym, czy tylko dlatego, że, jak słyszą, nie ma w tym nic złego. Może to u nich wywołać uczucie nienawiści do samych siebie". Nęka je złość i poczucie winy, świadomość, iż są wykorzystywane, oraz nienawiść do samych siebie - czyżby wyzwolenie seksualne kobiet miało jakieś działanie uboczne? Dr Rubin nie jest jedyną osobą, która nadaje sygnały ostrzegawcze. Psycholog Lonnie Garfield Barbach, autorka "For Yourself The Fulfliment of femile Sexuality" (Dla samej siebie: zaspokojenie kobiecej seksualności) przyznaje, iż największa presja ciąży na młodych kobietach. Wiele jej pacjentek czuło, iż oczekuje się od nich, aby były "wolne, otwarte, zmysłowe, zdolne do namiętnej miłości i pozbawione wszelkich zahamowań". Jeśli nie potrafią spełnić tych oczekiwań, są "niesłychanie krytyczne w stosunku do siebie". Barbach pisze: "Te dwudziestoparoletnie kobiety są rozdarte między filozofią rewolucji seksualnej, a dość konserwatywnymi poglądami ich rodziców".

Mężczyźni w seksualnej pułapce

Cierpią jednak nie tylko kobiety. Psycholog dr Karen Shanor, która przez dwa lata prowadziła badania nad męską seksualnością i opublikowała swoje wnioski w The Shanor Study (Studium Shanor), twierdzi, że podobnie jak współczesna kobieta, współczesny mężczyzna dokonuje krytycznej analizy swojego tradycyjnego wizerunku, którym, jak pisze Shanor, był "niezaspokojony ogier", i dochodzi do wniosku, że ogranicza on jego potencjał jako człowieka. Ponad połowa badanych przez Shanor mężczyzn przyznała, że "daleko im do pełni szczęścia i nie są zadowoleni ze swojego życia intymnego". Dlaczego? Z wielu powodów, ale można je podsumować mówiąc, że nader często dzisiejszy mężczyzna ląduje na ziemi niczyjej pomiędzy mitem, który już nie zdaje egzaminu (jeśli w ogóle kiedykolwiek go zdawał), a marzeniem, które jeszcze nie zostało spełnione, marzeniem o czułej intymności, nieosiągalnej podczas jednorazowego stosunku z przygodną osobą. W pewnym sensie mężczyźni są w drodze do lepszego miejsca, jednak nie dotarli jeszcze do celu i coraz bardziej dokucza im w tej podróży samotność".

Psycholog i znawca kultury pop dr Joyce Brothers wypowiedziała się na temat owej seksualnej pielgrzymki w artykule "Times'a" dotyczącym "nowej moralności". Napisała: "Nie jesteśmy aż tak bezpruderyjnymi ludźmi, za jakich się uważamy. Wielu z nas doszło do wniosku, że seks na zawołanie daje tyleż satysfakcji, co kichnięcie. Żeby móc uprawiać seks z wieloma osobami, trzeba dużo czasu i zachodu, wielu z nas odkryło więc, że seks nie jest tego wart".

Barbara Seaman, autorka Free and Female (Wolność i kobiecość), wyraziła to jeszcze bardziej obrazowo. Odwracamy się od przygodnego seksu, ponieważ wielu z nas zostało zranionych. To tak, jakbyśmy jechali pociągiem, który coraz bardziej oddalał się od krainy Dziewiętnastowiecznej Moralności, a któremu w latach dziewięćdziesiątych i siedemdziesiątych naszego wieku popsuły się hamulce, w związku z czym wielu pasażerów ucierpiało. Teraz hamulce znów zaczynają działać".

Opamiętanie

Jedną z poszkodowanych była Gretchen Kurz, choć według jej własnej diagnozy nie została ciężko ranna. Gretchen, studentka uniwersytetu stanowego w San Jose, dość otwarcie wypowiadała się na łamach czasopisma "Mademoiselle" w jego sierpniowym numerze z 1977 roku. Po wstąpieniu na uczelnię Gretchen gotowa była rozpocząć "dekadenckie życie". "I oto zjawiłam się - wyposażona w ołówek HB, legitymację studencką i odpowiedni zapas pigułek antykoncepcyjnych. Ale jakoś nie udało mi się dostać na statek wyruszający w rejs do beztroskiego, pozbawionego poczucia winy seksu. Teraz jestem przekonana, że był to mit, utrwalany przez wielu rozczarowanych studentów, którzy bali się powiedzieć prawdę. No ale jakżeż mieli się do tego przyznać? Tak bardzo czekali na wolność i możliwość łamania wszelkich zasad". Gretchen nie wątpiła, że po wstąpieniu na uniwersytet, będzie z kimś dzieliła swoje życie intymne. Oddajmy jej głos: "Delikatnie mówiąc, słówko "dzielić" było zdecydowanie nie na miejscu. Podczas mojego pierwszego spotkania z panem Miłość Niejedno Ma Imię, wiele rzeczy wprawiło mnie w zakłopotanie. Czy mam już wyjść, czy zostać na noc? Co mam powiedzieć rano? Czy mogę pożyczyć jego szlafrok? Czy byłam dobra? On nie był. Czy to znaczy, że daliśmy początek czemuś trwałemu? Nie, jak się okazało. Powiedzenie, że ogarnęło mnie poczucie winy byłoby nieprawdą, jednak doświadczenie to dalekie było od euforii. Nasz związek w sposób najbardziej pozytywny można by określić słowem "nijaki". Nie było w nim uczucia, chyba że skrzętnie skrywane pod płaszczykiem awangardowej nonszalancji. Szybko przekonałam się, że podobny chłód i rezerwa charakteryzowały wszystkie moje kolejne związki. Ten brak uczuć nie tylko przyprawiał mnie o zmieszanie, ale i irytował. Chciałam wiedzieć, skąd się wziął i dlaczego był tak niezbędny w seksualnym wyzwoleniu moich przyjaciół - studentów. Oczywiście, była to powszechna podstawa aktywnego życia intymnego". Zaniepokojona Gretchen zaczęła wypytywać mężczyzn, którzy pojawili się w jej życiu, skąd brała się ta rezerwa i bezduszność. Jakie mieli poglądy na temat seksu? Odpowiedzi były podobne. Seks to "zabawa i rodzaj gry", "naturalna reakcja", "dwoje dorosłych ludzi i dobra rozrywka". "Słowa takie, jak kochać, dzielić, szczęście nigdy nie pojawiały się w tych rozmowach". Postanowiła powrócić do cnotliwego, lecz szczęśliwego stylu życia i jakiś czas po podjęciu tej decyzji rozmawiała z bliskim przyjacielem, który narzekał na swobodne i swawolne prowadzenie się studentów, opisując co czuje, wyrażał pogląd większości swoich kolegów. Powiedział: "Najczęściej lądowałem w łóżku z osobą, z którą nigdy nie chciałbym zajść aż tak daleko. Gdy dochodziłem do punktu, w którym powiedziałem, że spędzę z nią noc, dalszy ciąg odbywał się jakby w przyspieszonym tempie. Zachowywałem się jak automat. Czasem chciałem po prostu mieć to wszystko jak najszybciej za sobą. Opamiętałem się, gdy w końcu zdałem obie sprawę, że seks jest do niczego, jeśli nie ma w nim miłości i zaufania. Bez tego nie warto się nawet trudzić". Gretchen zakończyła swój artykuł słowami: "We wrzawie panującej wokół swobody seksualnej raczej trudno jest wstać i przyznać, że nie jest ona tym, co wszyscy sobie wyobrażają; zwłaszcza wobec świata, który nie pozwala ucichnąć rozmowom na jej temat. Siedzimy więc z zaciśniętymi ustami, zbyt zażenowani, by powiedzieć, że jej nie znaleźliśmy. Nie potrafimy się do tego przyznać przed światem i, co gorsza, nawet przed sobą. Być może należałby rozpocząć odnowę mówiąc, że bez miłości i zaufania nie warto się nawet trudzić".

Gdzie znajduje się odpowiedź?

Ciekawe, prawda? Wszędzie omawia się i praktykuje swobodę seksualną, wolność seksualną, pełnienie seksualne i właśnie w samym środku rewolucji obyczajowej napotykamy wiele jej ofiar i wyrażeń takich, jak "pociąg, któremu popsuły się hamulce, daje tyleż zadowolenia, co kichnięcie, bezduszny niczym ołówek HB". Czyżby tym właśnie był seks - to wspaniałe, organiczne, emocjonalne doświadczenie wychwalane przez masy? Coś musiało się popsuć. Czy seks to rzeczywiście tylko swawolna gra, "coś zabawowego", sznureczek kochanków i jednorazowych przygód oraz nieudane małżeństwa? A może miłość i zaufanie naprawdę są ważne? Ale jak to uzasadnić? I jaką rolę odgrywa tu seks? Może tajemnica nie leży w seksie? Na szczęście jest na to odpowiedź. Nie tylko wyczerpująca i realistyczna, ale też pozytywna i radosna. Czas sięgnąć do źródła.

Kto wymyślił seks?

Istnieje obowiązek zaopatrywania wszelkich produktów spożywczych w etykiety, podające ich składniki. Czyż nie byłoby wspaniale, gdyby seks też posiadał taką etykietkę lub gdyby istniała instrukcja dla użytkowników seksu, w której producent wyjaśnia, na czym on polega i jak najlepiej z niego korzystać? Uwaga, mam dobre wieści! Istnieje taka instrukcja. Nie znajdziesz jej jednak pomiędzy dziesiątkami tomów opisujących techniki miłosne. Najbardziej przystępne informacje dotyczące seksu i kochania, jakie kiedykolwiek zostały publikowane, powstały 3500 lat temu, a pochodzą od niejakiego Mojżesza. Pisząc z Bożego polecenia samego "Producenta", w sposób autorytatywny przedstawia pochodzenie i rolę seksu. Jego instrukcja to biblijna Księga Rodzaju. W pierwszych dwóch rozdziałach ukazuje proces stworzenia świata. W punkcie kulminacyjnym tego procesu, jak pisze, "Stworzył (...) Bóg człowieka na swój obraz (...) stworzył mężczyznę i niewiastę (Rdz 1,27). No i proszę: od samego początku seksualność stanowiła fundamentalną część istoty ludzkiej, była zamysłem samego Stwórcy. Nie można być człowiekiem, nie będąc określonym seksualnie jako mężczyzna lub kobieta. Trochę dalej, w rozdziale drugim, dowiadujemy się, w jak niezwykły sposób kobieta i mężczyzna zostali dla siebie stworzeni. Oceniwszy swoją pracę jako "dobrą", Bóg powiedział, że "niedobrze" dla mężczyzny jest żyć samotnie. Zdumiewające. Jeśli ktoś kiedykolwiek miał idealne warunki bytowania, to był nim pierwszy człowiek - najwspanialsze dzieło Boga. Żył w doskonałym klimacie, wieczorami przechadzał się z samym Panem Bogiem, obdarzony został twórczym umysłem i władzą nad wszystkimi stworzonymi przez Boga zwierzętami. A jednak czegoś mu brakowało. Nadal żył samotnie. Odczuwał wrodzone "pragnienie połączenia". I nawet otaczająca go doskonałość nie była w stanie zagłuszyć tego pragnienia.

Doskonale uzupełnienie

Biblia mówi więc nam, że Bóg uśpił Adama i ukształtował z jego żebra kobietę. Dla Adama było to o wiele więcej, niż utrata jednej kości. Adam budzi się i widząc kobietę, mówi: "Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z ciała mojego" (w. 23). Uwspółcześnione tłumaczenie z hebrajskiego byłoby głośnym: "O rany! Gdzieś ty była, kiedy cię nie było?".

Mężczyzna i kobieta zostali tak skonstruowani przez Boga, że osobno stanowią dwie niekompletne części. Dlatego Mojżesz napisał: "(...) mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem" (w. 24). Poszukując sekretu miłości, pamiętaj o tym fragmencie. Współżycie seksualne jest jednym z kluczowych sposobów umożliwiających kobiecie i mężczyźnie stanie się "jednym ciałem".

Cóż takiego tkwi jednak w kobiecie, co sprawia, że jest ona niezbędna mężczyźnie? Mojżesz w Piśmie Świętym używa dwóch pojęć: "pomocna i pasująca".

Chodzi o to, że kobieta jest dla mężczyzny najdoskonalszym partnerem, towarzyszką, będącą jego idealnym uzupełnieniem. Tę samą rolę w życiu kobiety spełnia mężczyzna. Owo pierwotne "uzupełnianie się" zostało stworzone po to, aby mogły być spełnione indywidualne pragnienia obu stron. Kiedy dochodzi do połączenia mężczyzny i kobiety, potrafią oni zaspokoić swoje podstawowe psychiczne i emocjonalne potrzeby. Zgodnie z pierwotnym planem Pana Boga, stają się dzięki sobie pełnymi istotami ludzkimi.

Test na rozpoznanie prawdziwej miłości

Jeśli zastanawiasz się właśnie, czy osoba, z którą obecnie chodzisz lub którą kochasz, jest dla ciebie odpowiednia, zadaj sobie pytania: Czy pragnę i czy jestem w stanie zaspokoić jej lub jego prawdziwe potrzeby? Czy ta osoba potrafi zdobyć się na coś więcej, niż tylko zaspokojenie mojego popędu płciowego, wychowanie moich dzieci lub przynoszenie do domu pensji? Czy jesteśmy osobami, które uzupełniają się wzajemnie w sposób jedyny w swoim rodzaju? Gdy chcesz się z kimś spotykać, nie zastanawiaj się, czy jest to osoba, z którą możesz żyć. Szukaj takiej osoby, bez której żyć nie możesz.

W pierwszym rozdziale wspomniałem, że poznałem Paula Lewisa, gdy chodziliśmy z siostrami - bliźniaczkami. Przedtem, kiedy jeszcze studiowałem, przez dwa lata moją dziewczyną była Paula. Nasz związek pogłębiał się i zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Tak bardzo lubiliśmy ze sobą przebywać, że nic dziwnego, iż zakochaliśmy się w sobie. Paula była dla mnie niewyczerpanym źródłem otuchy. Pomagała mi w nauce i w pracy w organizacji chrześcijańskiej. Dzieliliśmy się nawzajem swoimi marzeniami. Miała wspaniałe poczucie humoru, była atrakcyjną dziewczyną; tak właśnie wyobrażałem sobie idealną żonę. Nasz związek trwał, lecz gdy zaczęliśmy rozmawiać o małżeństwie, w naszych umysłach zakiełkowało zwątpienie. Brakowało nam idealnego spokoju ducha, którego udziela Bóg, gdy postępujemy zgodnie z Jego wolą. W końcu stało się jasne, że nie pobierzemy się. Nasze rozstanie było jednym z najbardziej bolesnych doświadczeń w moim życiu. Jednak, mimo iż stanowiliśmy niezwykle dobraną parę, Paula nie była tą właściwą, uzupełniającą mnie osobą. Moja żona Dottie jest moim doskonałym dopełnieniem, darem od Boga; Paula nim nie była.

Ciekawe, że Paul miał podobne doświadczenie w latach studenckich. I przez prawie cztery łata chodził z Carolyn. Wszyscy myśleli, że się pobiorą. Byli wspaniałą parą. Mieli wspólne zainteresowania, pracowali razem w samorządzie uczelnianym i piastowali tam ważne stanowiska; mieli takie same cele życiowe. Ich związek był szczęśliwy i radosny. Jednak gdy przyszedł czas, żeby ostatecznie zobowiązać się w kwestii małżeństwa, coś nie grało. Bóg nie dał Paulowi odczuć pokoju. Carolyn nie uzupełniała go, tak jak teraz Leslie. Nie chodzi mi tu o seks. Mówię o sposobie, w jaki osobowości, uzdolnienia, potrzeby intelektualne i emocjonalne kobiety i mężczyzny łączą się, aby tworzyć idealny związek przez dwadzieścia cztery godziny na dobę.

Związek "jednego ciała"

Gdy Mojżesz napisał "Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem", wyraził owo "opuszczenie" i "łączenie" najmocniejszymi hebrajskimi słowami, jakich można było użyć. Opuszczenie oznacza odrzucenie przywiązania do rodziców i zastąpienie go przywiązaniem do małżonki.

Powstała w ten sposób więź ma być tak nierozerwalna, jak przedtem związek z rodzicami. Czy myślałeś kiedykolwiek o tym, jak trudno będzie ci "wyrodzić się" od swoich naturalnych rodziców? I to hebrajskie słowo przetłumaczone jako "łączenie" oznacza nierozerwalną spoinę. Potwierdzeniem powstałego związku, jego stałą cechą, ma być stosunek płciowy, podczas którego mężczyzna i kobieta stają się jednym ciałem.

1500 lat później przypomniał o tym Jezus podczas debaty z żydowskimi kapłanami. Chcieli wybadać, co Sądzi na temat rozwodu. Pytali go o podstawy prawne, umożliwiające mężczyźnie rozwód z kobietą. Jezus, znając ich motywy, odpowiedział im: "Czy nie czytaliście (...) ci będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela" (Mt 19,5-6).

Jakiś czas później apostoł Paweł wrócił do tej zasady w Pierwszym Liście do Koryntian. Martwiły go praktyki niektórych diakonów i starszych Kościoła. Korynt był wówczas miastem pełnym pogańskich świątyń. Odprawiane w nich obrzędy rytualne ku czci bożków sprawiały, że było to jedno z najbardziej "religijnych" miast świata. Jedną z form kultu były stosunki płciowe ze "świętymi nierządnicami".

Św. Paweł niepokoił się, ponieważ niektórzy chrześcijanie powracali do starych praktyk i w środowe wieczory zaglądali do pogańskich świątyń, żeby "pooddawać cześć". Bynajmniej nie miało to nic wspólnego z modlitwą. Św. Paweł pisał: "(...) czyż nie wiecie, że ten, kto łączy się z nierządnicą stanowi z nią jedno ciało? Będą bowiem - jak jest powiedziane - dwoje jednym ciałem" (1 Kor 6,16). Stają się jednością w taki sam sposób, w jaki wiara w Jezusa Chrystusa tworzy więź między Bogiem, a duszą człowieka, Bóg często powołuje się na związek małżeński jako analogię swojej więzi z wierzącymi chrześcijanami.

Jaki jest prawdziwy cel seksu ?

Cóż więc miał na myśli Bóg - "Producent", kiedy planował seksualność, gdy stwarzał męskie i żeńskie narządy płciowe oraz popędy i namiętności prowadzące do cielesnego zbliżenia? Jego zamysłem było stworzenie jedności. Stosunek płciowy ma być manifestacją jedności kobiety i mężczyzny.

Powiesz może: "Zaraz, chwileczkę. Biblia uczy przecież, że podstawowym celem seksu jest prokreacja, czyli płodzenie dzieci. Czyż nie tak?" Ależ nie! To tylko mit, rozpropagowany przez niedoinformowanych krytyków chrześcijaństwa, który służył ich własnym celom. Płodzenie dzieci nie jest głównym powodem, dla którego uprawia się seks w małżeństwie. Jest to powód drugorzędny, choć też bardzo ważny. Ale nie dlatego Bóg stworzył seks.

Najważniejszym czynnikiem, jak wskazuje to Biblia w Rdz 1,24, jest jedność. "Jednocielesność" to doświadczenie fizyczne, ilustrujące moc związku duchowego kobiety lub mężczyzny z Bogiem, gdy są narodzeni w Jezusie Chrystusie.

Połączenie podczas stosunku płciowego daje mężczyźnie i kobiecie najtrwalszą przyjemność i największe zaspokojenie, jakie można sobie wyobrazić, pod warunkiem, że ma miejsce w odpowiednim czasie, z odpowiednim partnerem, w odpowiednim związku. Właśnie dlatego seks jest tak wspaniały! Dlatego też nadużywanie seksu prowadzi w końcu do ogromnego rozczarowania.

Błędne przesłanie

Do wielu ludzi powyższe przesłanie, dotyczące seksu, nie trafiło. Nigdy go nie słyszeli z powodu fałszywych, karykaturalnych wręcz wyobrażeń o chrześcijańskich poglądach na sprawy seksu. Filozofia "Playboya" i wiele innych tego rodzaju głosów spowodowały, że miliony łudzi uwierzyło w negatywne nastawienie Biblii do radości i zadowolenia czerpanych z seksu. Przekonywano, iż żeby zostać chrześcijaninem, trzeba odrzucać i tłumić popędy seksualne.

Nic bardziej mylącego. W rzeczywistości jeden z najpiękniejszych opisów miłości między mężczyzną i kobietą można znaleźć w Biblii, w pieśni Salomona (Pieśń nad pieśniami). Mowa w niej o parze kochanków, całkowicie pochłoniętych wzajemnym zadowalaniem się. Zapisana w tych strofach poezja miłosna jest zachwycająca!

Bóg nie jest przeciw seksowi. Jest za nim, i to do tego stopnia, że pragnie, aby wszyscy ludzie nauczyli się z niego czerpać jak największy pożytek. Chce, żeby zrozumieli, iż seks nie jest sposobem na osiągnięcie szybkiej i powierzchownej przyjemności, lecz aktem prawdziwej miłości, całkowitego oddania się sobie, który należy starannie pielęgnować, bez względu na to, jak zachęcająca może się wydawać przypadkowa przygoda seksualna.

Oczywiście, wygłoszono w imię chrześcijaństwa wiele bzdur na temat seksu. I gdyby tak zebrać te błędne wyobrażenia razem, powstałaby bardzo żałośnie wyglądająca karykatura. Być może stwarza ona pozory "chrześcijańskiego poglądu na sprawy seksu", ale nie jest nim nawet w przybliżeniu. Obalenie tej karykatury niczego nie zmienia.

Fakt pozostanie faktem: seks pochodzi od Boga; Bóg stworzył seks, żeby zaspokoić głębokie pragnienia, które ukształtował w każdym mężczyźnie i w każdej kobiecie, i nic nigdy tego nie zmieni.

Kiedy zatrzymamy się odpowiednio wcześnie w naszej pogoni za najdoskonalszym wyrażeniem się w seksie, zdamy sobie sprawę jaką głupotą jest próba napisania własnej "instrukcji użytkownika". Tylko "Producent" wie naprawdę, jak możemy sprawić, aby doświadczenie seksualne było satysfakcjonujące, czyli takie, jakiego pragniemy. Kiedy wreszcie otworzymy oczy na te prawdy, odnajdziemy to, czego szukamy. Odkryjemy tajemnicę miłości.

Popęd płciowy

Wielu łudzi miałoby ochotę powiedzieć: "Coś ty, Josh, seks to tylko czynność fizjologiczna. Przecież stosunek płciowy jest jedynie fizycznym zaspokojeniem jednej z biologicznych potrzeb".

No to posłuchajcie: może to i prawda, ale jeśli chodzi o kota z sąsiedztwa. Dla ciebie i dla mnie seks, taki, jakim stworzył go Bóg, jest tym, co angażuje całe jestestwo człowieka. Jest to całkowite oddanie się drugiej osobie, całkowite odsłonięcie się przed nią, dawanie bez żadnych ograniczeń. Na wielu stronach Starego Testamentu stosunek płciowy jest obrazem związku duchowego z Bogiem. Jakiekolwiek inne doświadczenie nie będące owym całkowitym oddaniem się, pomimo przyjemności, jakie sprawia, nie zostało dla nas stworzone przez Boga.

W czasie świąt Wielkanocnych omawiałem ten temat w Daytona Beach (a może to być podniecające, zważywszy na przechadzające się po tamtejszej plaży ciała). Kiedykolwiek poruszam tę sprawę, zawsze kilka osób spośród słuchaczy zaczyna się denerwować. Podejrzewam, że uderzam w ich czułe miejsca. Któregoś wieczoru naprawdę zirytowałem pewnego faceta. Przyszedł do motelu, w którym mieszkałem, walnął pięścią w drzwi i gdy je otworzyłem, wepchnął się do środka.

- Nie zgadzam się z kilkoma rzeczami, o których pan dzisiaj mówił - powiedział.

- Trudno, jakoś to przeżyję - odparłem.

- No, ale ja chcę o tym porozmawiać - dodał.

- Ja też - powiedziałem.

- Czy jest coś złego w poważnym fizycznym związku z dziewczyną? - zapytał.

- Drogie panie, z pewnością znacie to wyrażenie "trwały, poważny związek". Pewna pani powiedziała: "Ach tak, w zeszłym miesiącu miałam ich cztery".

- Czy jest coś złego w trwałym, poważnym związku z dziewczyną, którą się kocha, jeśli nikomu to nie robi krzywdy i jeśli chce się tylko trochę zabawić? Tak, miałem stosunki z dwudziestoma sześcioma kobietami - powiedział mój gość.

- Ojej, cóż za zdolność do kochania. Proszę mi powiedzieć: gdy będzie pan chciał się ożenić, czy poślubiłby pan kobietę, która była zaangażowana w jeden z dwudziestu pięciu poważnych związków innego mężczyzny? - zapytałem.

- Nie - odparł.

- Wobec tego jest pan hipokrytą. Czy to jest poważne podejście do seksu? Nie chce pan, aby ktoś traktował kobietę, z którą się pan ożeni, tak samo, jak pan traktuje wszystkie swoje kobiety - powiedziałem.

Niestety, wielu mężczyzn zajmuje taką właśnie postawę "braczy".

Czy seks jest dowodem miłości ?

Seks, jako "produkt" Boga, ma ogromne znaczenie. To nie jest coś, co się "dostaje", "robi" lub "ma". Ekspresja seksualna wzrasta i rozwija się jako rezultat stałego i dojrzewającego związku między kobietą i mężczyzną. Jest stworzonym przez Boga dowodem i wyrazem idealnej jedności między nimi.

Niektórzy używają tego jako argumentu przemawiającego za współżyciem przedmałżeńskim. Mówią: "Musimy rozpocząć współżycie przed ślubem, żeby sprawdzić, czy pasujemy do siebie". Lecz problem dopasowania się nie dotyczy tylko sfery fizycznej. Pod względem fizycznym zwykle wszystko gra. Dopasowanie się polega na osiągnięciu doskonałej jedności - wzajemnym uzupełnianiu się, które powoduje, że stajemy się pełnymi, oddanymi sobie osobami. A do tego potrzebne jest zaangażowanie wszystkich ster jestestwa - wymiaru duchowego (wrażliwość Boska), intelektualnego (wrażliwość ludzka) a także fizycznego. Wedle Bożego planu, im głębszy związek duchowy i intelektualny kobiety i mężczyzny, tym wspanialsze czeka ich współżycie seksualne, które z czasem będzie dojrzewać i stawać się coraz bogatsze.

W jednym z collegeów pracował pewien profesor, który miał osiemdziesiąt cztery łata. Pewnego razu jedna ze studentek na zajęciach z socjologii zapytała go: "Proszę mi powiedzieć, panie profesorze, kiedy seks zaczyna się człowiekowi nudzić?" Odpowiedział: "Nie wiem, ale na pewno nie przed ukończeniem osiemdziesięciu czterech lat".

I tak został pomyślany seks. Powinien zawsze dojrzewać i rozwijać nas w celu utworzenia idealnego związku, doskonałej jedności. Tego rodzaju więzi, radości i jedności nie można doświadczyć podczas jednonocnej przygody. Prawdę mówiąc, takie wartości w ogóle nie są możliwe do osiągnięcia poza związkiem małżeńskim, który jest stały i ostateczny.

Seks powstał z tego samego twórczego aktu Boga, w wyniku którego powstał człowiek. Możesz w to wierzyć lub nie, wybór należy do ciebie. Możesz uważać, że seksualność człowieka jest jedynie biologiczną funkcją, która niczym się nie różni od popędów każących dwóm psom biegać za sobą po parku. Możesz eksperymentować i uprawiać wszystkie intelektualne i towarzyskie gry, jakie tylko zechcesz. Jednak poszukiwanie dla seksualności innych celów oprócz tego jednego, który został stworzony przez Boga, jest z góry skazane na niepowodzenie, nie będą one bowiem w stanie zaspokoić seksualnych potrzeb i pragnień, tkwiących w nas za sprawą Boga. Seks przypomina każdy inny proces; użytkujemy go prawidłowo tylko wtedy, gdy kierujemy się wskazówkami "Producenta". Pomimo pozornej mocy i trwałych uroków, seks jest czymś bardzo delikatnym. Potrzebuje dużo czasu i poczucia bezpieczeństwa. Rozkwita tylko wtedy, gdy cieszymy się nim w atmosferze autentycznej, bezwarunkowej miłości. Tak naprawdę nikt nie odkryje idealnego seksu, póki nie zrozumie, jak dawać i przyjmować idealną miłość. Często można usłyszeć zdanie, że jeśli się kogoś kocha, trzeba to wyrazić poprzez seks. Prawda jest taka, że jeśli nie potrafisz wyrazić miłości inaczej, jak tylko poprzez seks, wówczas nie jest to prawdziwa miłość. Przyjrzyjmy się więc prawdziwej miłości.

 

4. Czym jest prawdziwa miłość?

Gdyby dano mi tylko kilkanaście minut, żeby na lekcji psychologii opowiedzieć o idealnym seksie, mówiłbym o miłości. Ponieważ to, czym według nas jest miłość - nasz stosunek do niej, sposób jej wyrażania i reagowania na wszystkie psychologiczne gry, które rozgrywa się w jej imię - wszystko to zadecyduje, czy kiedykolwiek znajdziemy seksualne zaspokojenie, którego pragniemy. To, że ja i moja żona czerpiemy radość z naszego małżeństwa, jest, jak sądzę, wynikiem naszych przygotowań do niego jako osób samotnych. Kilka lat temu wielu ludzi mówiło, że jestem pruderyjny i że moje poglądy na temat seksu i małżeństwa są przestarzałe. Teraz jednak ci sami ludzie daliby wszystko, żeby móc, tak, jak ja, zbierać owoce mojej ówczesnej postawy w stosunku do miłości. Znane jest powiedzenie: "Jesteś tym, kim się stajesz". Jakże jest ono prawdziwe, zwłaszcza w sferze miłości i seksu. Rodzaj miłości, w którą angażujesz się teraz, wpłynie na jakość miłości, której doświadczysz w przyszłości.

Trzy rodzaje miłości

Jeśli czujesz się trochę zagubiony w sprawach miłości, to prawdopodobnie dlatego, że nie zdajesz sobie sprawy, iż istnieją trzy jej rodzaje. Opisując je chciałbym, żeby posłużyły jako lustro, dzięki któremu będziesz mógł ocenić własne związki z przyjaciółmi, rodziną i przedstawicielami płci odmiennej oraz określić, jaką pełnisz w nim rolę: "dawacza" czy też "bracza".

A. "Miłość pod warunkiem"

Pierwszy typ miłości jest dla wielu ludzi jedynym znanym rodzajem. Ja nazwałem ją "miłością pod warunkiem". Jest to miłość, którą dajemy lub przyjmujemy, gdy spełnione są pewne wymagania. Żeby na nią zasłużyć, trzeba coś zrobić. "Jak będziesz grzeczny, tatuś będzie cię kochał". "Jeśli sprawdzisz się jako kochanka, jeśli zaspokoisz moje pragnienia, jeśli pójdziesz ze mną do łóżka, będę cię kochał". Rodzice często wyrażają ten rodzaj miłości, mówiąc swoim dzieciom: "Jeśli będziesz miał dobre stopnie, jeżeli przestaniesz się z nimi zadawać, jeśli będziesz się ubierał i zachowywał tak, jak chcemy, wówczas będziesz kochany". Taką miłością jest się obdarzanym w zamian za coś, czego chce partner. Jej motywacja jest z gruntu egoistyczna. Jej celem jest uzyskanie czegoś w zamian za miłość.

Spotkałem wiele kobiet, które nie doznały innego rodzaju miłości oprócz tego, który mówi: "Pokocham cię, jeśli się ze mną prześpisz". Nie zdają sobie sprawy, że miłość, którą spodziewają się zdobyć poprzez spełnianie czyichś seksualnych zachcianek, jest miłością tanią, która nie może przynieść zadowolenia i nigdy nie jest warta swojej ceny. Ten typ miłości zademonstrował pewien student, który powiedział mi: "Dlaczego mam chcieć miłości, skoro mogę mieć seks? Miłość jest poddaniem się, a seks podbojem". "Miłość pod warunkiem" jest zawsze od czegoś uzależniona. Wszystko jest świetnie, dopóki spełniane są określone warunki. Gdy pojawia się niechęć - do odbycia stosunku, do przeprowadzenia aborcji - wówczas miłość znika. To smutne, ale taka uwarunkowana miłość prawie zawsze zostaje zniszczona, ponieważ prędzej czy później jednemu partnerowi nie uda się spełnić wymagań drugiego. Wiele małżeństw rozpada się, bowiem były zbudowane na tym rodzaju miłości. Okazuje się, że mąż lub żona nie kocha prawdziwej osobowości współmałżonka, lecz jego wyidealizowane, romantyczne wyobrażenie. Kiedy pojawia się rozczarowanie lub oczekiwania przestają być spełniane, wówczas "miłość pod warunkiem" często zamienia się w złość, a partnerzy w takim związku mogą nigdy się nie dowiedzieć, dlaczego.

B. "Miłość z powodu"

Drugi typ miłości (pod wpływem której, jak sądzę, większość łudzi decyduje się na małżeństwo), to "miłość z powodu". Polega ona na tym, że kocha się kogoś za to, kim jest, co ma lub co robi. Innymi słowy, miłość tę tworzy pewien warunek lub cecha w życiu kochanej osoby. "Miłość z powodu" często mówi: "Kocham cię, ponieważ jesteś ładna", "Kocham cię, bo dajesz mi poczucie bezpieczeństwa ", "Kocham cię dlatego, że jesteś inny niż wszyscy, popularny, sławny, itd". Wyobraźcie sobie na przykład kobietę, która kocha pewnego mężczyznę, ponieważ jest wspaniałym sportowcem. Nie dopuszcza myśli, że mogłaby się związać z kimś, kto nie jest "numerem jeden". Nie ma dla niej znaczenia, kto jest tym sportowcem. Nie kocha bowiem konkretnego mężczyzny, lecz jego pozycję, status, popularność. Często słyszę: "Wydaje mi się, że "miłość z powodu" jest dobra. Chcę, żeby kochano mnie za to, kim jestem, za to, czego dokonałem w życiu. Czy jest w tym coś złego"? Być może nic. Wszyscy chcemy być kochani z jakiegoś powodu. Z pewnością też ten rodzaj miłości jest lepszy od "miłości pod warunkiem". "Miłość pod warunkiem" musi być zdobywana i wymaga wiele wysiłku. Jeśli ktoś nas kocha za to, kim jesteśmy, sytuacja jest mniej stresująca. Wiemy wtedy, że jest w nas coś, co sprawia, że jesteśmy kochani. Obdarzani taką miłością szybko jednak stajemy się tymi, którzy próbują zdobyć "miłość pod warunkiem". A jest to niepewny grunt, na którym trudno zbudować małżeństwo lub jakikolwiek inny trwały związek. Weźmy pod uwagę na przykład problem konkurencji. Co się stanie, gdy pojawi się osoba przewyższająca nas właśnie w tym, za co jesteśmy kochani. Przypuśćmy, że jesteś kobietą i twoja uroda jest filarem miłości twojego męża. Co się stanie, gdy na scenę wkroczy kobieta piękniejsza od ciebie? Jeśli miłość twojej dziewczyny lub żony uzależniona jest od posiadanych przez ciebie pieniędzy lub od przedmiotów i doświadczeń, które można za nie kupić, co się stanie, gdy stracisz pracę, zachorujesz lub z jakichś powodów nie będziesz w stanie zarabiać tyle, co kiedyś? Albo co się stanie, gdy na scenę wkroczy ktoś z wyższym stanem konta lub z większymi możliwościami zarabiania pieniędzy? Czy konkurencja może zagrozić twojej miłości? Jeśli tak, to jest ona "miłością z powodu".

Istnieje jeszcze inny problem dotyczący tego rodzaju miłości. Wiadomo, że większość z nas ma dwa oblicza. Jedno, zewnętrzne, to takie, które prezentujemy przed innymi ludźmi. Drugie skrywamy bardzo głęboko i zna je niewielu, jeśli w ogóle ktokolwiek. Dowiedziałem się od swoich pacjentów, których związki miały charakter "miłości z powodu", że przynajmniej jeden z partnerów boi się ujawnić drugiemu, jaki jest naprawdę. Obawia się, że jeśli prawda wyjdzie na jaw, straci akceptację i miłość, lub że w ogóle zostanie odrzucony. Czy jest w twoim życiu coś, czego nie możesz wyjawić swojemu partnerowi ze strachu przed najmniejszą nawet przykrością lub odrzuceniem? Jeśli tak, trudno ci będzie doświadczyć satysfakcjonującego seksu, ponieważ pełne zespolenie seksualne wymaga stuprocentowego zaufania i oddania. Jeśli w twojej miłości brakuje poczucia bezpieczeństwa, jeśli pojawia się strach, łóżko będzie pierwszym miejscem, w którym to wyjdzie na jaw. W akcie seksualnym bowiem wyrażamy swoje prawdziwe ja i stajemy się zupełnie bezbronni - całkowicie otwarci przed drugą osobą. Właśnie to otwarcie sprawia, że możliwe staje się maksymalne seksualne zaspokojenie i oddanie. Z powodu tego otwarcia także możemy być najgłębiej zranieni, jeśli nie zostaniemy całkowicie zaakceptowani. Toteż w związku typu "miłość z powodu" możesz nigdy nie zaznać pełnego oddania w miłości fizycznej, gdyż ryzyko zranienia jest zbyt duże. Kiedyś mówiłem o tym podczas spotkania ze studentami. Nagłe jedna ze słuchaczek wybuchnęła płaczem. Po wykładzie wyjaśniła mi przyczyny swojej reakcji. Otóż miała ona wyjść za mąż, jednak na krótko przed zaplanowanym ślubem uległa wypadkowi samochodowemu. W wyniku obrażeń jej twarz została z jednej strony zeszpecona bliznami, które trzeba było usunąć za pomocą operacji plastycznej. Jej związek był jednak oparty na "miłości z powodu". Strach natychmiast opanował umysł dziewczyny i jej związek rozpadł się. Był to klasyczny przypadek tego rodzaju miłości, a jego odzwierciedleniem jest zdanie: "Kocham cię i pragnę, ponieważ..." Taką miłość często spotykamy w naszym życiu, lecz jej trwałość jest bardzo niepewna.

C. Miłość bezwarunkowa, czyli "miłość - koniec, kropka"

Dzięki Bogu, istnieje jeszcze jeden rodzaj miłości. Miłości tak niesamowitej i tak pięknej, że chciałbym, aby każdy potrafił nagiąć swoją wolę i kochać w ten sposób. Jest to miłość bez warunków. Miłość ta mówi: "Kocham cię pomimo tego, co może głęboko w tobie tkwić. Kocham cię bez względu na to, co może się zmienić. Nie możesz zrobić nic, żeby powstrzymać moją miłość. Kocham cię - koniec, kropka!". "Miłość - koniec, kropka" nie jest ślepa. Daleko jej do tego. Wie dużo o drugiej osobie. Zna jej niedoskonałości i wady, a mimo to całkowicie akceptuje tę osobę, nie żądając niczego w zamian. Tego rodzaju miłości się nie zdobywa. Nic nie można zrobić, żeby była silniejsza, ani żeby ją powstrzymać. Nie jest niczym uwarunkowana. Różni się od "miłości z powodu" tym, że nie wywołuje jej żadna atrakcyjna cecha osoby, którą się kocha. Tego rodzaju miłością pokocha się nawet najbardziej bezwartościowe indywiduum. "Miłości - koniec, kropka" mogą doświadczyć tylko "dawacze", osoby dojrzałe i spełnione, takie, które nie muszą bez przerwy wykorzystywać związków międzyludzkich do zapełniania pustki w swoim życiu. Osoba spełniona nie jest niczym skrępowana i oddaje się w związku, nie żądając niczego w zamian. Czy zdajesz sobie z tego sprawę, czy też nie, "miłość - koniec, kropka" jest dla ciebie najważniejsza. Jeśli obecnie nie przeżywasz tego rodzaju miłości, prawdopodobnie wciąż żywisz nadzieję, że spotkasz ją któregoś dnia lub czułe wspominasz czasy, kiedy kochano cię w ten sposób. Życie pozbawione uczucia, które choćby tylko przypominało ten rodzaj miłości, prowadzi w końcu do rozpaczy. "Miłość - koniec, kropka" to związek oparty wyłącznie na dawaniu. Dwa pozostałe rodzaje miłości przeżywają "bracze". Dawanie to inna nazwa "miłości - koniec, kropka". Jest to nieograniczone oddawanie siebie. W tego rodzaju związku nie ma miejsca na strach, frustrację, stres, zawiść czy zazdrość.

Nowa motywacja do dawania

Kiedy byliśmy z Dottie jeszcze zaręczeni, przysłała mi list. Napisała w nim: "Kochanie, wiem, że akceptujesz mnie taką, jaka jestem. Nie muszę się przed tobą popisywać. Nie muszę być nikim specjalnym, nie muszę nic robić... ty i tak mnie kochasz". I dodała: "Czy wiesz, jak to na mnie działa? Wywołuje to we mnie pragnienie bycia dla ciebie jeszcze lepszą". W tym momencie wielu z was powie: "Zaraz, gdybym kochał swoją dziewczynę pomimo tego, jak wygląda, pomimo tego, co robi, szybko by się zaniedbała". Otóż nie, ponieważ "miłość - koniec, kropka" oparta jest na dawaniu. Właściwie jest to miłość Boga, przepływająca przez człowieka, która jest tak czysta i tak nieodparta, że wydobywa z drugiej osoby same najlepsze cechy. Wywołuje w niej same twórcze zmiany. Te zmiany nie są wymuszone, są po prostu naturalną reakcją na bezwarunkową miłość. Moja żona kocha mnie tak bardzo, że nie muszę przed nią niczego udawać. Jej niepowstrzymana miłość odblokowuje we mnie naturalne pragnienie bycia osobą, którą według niej powinienem być. Nie muszę być taki, ale chcę. Jest to naturalna reakcja na jej "miłość - koniec, kropka". Na tym właśnie polega Boża miłość. Bóg, przemawiając przez proroka Jeremiasza, powiedział: "Ukochałem cię odwieczną miłością, dlatego też zachowałem dla ciebie łaskawość" (Jr 31,3). Widzisz, Bóg kochał mnie nawet wtedy, gdy nie wierzyłem, że ma coś do powiedzenia o moim życiu. Kochał mnie pomimo moich grzechów. I co ciekawe, wywołało to we mnie naturalną reakcję. Zareagowałem na Jego miłość. W ten sposób stałem się prawdziwym chrześcijaninem. Kiedyś, gdy opowiadałem o seksie i miłości na uniwersytecie, pewien student z Niemiec podniósł się ze swojego miejsca. Trzymał w ręku raport Kinseya* (niezbyt aktualny, oczywiście). Powiedział: "Panie McDowell, żądamy faktów, a nie całego tego filozofowania na temat miłości. Raport Kinseya jest rzeczowy i religijnie neutralny. Zaleca dziewczętom, aby zdobywały doświadczenie seksualne przed małżeństwem, żeby były do niego odpowiednio przygotowane". Spodobało się to większości panów zgromadzonych na sali i wymagało ode mnie bezzwłocznej odpowiedzi. Powiedziałem: "Może ma pan rację, ale czy przeczytał pan uzasadnienie tego twierdzenia? W "Sexual Behavior in the Human Female" (Zachowania seksualne kobiety) Kinsey zauważa, że według powszechnej opinii wiele dziewcząt na początku współżycia nie ma przyjemnych doświadczeń seksualnych. Często trwa to tygodniami, miesiącami a nawet cały rok, zanim kobieta się przystosuje i będzie w stanie w pełni się odprężyć i cieszyć seksem. Następnie dr Kinsey opisuje rodzaj miłości, którym wielu mężów obdarza swoje żony. Pisze, iż większość mężczyzn nie wykazuje cierpliwości w tej materii w stosunku do swoich żon. Toteż zaleca kobietom, aby zdobywały doświadczenie z wieloma partnerami przed małżeństwem, ponieważ mężczyźni, którzy niby je kochają, nie będą mieli do nich cierpliwości". Nie mogę sobie wyobrazić bardziej bezecnego rozumowania. Mam nadzieję, że panie, dla własnego dobra, poczekają na tego, który pokocha je takimi, jakie są i obdarzy je miłością pełną oddania. Na tego, który powie "kocham cię - koniec kropka". Na tego, który nie odbierze im możliwości wyrażenia swojej miłości w małżeństwie, lecz okaże się na tyle cierpliwy, że pomoże im w przystosowaniu się do pożycia intymnego. Nie ma innego pola, na którym mężczyzna mógłby bardziej udowodnić swoją miłość, niż poprzez okazanie cierpliwości i czułości w sferze seksualnego przystosowania się.

Wybór należy do ciebie

Którego z wymienionych trzech rodzajów miłości chciałbyś doświadczyć? Jakiego rodzaju "kochaczem" chciałbyś być w swoim związku? Bardzo niewielu ludzi świadomie wybiera "miłość pod warunkiem". Wymaga ona bowiem ciągłych wysiłków mających na celu zadowolenie partnera. Pozostają więc dwa inne rodzaje miłości. Co najdziwniejsze, wielu ludzi wybiera "miłość z powodu". Być może jest to pochlebiające, jeśli ktoś kocha nas w ten sposób. Bycie kochanym za to, kim się jest lub co się posiada przynosi zadowolenie i wzrost poczucia własnej wartości. Jest to jednak twór bardzo kruchy, który ulega samozniszczeniu. tajemnica kochania leży w trzecim rodzaju miłości. "Miłość - koniec, kropka" nie jest zjawiskiem powszechnym, ponieważ jedynym jej trwałym źródłem jest sam Bóg. Żaden człowiek nie byłby w stanie konsekwentnie jej podtrzymywać i być "dawaczem" bez poddania się prowadzeniu Ducha Świętego. Bóg zaszczepia ten rodzaj miłości bez ograniczeń każdemu, kto przyzna, że jej pragnie i że potrzebuje pomocy Boga w jej przeżywaniu. Czemu więc miłość bezwarunkowa występuje tak rzadko? Ponieważ trudno jest ją pogodzić z ludzką pychą. Nie lubimy przyznawać, że nie możemy stać się tym, kim chcemy, jedynie poprzez siłę woli i determinację. Wolelibyśmy zignorować taką miłość, ponieważ gdy pojawia się problem seksu wymaga ona dyscypliny i samokontroli. Wymaga tego, żebyśmy zadeklarowali, iż nasze emocje i popędy fizyczne są podporządkowane nam, a nie odwrotnie. Czy zmęczyła cię "miłość poci warunkiem" i "miłość z powodu"? Czy znużyła cię postawa "bracza"? Możesz zaznać "miłości - koniec, kropka", w której zawiera się sekret kochania. Jeśli chcesz jej doświadczyć w swoich związkach z płcią odmienną, będziesz prawdopodobnie musiał dokonać pewnych zmian w sposobie myślenia. Trzeba będzie przestawić twój najważniejszy narząd seksualny.

* Kinsey Alfred Charles (1894-1956) - seksuolog amerykański, który prowadził rozlegle badania ankietowe, dotyczące życia seksualnego mieszkańców USA. Opracowane statystycznie wyniki ogłosił w Sexual Behavior in the Human Male (1948) i Sexual Behavior in the Human Female (1953) - przyp. red..

    

5. Co jest najważniejszym organem seksualnym?

Kiedykolwiek mówię o chrześcijańskich poglądach na sprawy miłości i seksu, zwykle podchodzi do mnie kilku studentów, którzy mówią: "Zaraz, zaraz, przecież stosunek płciowy jest tylko czynnością fizyczną. Niczym się nie różni od wypicia szklanki wody". No więc pozwólcie mi powiedzieć, że różnica jest, i to duża. Seks przygodny, czy w trwałym związku, zawsze angażuje całą naszą osobowość, wszystko to, czym jesteśmy. Seks nie jest jedynie czynnością fizyczną. Jak już wcześniej powiedziałem, z aspektem fizycznym seksu prawie nigdy nie ma problemów. Wszelkie niedociągnięcia zwykle mają swoje źródło w umyśle. To twój umysł jest najważniejszym narządem seksualnym! Mam nadzieję, że przyswoiliście już sobie, iż seks został stworzony przez Boga jako sposób na czerpanie radości i wyrażanie idealnej jedności między mężczyzną i kobietą, którzy są połączeni nierozerwalną więzią. Mam nadzieję, że zaczynacie rozumieć, iż przypadkowy seks nie może nikogo całkowicie zadowolić lub zaspokoić. Jeśli nawet ktoś czerpie przyjemność z jednonocnych przygód lub też z serii dłuższych związków, to przyczyniają się one jedynie do zmniejszenia szansy na przeżycie intensywnej, satysfakcjonującej miłości. A jednak jest to dokładnym zaprzeczeniem tego, co bezustannie i dookoła nam się wpaja. Żyjemy pod ciągłą presją, zalewani informacjami opartymi na etyce i praktyce seksu, które nie dają pełnego i prawdziwego obrazu sytuacji. Kiedy Kinsey w latach czterdziestych przeprowadzał ankiety, dotyczące życia seksualnego kobiet, odkrył, że połowa do dwóch trzecich mężatek miewała regularne lub częste orgazmy. Trzydzieści lat później badania wykazały, że trzy czwarte Amerykanek "zawsze lub prawie zawsze" przeżywa orgazm podczas stosunku. Liczba kobiet osiągających fizyczne zaspokojenie znacznie wzrosła. Biorąc to pod uwagę, Jody Gaylin Heyward w majowym numerze "Ladies Home Journal" z 1978 roku pyta: "Dlaczego więc stałe zwiększające się rzesze kobiet zgłaszają się do poradni z problemami, dotyczącymi współżycia? I dlaczego jest tyle przypadków rozczarowanych i zawiedzionych kobiet w najróżniejszym wieku? Może dlatego, że satysfakcja seksualna jest związana z czymś więcej, niż tylko fizyczną przyjemnością. Może dlatego, że częstotliwość orgazmów nie jest miarą psychologicznego zaspokojenia".

Seks w trzech wymiarach

Jody miała rację. Zastanówmy się, dlaczego tak często się zdarza, że seks, nawet w małżeństwie, nie przynosi spełnienia. Dzieje się tak dlatego, że seks, taki, jakim stworzył go Bóg, wymaga połączenia na trzech poziomach, w trzech różnych wymiarach. Jeśli zabraknie jedności w którymś z tych wymiarów, wówczas związek jest osłabiony. Pierwszy wymiar jest oczywisty. Jest to wymiar fizyczny. To ten, w którym dwoje ludzi staje się jednym ciałem pod względem fizycznym. Podstawowy związek biologiczny. Drugi to wymiar intelektualny, w którym ty jako osoba, istota ze wszystkimi jej myślami, pragnieniami i uczuciami, łączysz się z drugą osobą. W trzecim wymiarze - duchowym - dwoje ludzi staje się jednością pod względem duchowym. Seks jest więc trójwymiarowy i jeśli brakuje połączenia w którymś z wymiarów, twój związek będzie zawsze niepełny i nie zaspokoi wszystkich twoich potrzeb. Większość z nas dorasta, nie zdając sobie sprawy z istnienia tych trzech istotnych wymiarów. Zaczynamy kochać z nastawieniem: Jeśli jestem dobry w seksie, jeśli naprawdę potrafię zadowolić partnera pod względem fizycznym, inne problemy są nieważne. Będziemy w stanie je pokonać". Jest to jedno z największych kłamstw, które się obecnie propaguje. Dobre pożycie seksualne bardzo rzadko jest gwarantem dobrego związku. Ale wiem jedno: dobre małżeństwo jest gwarantem fantastycznego pożycia seksualnego, ponieważ dobre pożycie jest rezultatem dobrego związku, a nie jego przyczyną. A mimo to wielu ludzi męczy się, chcąc odnaleźć prawdziwą jedność tylko poprzez seks fizyczny.

Czy seks rozwiązuje problemy ?

Pozwólcie, że podam wam przykład sposobu myślenia niektórych mężczyzn. Gdy tylko pojawia się jakiś konflikt z kobietą, pierwszą rzeczą, którą robi mężczyzna, jest pójście z nią do łóżka. Dlaczego? Ponieważ myśli sobie: jeśli zadowolę ją fizycznie, problem, nieważne jaki, sam się rozwiąże. Zwykłe kobieta nie chce, żeby mężczyzna ją dotykał, póki sporna kwestia nie zostanie omówiona. Seks to ostatnia rzecz, której w tym momencie pragnie. To jednak nie powstrzymuje wielu mężczyzn i zaczynają naciskać kobietę, dopóki się nie podda. Rezultat jest taki, że rozwija się w niej negatywne podejście do seksu. Dlatego podkreślam fakt, że jeśli nie będziecie dbać o jedność w wymiarze intelektualnym i duchowym, wówczas będziecie okradać siebie i swoich partnerów w wymiarze fizycznym waszego związku. Jak ważny jest więc wymiar fizyczny? Moim zdaniem jest bardzo ważny. Wierzę jednak w więź idealną. Wymiar fizyczny stanowi zaledwie koło jednej dwunastej związku małżeńskiego. Ale jakaż wspaniała jest ta jedna dwunasta! Trzeba jednak zachowywać właściwe proporcje. Dlatego właśnie umysł jest najważniejszym narządem seksualnym! Znam wiele par, które zniszczyły cudowne związki, ponieważ ich umysły operowały mylnymi pojęciami i nastawieniem do seksu. W ramach przygotowań do napisania niniejszej książki, wraz z żoną zebraliśmy informacje z wielu wiarygodnych źródeł, m.in. od ludzi, którzy zajmują się poradnictwem i prowadzą badania w dziedzinie seksu i małżeństwa. Z danych wynika, że aż 85 do 90 procent problemów pozornie związanych z seksem to w rzeczywistości problemy dotyczące intelektualnego i duchowego wymiaru pożycia. Ponieważ wymiar fizyczny jest najbardziej konkretny, to często właśnie tutaj najpierw uwidoczniają się problemy. Kiedy o tym mówię, niektórzy stają się krytyczni i przybierają postawę obronną. Zwykle są to te same osoby, które twierdzą, że seks jest jak "wypicie szklanki wody". Podchodzą do mnie po wykładzie i mówią: "Josh, przecież nie zawsze seks jest czymś ważnym. Z niektórymi, owszem, jest, ale z innymi nie". Uważam, że takie podejście jest całkowicie błędne. Za każdym razem, kiedy dochodzi do fizycznego zbliżenia, nawet już przy zaawansowanych pieszczotach, jest to coś ważnego. Angażuje całą naszą osobę, w tym także umysł.

Programowanie na sukces

A jakiż to jest problem z naszym umysłem? Trudność polega na tym, że wielu z nas zostało niewłaściwie "zaprogramowanych". Zostaliśmy zalani fałszywymi informacjami. Wmawia się nam, że kluczem do spełnienia seksualnego jest przyłączenie się do rewolucji obyczajowej; odrzucenie starej moralności i przyjęcie nowej; eksperymentowanie z wieloma partnerami; ciągłe zmiany w celu zaspokojenia potrzeb. Precz z dyscypliną! Niech żyje przyjemność! Przypomina to znane powiedzenie z żargonu komputerowego "śmieć w środku, śmieć na zewnątrz". Jeśli zaprogramowano nas (lub daliśmy się zaprogramować), wprowadzając błędne informacje, wówczas będziemy wyciągać błędne wnioski. Tak właśnie jest w przypadku wielu z nas. Kładziemy nacisk na fizyczność, a nie na zmysłowość. Żeby odkryć na nowo spełnienie w miłości i zadowolenie z seksu, trzeba się przeprogramować. Kiedy wykładałem na uniwersytecie w Stanford, miałem okazję rozmawiać z niezwykłym człowiekiem, dr. Gerhardem Dirksem. Jest on jednym z tych, którzy przyczynili się do udoskonalenia komputerów. Przeczytałem, że Einstein miał I.Q. równe 207*. I.Q. dr. Dirksa wynosi 206! To wspaniały umysł. Wówczas był on właścicielem największej liczby patentów dla IBM. Podczas czteroipółgodzinnej rozmowy opowiedział mi, jak doskonalono komputer, biorąc za wzór ludzkie ciało. To było niesamowite. Rozmawialiśmy także o tym, jak programuje się ludzkie ciało i umysł. Dowiedziałem się, że odbywa się to na trzy sposoby: (l) wizualnie (poprzez wzrok), (2) audialnie (poprzez słuch) i (3) mechanicznie (poprzez czynności). Poprosiłem dr. Dirksa, żeby dokladnie powiedział mi, jak dochodzi do zaprogramowania ludzkiego ciała i umysłu w sprawach seksu. Podzielił się ze mną własnymi poglądami na ten temat. "Gdy dziewczyna ma stosunek z chłopakiem, dochodzi do zaprogramowania jej reakcji wizualnych, audialnych i mechanicznych na pewien zestaw czynności". Dr Dirks mówił dalej: "Moim zdaniem dzieje się rzecz następująca: dziewczyna zostaje zaprogramowana przez kilku mężczyzn (lub kilkudziesięciu). Potem spotyka swojego męża i nie jest w stanie właściwie reagować na jego program, ponieważ poprzednie doświadczenia zaprogramowały ją inaczej". Po czym dodał: "Naprawdę myślę, że najlepiej jest dla idealnego współżycia, gdy dwoje ludzi programuje się wzajemnie".

Co nas programuje ?

Następnie dr Dirks przedstawił sprawę z męskiego punktu widzenia. Gdy chłopak ma stosunek, nigdy go nie zapomina. Jest on bezpośrednio programowany w jego umyśle. Kobiety programuje się przede wszystkim poprzez dotyk, mężczyźni natomiast programowani są poprzez wzrok. Podczas gdy kobiety są pobudzane lub stymulowane głównie dotykiem, mężczyźnie wystarczy tylko popatrzeć. Kobietę fizycznie pobudzają pieszczoty. Mężczyźnie wystarczy rzut oka... i zaraz jest w pełnej gotowości. Dlatego właśnie twój umysł jest tak ważny - to najważniejszy organ seksualny, jaki posiadasz. Zaprogramowanie twojego umysłu staje się więc sprawą najwyższej wagi. My, mężczyźni, musimy szczególnie uważać na to, na co patrzymy. Kobiety zaś powinny zwracać uwagę na swój ubiór i jak są dotykane. Zdaję sobie sprawę, że w kontekście powszechnie panującej swobody obyczajów to, co mówię, graniczy z absurdem. Lecz jeśli sposób, w jaki programujemy nasz umysł, wpływa bezpośrednio na potencjał seksualnego spełnienia, zachowanie powyższych środków ostrożności jest grą wartą świeczki. Często mężczyźni i kobiety nie przywiązują wagi do tego, co ogląda ją i jak są dotykani. W rezultacie pozbawiają się wrażliwości stworzonej przez Boga po to, żeby pobudzać i zaspokajać ich seksualnie. Mężczyzna przyjmujący postawę swobody i wolności wobec seksu, może się otaczać zdjęciami nagich piękności i oglądać filmy pornograficzne. Po jakimś czasie rezultat będzie taki, że straci on wrażliwość na bodźce wizualne, które Bóg stworzył do zaspokojenia go w związku małżeńskim. Utrata tej wrażliwości spowoduje, że będzie on potrzebował coraz intensywniejszych bodźców erotycznych, aby uzyskać ten sam stopień podniecenia. Jeśli kobieta pozwala lub zachęca mężczyzn, żeby ją dotykali i pieścili w sposób niedbały albo nawet grubiański, wówczas jej reakcja na mężczyznę, któremu pewnego dnia będzie chciała się oddać całkowicie, będzie w znacznym stopniu osłabiona. Aby pokazać wam pozytywną stronę zasady programowania, rozważmy jej wpływ na kobietę i mężczyznę w małżeństwie. Jeśli początkowe programowanie mężczyzny odbywa się z jego żoną, a kobiety z mężem, pierwsze zbliżenie będzie dla nich obojga źródłem pewnej porcji danych i przyjemności. W ich pamięci zapisane zostaną pliki z modelami inicjacji i reakcji. Następny stosunek seksualny zapisze nowe pliki rozszerzające ich programy. Setki kolejnych doświadczeń z życia małżeńskiego i współżycia fizycznego nadal będą rozbudowywały i udoskonalały ich umysłowe oprogramowanie.

Nie jest więc trudno zrozumieć, dlaczego seks małżeński nie staje się nudny, ale z czasem coraz bardziej satysfakcjonujący. Odpowiednio zaprogramowane umysły umożliwiają spełnienie seksualne.

Możesz się przeprogramować!

Abyście mogli doświadczyć maksimum zadowolenia w miłości i seksie, prawdopodobnie wielu z was będzie zmuszonych do dokonania dość radykalnych zmian w oprogramowaniu. Myślę, że mogę mówić o tym z przekonaniem, ponieważ sam przeprogramowałem się dopiero podczas studiów w Kellogg College.

Kiedy byłem studentem, miałem zamiar zniszczyć chrześcijaństwo. Uważałem, że jest ono wielką farsą i chciałem to uświadomić innym. Gdy jednak próbowałem tego dokonać, nie byłem w stanie intelektualnie odrzucić chrześcijańskiej prawdy. W wyniku dociekliwych badań doszedłem do wniosku, że Jezus Chrystus jest tym, za kogo się podawał - Synem Bożym, Mesjaszem. I tak w 1959 roku, na drugim roku studiów, zaufałem Chrystusowi jako mojemu Panu i Zbawicielowi i poprosiłem, żeby wszedł w moje życie. Jezus zaczął zmieniać mój umysł i sposób myślenia. Po półtora roku stałem się zupełnie nowym człowiekiem. Zmienił się także mój pogląd na sprawy seksu. Jezus sprawił, że mogłem naprawdę dawać, nie żądając niczego w zamian. Właśnie wtedy zrozumiałem, jaka jest podstawowa różnica między "miłością pod warunkiem" i "miłością z powodu" z jednej strony, a "miłością - koniec, kropka" z drugiej.

Głęboko wierzę, że pierwszym krokiem do odnowy życia i umysłu jest pozwolenie Chrystusowi na dokonanie niezbędnych przeróbek. A kiedy już proces odnowy trwa, kiedy nasza osoba jest budowana na nowo, wówczas należy narzucić sobie trochę dyscypliny w stosunkach z płcią odmienną.

W miasteczku studenckim często słyszałem teksty z rodzaju: "Jeśli mnie kochasz, pozwolisz mi" albo "Nic na to nie poradzę - muszę". Kiedy je słyszysz lub sam je wypowiadasz, pamiętaj, że to nic innego jak "miłość pod warunkiem" lub "miłość z powodu". No i oczywiście jest jeszcze w zanadrzu stare "wszyscy to robią". Co za kiepski powód! Robić coś tylko dlatego, że ktoś inny to robi?!!! Jestem szczęśliwy, że Jezus Chrystus dał mi nowy charakter i sprawił, że nie robię pewnych rzeczy tylko dlatego, że są powszechne lub ktoś inny je robi.

I wreszcie stary, standardowy tekst: "Tylko ten jeden raz". Widziałem już tyle długotrwałych związków typu "Tylko ten jeden raz", że straciłem rachubę. Wszystkie te zwroty i motywacje opierają się na bardzo tanim, warunkowym rodzaju miłości. Odnawianie umysłu rozpoczyna się od zaufania Jezusowi Chrystusowi i trwa nadal poprzez przemianę naszych poglądów i postaw aż do związku typu "miłość - koniec, kropka".

Po co czekać do ślubu ?

Gdy tylko zaczynam mówić o odnowie umysłu i Jezusie Chrystusie, zawsze ktoś przerywa: "po co cały ten szum? Niby czemu mam czekać na właściwy moment i właściwą osobę? Dlaczego uważasz, że Bóg chce, aby seks był zarezerwowany dla małżeństw? A jeśli dwoje ludzi się kocha i są sobie oddani, choć nie dopełnili formalności związanych z zawarciem małżeństwa?". Moja odpowiedź jest taka: Bóg stworzył seks i ma na jego temat dużo do powiedzenia. W Biblii mówi między innymi: "nie będziesz cudzołożył". Cudzołóstwo jest biblijnym określeniem pozamałżeńskiego seksu, czyli także wszystkich stosunków seksualnych przedmałżeńskich. Kiedy po raz pierwszy o tym przeczytałem, nie będąc jeszcze chrześcijaninem, zirytowałem się. Chciałem powiedzieć: "Za kogo się uważasz, za Boga czy co?". Później odkryłem, że właśnie Nim jest.

Ale im dłużej studiowałem tę "instrukcję", im więcej rozmawiałem z młodymi ludźmi i im bardziej zastanawiałem się nad Pismem Świętym i własnym życiem, tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że za każdym razem, gdy Bóg daje nam przykazanie w formie zakazu, zawsze stoją za nim dwa pozytywne motywy. Pierwszym motywem jest ochrona, drugim zabezpieczenie. Bóg poprzez to przykazanie mówił mi: "Josh, zaczekaj. Ponieważ tak bardzo cię kocham, mam zamiar cię chronić i zabezpieczać, ażebyś mógł się cieszyć doskonałym związkiem ze swoją przyszłą żoną".

Ale po co czekać? Myślę, że jednym z powodów jest wyrobienie w sobie samokontroli, której nam wszystkim trochę brakuje. Jest wiele sytuacji już po ślubie, kiedy nie można uprawiać seksu, np. ze względu na chorobę, rozłąkę, czy pewne etapy ciąży. Gdy nauczymy się kontrolować życie seksualne przed ślubem, będziemy też mogli je kontrolować po ślubie. Dzięki owej samokontroli nasz związek wzbogaci się o czynnik zaufania. Jeśli moja żona wie, że przed ślubem byłem w stanie kontrolować swoje życie seksualne, nic nie zachwieje jej zaufania do mnie, gdy będę w delegacji. Powiesz pewnie: "To dziecinada". Może i tak, ale daje to nam i naszemu związkowi przewagę. Tak jak stworzył go Bóg - seks wymaga całkowitego oddania się drugiej osobie. A do tego potrzeba stuprocentowego zaufania. Gdy pomiędzy małżonków wkradają się podejrzenia, zaczyna się źle dziać. Dyscyplina przed ślubem umożliwia przeżywanie w małżeństwie maksimum seksu i miłości.

Jak porzucić seks?

Niektórzy może chcieliby zapytać: "Josh, ja chcę poczekać z seksem na właściwy czas i właściwą osobę, ale jak mam to zrobić?" lub: "Wiesz, rozpoczęłam już współżycie, ale od tej pory chcę przestać. Jak mam to wytłumaczyć mojemu chłopakowi, skoro już uprawialiśmy seks?" Prawdziwym problemem jest zaniechanie współżycia, kiedy się je już rozpoczęło. Po prostu bardzo trudno jest z niego zrezygnować. Sądzę jednak, że jest to konieczność. I choć moja odpowiedź na powyższe pytania jest prosta, sprawa nie należy do łatwych. Proponuję powiedzieć partnerowi bezpośrednio i zwyczajnie "nie", wyjaśniając jakie są tego powody. Jeśli będzie nalegał lub nalegała, to znaczy, że nie kocha cię naprawdę. To co nazywa miłością, w rzeczywistości jest tylko pożądaniem. Nieważne czy jest to mężczyzna narzucający kobiecie swoje poglądy w tej dziedzinie, czy odwrotnie. Uważam, że ktoś, kto wymusza uległość na jednym polu, nie zawaha się zrobić tego samego na innym. Może to być kłamanie, oszukiwanie lub cokolwiek innego. Taki typ człowieka nie jest dobrym materiałem na współmałżonka. Pamiętaj, że to w małżeństwie realizuje się pełna miłość i seks. Chyba nikt by nie chciał, żeby ojcem lub matką jego dzieci był ktoś, kto nie traktuje poważnie jego poglądów i pragnień.

Kilka praktycznych rad

Jeśli chcesz teraz zaprogramować pozytywnie swój umysł, udzielę ci kilku praktycznych rad. Poza powierzeniem swego życia Jezusowi Chrystusowi, co stanowi podstawę, i zachowaniem ostrożności w doborze "tekstów" i w reakcjach na nie, oto jakie można jeszcze przedsięwziąć kroki. Ponad 2700 łat temu autor Księgi Przysłów napisał o człowieku: "Bowiem tak, jak myśli, taki jest". A więc to, o czym myślisz, decyduje o tym, kim jesteś. Myśli - poglądy - czyny - osiągnięcia - taka jest kolejność. 750 łat później św. Paweł, zainspirowany przez Boga, dodał te słowa: "Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu" (...) (Rz 12,2). Zasada jest więc następująca: stajesz się takim, jakie są twoje myśli. Zmienić nasze czyny możemy tylko poprzez zmianę sposobu myślenia. Wcześniej wspomniałem komputerowe wyrażenie "śmieć w środku, śmieć na zewnątrz". Przejdźmy do szczegółów. Uważaj na to, co czytasz. Wiesz, co jest dla ciebie dobre, a co nie. Jeśli jest jakieś pismo lub książka, która wywołuje u ciebie fantazje erotyczne, najlepiej będzie, jeśli ją odłożysz. Fantazje erotyczne mogą być źródłem nierealnych oczekiwań, które później, w małżeństwie, mogą nigdy nie zostać spełnione.

Jeśli okazuje się, że filmy, na które chodzisz, powoli (lub szybko) odciągają cię od niedawno powziętych decyzji, możesz być zmuszony przestać je oglądać. Nie jesteś głupi, wiesz, co ma na ciebie wpływ. Musisz się zdecydować. Nie jestem w stanie przedstawić ci wzorców postępowania, które dokładnie będą odpowiadały twoim wymaganiom. Mogę jednak powiedzieć: "Jak kto myśli, taki jest" i zdecydowanie powtórzyć, że wszyscy musimy odnowić nasze umysły poprzez Jezusa Chrystusa.

Innym polem do dokonania odnowy jest twoja mowa. Słowa mają prawie tak samo duży wpływ na nasze czyny, jak myśli.

Jeśli opowiadasz nieprzyzwoite dowcipy, robisz aluzje erotyczne i prowadzisz prowokujące rozmowy, wpływa to zarówno na ciebie, jak i na twoje otoczenie. Absolutnie nie twierdzę, że mówienie o seksie jest złe, trzeba jednak uważać na kontekst takiej rozmowy. Czy przypadkiem nie wyrażasz powszechnego poglądu, że seks jest grą, "czymś zabawnym"? Być może jednak twoje słowa podkreślają piękno, ważność i wartość całkowitego oddania się oraz wspaniałego seksu we wspaniałym związku małżeńskim?

Wreszcie uważaj na przebieg swoich randek. Po przekroczeniu pewnej granicy trudno jest zawrócić. Musisz wiedzieć, na co możesz pozwolić sobie i swojemu partnerowi. Uwaga też na tak zwane tło. Bez względu na to, jak bardzo "odnowiony" jest twój umysł, wspólne leżenie na dywanie przy dźwiękach romantycznej muzyki o drugiej w nocy jest czystą głupotą i dowodem, że nie traktujesz poważnie świętości seksu.

Jednak przeciwstawianie się pokusom współżycia przed ślubem to nie wszystko. Trzeba na nowo wypełnić te miejsca w naszym umyśle, które zostały opróżnione. Odnowa wymaga przeprogramowania.

Psalmista miał pewną radę, która do dziś dnia nie straciła na wartości: "Jak młodzieniec zachowa ścieżkę swą w czystości? - Przestrzegając słów Twoich" (Ps 119,9). Przywiązuję ogromną wagę do studiów biblijnych. Pożywianie się Słowem Bożym neutralizuje całe oprogramowanie, które pochodzi ze świata zewnętrznego. Jeśli nie zajmowałeś się jeszcze lekturą Biblii, proponuję żebyś kupił jej współczesne tłumaczenie i zaczął czytać. Zacznij od Ewangelii wg św. Jana, a potem przeczytaj Nowy i Stary Testament. Zobaczysz, że odpowiadając posłusznie na Słowo Boże, twoje życie nabierze niewiarygodnego znaczenia, a pustka, którą poprzednio próbowałeś wypełnić seksem, zostanie wypełniona miłością Boga do ciebie. Tym jest odnowienie umysłu. W końcu umysł jest najważniejszym narządem seksualnym.

* I.Q. - inteligence quotient - iloraz inteligencji; potencjalne zdolności człowieka, zmierzone specjalnie w tym celu ułożonymi testami. Osobę osiągającą wynik od 90 do 100 określa się jako "normalną", od 100 do 130 jako "inteligentną", powyżej 130 "uzdolnioną", poniżej 90 "tępą", poniżej 75 "opóźnioną w rozwoju" - Władyslaw Kopaliński, Słownik Wyrazów obcych i Zwrotów obcojęzycznych, Warszawa 1989, Wiedza Powszechna - przyp. red. .

 

 

6. Czy można zacząć wszystko od nowa?

Na tym etapie prawdopodobnie wyrobiliście sobie jedną z trzech opinii dotyczących tego, co powiedziałem o seksie i kochaniu. Mówicie: "Josh, masz całkowitą rację. Zgadzam się z tobą i staram się żyć i kochać tak, jak to opisujesz". Albo: "Josh, chyba zwariowałeś; przywiało cię chyba z osiemnastego wieku. Ja zamierzam żyć tak, jak ludzie współcześni". Albo też: "To dla mnie coś nowego, choć przesłanie nie jest pozbawione sensu. Mój styl życia nie jest nawet zbliżony do tego, co opisujesz. Czasem jednak byłem trochę niepewny, jeśli chodzi o moje zachowania seksualne; nieraz czułem się przegrany. Teraz mam poczucie winy. Chcę rozpocząć nowe życie i zmienić swoje postępowanie pod względem seksu. Chciałbym zaznać "miłości - koniec, kropka", nie wiem jednak, od czego zacząć".

Ponieważ ci z was, którzy identyfikują się z pierwszą wypowiedzią, posiedli już tajemnicę miłości, a ci, których opinia jest podobna do drugiej, nie są zainteresowani, chciałbym przez chwilę porozmawiać z tymi wszystkimi, których reakcje kwalifikują do trzeciej grupy. Pozwólcie sobie powiedzieć na samym początku, że jest ogromna nadzieja. Możecie się zmienić i prowadzić życie, którego pragniecie. A oto jak to zrobić.

Część z was nie jest chrześcijanami. Do was zwrócę się najpierw. Potem chciałbym pomówić z tymi, którzy są chrześcijanami, lecz nadał znajdują się niedaleko od celu. Mam tysiące sygnałów od tych, których gnębi głębokie poczucie winy, związane z zachowaniami seksualnymi.

Zacznij od nowa już teraz

Jeśli jesteś jedną z tych osób, które nie doświadczyły jeszcze osobistej więzi z Jezusem Chrystusem, odpowiedzią na twoje poczucie winy nie będzie długa lista zakazów dotyczących seksu. Nie będzie nią też stwierdzenie "Wolny seks jest dla ciebie właściwy". Myślę, że najlepszym punktem wyjścia dla ciebie i dla wszystkich innych będzie to samo, co dla mnie w 1959 roku - odkrycie Jezusa Chrystusa. Tak, osobiste spotkanie z niezwykłą osobą Jezusa Chrystusa, które odmieni twoje życie. Zanim jednak przestaniesz mnie słuchać, pozwól mi podać dwa główne powody, dlaczego tak uważam.

Pierwszy to kwestia przebaczenia - oczyszczenia sumienia. Sądzę, że pierwszym krokiem w kierunku kontroli życia seksualnego (i, jeśli już o tym mowa, w każdej innej dziedzinie) jest doznanie przebaczenia i usunięcie winy. Przebaczenie jest sprawą Boga. Jednym z głównych powodów, dla których Jezus przyszedł na ziemię, było przebaczenie ludziom i oczyszczenie ich sumień. Biblia mówi: "Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją" (Iz 1,18). To dlatego Jezus Chrystus umarł na krzyżu - żeby przebaczyć tobie, mnie, nam wszystkim. Wszyscy bowiem potrzebujemy przebaczenia.

Kierownik zakładu dla psychicznie chorych powiedział podczas seminarium, że 50 procent jego pacjentów mogłoby pójść do domu, gdyby wiedzieli, że im wybaczono. Gdy dr Billy Graham miał wykłady w Honolulu, wysłano tam grupę psychologów, żeby zebrali materiał stanowiący podstawę do skrytykowania go. Jednak jednomyślnie zgodzili się w pewnej kwestii: gdy dr Graham nawoływał ludzi do okazania skruchy i przyjęcia Bożego przebaczenia w Chrystusie, było to nawet z ich psychologicznego punktu widzenia dobre, ponieważ ludzie pragną przebaczenia.

Czy wiesz, dlaczego ludzie czują się winni? Ponieważ są winni. Biblia podkreśla, że wszyscy zgrzeszyliśmy i nie zasługujemy na chwałę Boga. "Wszyscy", to znaczy także ja i ty. Lecz jeśli teraz zwrócisz się do Jezusa i poprosisz Go, żeby przejął władzę nad twoim życiem, otrzymasz Boże przebaczenie. Kiedy powiedziałem to pewnemu studentowi, ten odparł: "Skąd wiesz, że Bóg mi przebaczy? Nawet nie wiesz, co zrobiłem". Powiedziałem: "Chłopcze, nie obchodzi mnie, co zrobiłeś, nie obchodzi mnie, jak bardzo byłeś zepsuty. Bóg cię kocha, przebaczy ci i puści w niepamięć to, co minęło".

Skąd mogę to wiedzieć? Co daje mi tę pewność? Po pierwsze, jest to napisane w Bożej księdze, W Piśmie Świętym. A Bóg nie kłamie. Z bardzo wielu powodów wierzę w Jego Słowo. Po drugie, doskonale pamiętam noc na uniwersytecie, kiedy przyjąłem Chrystusa jako mojego Zbawiciela. Tej nocy spałem jak niemowlę i od tamtej pory ani razu poczucie winy nie odebrało mi snu.

Wolność bez ograniczeń

Drugim powodem, dla którego uważam, że zwrócenie się do Chrystusa jest niezbędne, jest wolność. Jezus ma moc obdarzania nas prawdziwą wolnością. Widzisz, życie chrześcijańskie jest życiem nadprzyrodzonym. Jak mówi Pismo Święte, a potwierdzą moje osobiste doświadczenia oraz doświadczenia milionów innych chrześcijan na przestrzeni wieków, gdy zaufasz Chrystusowi, w twoim życiu w sposób nadprzyrodzony pojawi się Duch Święty, który całkowicie cię odmieni. Dosłownie będziesz wtedy jak nowo narodzony.

Wolność, którą daje nam Chrystus, jest zupełnie inna od jej współczesnego wyobrażenia. Świat mówi nam, że wolność w seksie zdobywa się poprzez oddawanie się mu. Jezus daje rozsądniejszą propozycję. Mówi: "Wolność w seksie zdobywa się poprzez panowanie nad nim". Z Jezusem możemy kontrolować tę sferę naszego życia. Jeśli się na to nie zdecydujemy, nie będziemy naprawdę wolni. Pozostaniemy niewolnikami naszych zmysłów i namiętności.

Powodem, dla którego tak wielu ludzi przywiązuje się do wolnego seksu jest to, że najwidoczniej nie widzą dla siebie innego wyboru. Nie potrafią się kontrolować. Lecz jeśli przyjdziesz do Chrystusa i uznasz Go za swojego Pana i Zbawiciela, przebaczy ci, oczyści cię, stanie się częścią twojego życia i odmieni twe wnętrze tak, jak odmienił moje. Obdarzy cię zdolnością mówienia "nie" w tych sterach twojego życia, w których jest ono konieczne i "tak" w tych, które tego właśnie wymagają.

Opisałem osobisty związek z Jezusem Chrystusem, ale nie powiedziałem jeszcze, jak go rozpocząć. Być może myślisz teraz: "Nie wiedziałem, że chrześcijaństwo to związek z Jezusem Chrystusem. Chciałbym poznać Go osobiście i doświadczyć, że mi przebaczył tak, aby moje sumienie zostało oczyszczone. Chciałbym wiedzieć na pewno, że Jezus Chrystus żyje we mnie".

Pamiętam, kiedy sam miałem podobne myśli i nie wiedziałem, co robić. Jeden z moich przyjaciół powiedział mi: "Josh, pomodlę się tak, jak sam się modliłem, żeby Chrystus wszedł do mojego życia. Może moje słowa pomogą ci wyrazić Bogu twoje pragnienie zaufania Jezusowi". I odkąd Jerry zrobił to dla mnie, jestem mu tak wdzięczny, że sam pragnę robić to samo dla innych ludzi.

Podzielę się więc z tobą tym, czym podzielił się ze mną Jerry. Jeśli chcesz zwrócić się do Boga tu, gdzie teraz jesteś, zrób to. Modląc się pamiętaj, co Bóg mówi w Ewangelii wg św. Jana 1,12: "Wszystkim tym jednak, którzy Go przyjęli, dał moc, aby się stali dziećmi Bożymi". Oto modlitwa:

Panie Jezu, potrzebuję Cię. Przebacz mi i oczyść mnie. Od tego momentu ufam Tobie jako mojemu Panu i Zbawicielowi. Zasiądź na tronie mojego życia, odmień moje wnętrze. Dziękuję, że mogę Ci zaufać. Amen.

Nie jest to najbardziej skomplikowana modlitwa, jaką słyszałeś. Jest jednak niezwykle doniosła, ponieważ może dać początek trwałej więzi z Bogiem.

Nowe narodziny

Jeśli właśnie teraz zdecydowałeś się zaprosić Jezusa do swojego życia, proponuję, żebyś przed pójściem spać trzy razy przeczytał trzeci rozdział Ewangelii wg św. Jana. Zanim zaczniesz czytać, pomódl się, na przykład w taki sposób: "Boże, jeśli jesteś Bogiem, a Chrystus Twoim Synem, jeśli to, co przeczytam w Biblii jest prawdą, jeśli rzeczywiście stałeś się częścią mojego życia w odpowiedzi na prośbę, którą właśnie do Ciebie skierowałem, a Ty przebaczyłeś mi, proszę spraw, żebym się o tym przekonał. Pomóż mi zdobyć wewnętrzną pewność, że jest to prawda". Przez następne dni i miesiące będziesz mógł zaobserwować zmiany w twoim sposobie myślenia i czynach.

Gdy w centrum twojego jestestwa dokona się fundamentalna przemiana, będzie rzeczą naturalną, że zacznie się ona objawiać na różne sposoby. Często prawie natychmiast pojawia się poczucie nowego wewnętrznego spokoju i bezpieczeństwa. Zauważysz, że zmienią się twoje reakcje na różne życiowe wydarzenia. To, co przedtem wywoływało strach lub złość, przestanie tak na ciebie wpływać. Zaczniesz wyrażać bardziej bezinteresowną miłość niż kiedykolwiek przedtem.

Możesz także doświadczyć innych zmian w twoim podejściu do życia i czynach, które dane będą przez Boga specjalnie tobie. Abyś mógł wzrastać w twoim nowym życiu, czytaj regularnie Pismo Święte oraz zacznij uczęszczać na spotkania jakiejś wspólnoty chrześcijańskiej, gdzie będziesz mógł dzielić się z innymi swoją wiarą i lepiej poznawać Jezusa.

Chrześcijanie też mają problemy

Pozwólcie, że zwrócę się teraz do tych z was, którzy już wcześniej zaprosili Chrystusa do swoich serc. Może się to wydawać dziwne, ale chrześcijanie mają czasem więcej problemów z kontrolowaniem życia seksualnego niż niechrześcijanie. Jak już wcześniej powiedziałem, seks angażuje nas fizycznie, umysłowo i duchowo. Toteż gdy chrześcijanin nawiązuje bliski związek z chrześcijanką, zaczyna się on od więzi duchowej. I jeśli ich osobowości łatwo się zintegrują, naturalną tendencją będzie dążenie do zbliżenia fizycznego. Jeśli nie zdają sobie z tego sprawy, może im być bardzo trudno się kontrolować.

Charlie Sheeld, który często pisał na ten temat, mówi żartobliwie: "Nie zachęcałbym par, żeby modliły się na randkach. Dobra modlitwa prowadzi do dobrego seksu". I ma rację - z właściwą osobą, we właściwej sytuacji (małżeństwo), seks jest dobry i wspaniały. To samo można powiedzieć o modlitwie. Jestem głęboko przekonany, że im silniejsza więź duchowa, tym silniejsza może być więź fizyczna.

Jakiś czas temu przeprowadzono ankietę wśród osób wierzących i jednym z wniosków było, że "przekonania religijne zwiększają radość z uprawiania seksu". Sądzę, że głównym źródłem owej zależności jest fakt, że Bóg stworzył każdego człowieka jako wartościową osobę. Dlatego nie można nikogo wykorzystywać. Najpierw trzeba myśleć o tym, co można dać drugiemu człowiekowi, a nie co można od niego dostać. W małżeństwie postawa dawania, a nie brania, eliminuje wiele problemów seksualnych. Przed ślubem może ona prowadzić do pewnych problemów, ponieważ "miłość - koniec, kropka" jest tak nieprzeparta, że ludzie w sposób naturalny dążą do większego zaangażowania fizycznego.

Jeśli więc jesteś chrześcijaninem, któremu nie udaje się panować nad odruchami seksualnymi i masz z tego powodu poczucie winy, powiem ci jak się go pozbyć na zawsze.

Pierwszym etapem jest wyznanie swoich grzechów. Uzyskanie przebaczenia jest równie ważne dla chrześcijanina, jak i dla kogoś, kto nim nie jest. Gdy Jezus Chrystus umarł na krzyżu prawie 2000 lat temu, oddał życie za każdy grzech, który kiedykolwiek popełniłeś lub popełnisz w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Możesz sobie pomyśleć: "Zaraz, zaraz, moje przyszłe grzechy też?" 2000 lat temu wszystkie twoje grzechy były przyszłe, a jednak Chrystus umarł za nie. Możesz też zapytać: "Jeśli zostały mi wybaczone, dlaczego muszę je wyznawać?" Myślę, że są dwa powody.

Powód pierwszy. Pismo Święte mówi, abyśmy to robili. W Pierwszym Liście św. Jana apostoła czytamy: "Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości" (1 J 1,9).

Drugi powód jest osobisty i pragmatyczny. Zachęcam wierzących do wyznawania grzechów, żeby zaczęli praktycznie doświadczać tego, co już mają - przebaczenia. Wielu chrześcijan zachowuje się bowiem tak, jakby zwolniono ich warunkowo z więzienia, podczas gdy w rzeczywistości zostali ułaskawieni. Nie zdają sobie sprawy z różnicy. Gdy ktoś jest zwolniony warunkowo z więzienia, musi być w stałym kontakcie ze swoim kuratorem, lecz nadal jest traktowany jak przestępca i jego życie jest ograniczone mnóstwem zakazów. Żyje w ciągłym napięciu i stałe ma się na baczności, żeby nie zrobić czegoś, co spowoduje, że będzie musiał wrócić za kratki. Ułaskawienie daje pełną wolność. Żadnych zakazów, żadnego kuratora. Tak jakbyś nigdy nie popełnił przestępstwa.

Żeby jeszcze lepiej zrozumieć pojęcie ułaskawienia, przyjrzyjmy się greckiemu słowu "wyznanie". Biblię napisano w języku greckim i hebrajskim; aby zrozumieć prawdziwy sens niektórych słów, warto czasem poznać ich oryginalne znaczenie. Greckie słowo oznaczające wyznanie składa się z dwóch rdzeni: jeden oznacza "to samo", drugi "powiedzieć". Tak więc wyznanie oznacza "powiedzenie tego samego", co Bóg mówi o grzechu. A Bóg mówi: (l) grzech jest złem, (2) grzech jest przebaczony. Gdy wyznajemy nasze grzechy, Duch Święty przekazuje przebaczenie, które Chrystus wyjednał nam na krzyżu, i zaczynamy go doświadczać. Tak więc z całkowitym przekonaniem namawiam chrześcijan, mających problemy z seksem, aby w pierwszej kolejności wyznali Bogu swoje grzechy. Potem zachęcam do zaproszenia Chrystusa także do sfery ich życia seksualnego. Co to znaczy?

Jezus bardziej troszczy się o twoje życie seksualne niż ty sam. Wiem, że niektórzy nie będą chcieli w to uwierzyć, ale to prawda, Zaproszenie Jezusa, aby kierował twoim życiem, oznacza zaufanie Mu we wszystkich dziedzinach. To znaczy, że pozwalasz Duchowi Świętemu, który jest źródłem twojej mocy, aby dodawał ci sił, gdy mówisz "nie" i chcesz się oprzeć pokusie grzechu. Oznacza to w końcu, że pozwalasz Bogu, aby odnowił twój umysł. I gdy do tego dojdzie, przekonasz się, że odniesiesz sukces i przed ślubem (kontrolując swoje życie seksualne) i po ślubie (osiągając pełną satysfakcję ze wspaniałego współżycia seksualnego w związku małżeńskim).

Przebaczenie na trzech poziomach

Do tej pory mówiłem osobno do niechrześcijan, a potem do chrześcijan. Teraz chciałbym zająć się pojęciem przebaczenia bardziej szczegółowo. Wielu znanych mi psychologów uważa, że najważniejszym problemem, jeśli chodzi o samoakceptację, samookreślenie i związki międzyludzkie, jest brak przebaczenia na trzech poziomach: w relacji z Bogiem, z ludźmi i samym sobą. Mówiliśmy już o Bożym przebaczeniu. Jezus Chrystus zapłacił za nasze grzechy, przebaczenie zostało dokonane i możemy go doświadczyć. Bóg mówi o tym i ja w to wierzę, ponieważ czytałem i słyszałem o tym oraz doświadczyłem tego osobiście. To pierwszy poziom.

Drugi poziom to dwie postacie przebaczenia w stosunkach międzyludzkich. Pierwsza, to przebaczenie innym - tym, którzy wyrządzili ci krzywdę lub wykorzystali cię w miłości, seksie czy w innych sprawach. Nie tylko możemy, ale wręcz mamy obowiązek to zrobić. Modlitwa Pańska mówi: "Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom". Czy zastanawiałeś się kiedyś nad sensem tych słów? Jest to prośba do Boga, aby był dla ciebie tak łaskawy, kochający i wyrozumiały, jak ty dla innych. Jeśli po tej modlitwie mamy zawzięte serce, wówczas jesteśmy duchowymi hipokrytami.

W Ewangelii wg św. Mateusza Chrystus mówi o przebaczeniu. Gdy Piotr pyta, ile razy ma komuś przebaczyć, Jezus odpowiada, że nie siedem razy, lecz siedemdziesiąt razy po siedem (zob. Mt 18,21-22). Nieważny jest wynik tego mnożenia, chodzi o zasadę. Przebaczaj tyle razy, aż stracisz rachubę. Zawzięte serce rodzi gorycz. Im dłużej nie przebaczasz, tym bardziej owo ziarno goryczy rozrasta się w tobie i w końcu strawi cię zupełnie. Zniszczy nie tylko ciebie, ale i twoich najbliższych.

Na pewno niektórzy z was zostali zranieni przez ludzi, którym nawet nie przyszło do głowy, żeby do was przyjść i poprosić o przebaczenie. Mimo to Bóg pragnie, byście im przebaczyli. W Piśmie Świętym nigdzie nie jest napisane: "Przebaczaj tylko wtedy, gdy do ciebie przyjdą; w przeciwnym razie nie przebaczaj im w ogóle". To ty odnosisz największe korzyści z udzielonego przez siebie przebaczenia. Oczyszcza ono twoje życie, abyś mógł dalej kochać i żyć. Uwalnia cię od zawziętości i goryczy, abyś uczestniczył w Bożej obfitości życia.

Druga strona medalu

Przebaczenie w stosunkach międzyludzkich ma także inną postać - jest nią przyjmowanie przebaczenia. Jezus nauczał, że jeśli masz coś przeciwko swojemu bratu lub siostrze, rzuć wszystko i napraw to (zob. Mt 5,23-24). Jeśli wyrządziliśmy komuś krzywdę, to w większości przypadków ważne jest, abyśmy poprosili o przebaczenie, po czym je przyjęli. Mówię "w większości przypadków", ponieważ uważam, że są takie sytuacje, w których proszenie o przebaczenie otworzyłoby tylko stare rany. Gdybyś na przykład poszedł do swojej byłej dziewczyny, niewidzianej od kilkunastu łat, a teraz szczęśliwej żony kogoś innego, mógłbyś tylko przywołać nieprzyjemne wspomnienia, którymi mogła się nawet nigdy nie podzielić ze swoim mężem. Sądzę, że takie sytuacje musisz w modlitwie przekazać działaniu Ducha Świętego.

Wiele przykładów przebaczenia znajdziesz w Piśmie Świętym. Niektóre słynne biblijne postacie to ludzie rozpaczliwie potrzebujący przebaczenia. Dawid, którego serce spodobało się Bogu, dopuścił się cudzołóstwa z Batszebą, a następnie zaaranżował zabójstwo jej męża podczas bitwy, ażeby móc się z nią ożenić. Wyznanie tych grzechów przez Dawida jest za pisane w pięknym Psalmie 51. Bóg przebaczył mu i pobłogosławił go.

Św. Piotr trzykrotnie wyparł się Chrystusa w decydującym momencie. A jednak Bóg przebaczył mu i sprawił, że stał się on opoką Kościoła. Św. Paweł, zanim sam się nawrócił, był odpowiedzialny za śmierć setek chrześcijan. Lecz Bóg mu przebaczył. Są to tylko trzy spośród wielu przypadków zapisanych w Biblii. Bóg zajmuje się przebaczaniem niejako zawodowo i mamy szansę przyjąć Jego miłość i łaskę.

Załóżmy jednak, że uzyskaliśmy przebaczenie, lecz pewne konsekwencje popełnionych przez nas grzechów nadal istnieją. Jeśli jesteś odpowiedzialny za poczęcie dziecka, które zostało oddane do adopcji, zawsze będziesz wiedział, że ono gdzieś żyje. Jeśli straciłaś dziewictwo tak dawno temu, że już nawet nie pamiętasz, kiedy, niektóre z tych wspomnień mogą cię dręczyć. Chrystus ma jednak zdumiewającą moc leczenia również wspomnień, toteż konsekwencje przeszłych grzechów nie będą cię paraliżować.

R. C. Sproul, mój przyjaciel, twierdzi, że można odzyskać utracone dziewictwo. Oczywiście, nie chodzi mu o dziewictwo fizyczne, lecz duchowe i psychologiczne. Bóg mówi bowiem w Piśmie Świętym, że gdy odpuszcza nam winy, tym samym zapomina o nich. Topi je w najgłębszym oceanie i jesteś dla Niego znów czysty jak łza. Dlatego nie musisz dalej dźwigać brzemienia popełnionych grzechów ciała. Możesz żyć dalej jako nowa osoba. Bóg przebaczył ci i zapomniał.

Bóg jest wspaniały: nie tylko przebacza, lecz także zapomina! Puszcza twoje winy w niepamięć. Możesz poczuć się świeży, nowy, czysty, bez względu na to, jak grzeszna była twoja przeszłość. Twoje dobre chęci stania się lepszym mogą się urzeczywistnić poprzez miłość Chrystusa i niezasłużoną łaskę, jaką cię obdarza. Rozpoczęcie wszystkiego od nowa jest marzeniem, które można spełnić. Dzięki wyznaniu grzechów i złożonej przez Chrystusa ofierze może się ono stać rzeczywistością .

Trzeci poziom dotyczy ciebie. Dla wielu ludzi przebaczenie samemu sobie jest bardzo trudne. Mają poczucie, jakby ciężar ich grzechów był tak ogromny, że nikt nie jest w stanie im przebaczyć. Zbadajmy tę postawę. Jeśli Stwórca wszechświata mówi, że ci wybaczył, że wymazał wszystkie twoje winy, to znaczy, że tak jest na pewno. Jeżeli sam Bóg ci przebaczył, zrób sobie przysługę i sam też sobie przebacz. Bóg akceptuje cię i kocha miłością bezwarunkową; On mówi, że zostało ci wybaczone.

Jeśli chcesz, możesz sprawdzić, co mówi na temat przebaczenia Pismo Święte. Przeczytaj 1 J 1,9; Ps 103,12; Iz 43,25; Hbr 10,16-18; 1 J 2,1-2.

Teraz, kiedy rozpocząłeś wszystko od nowa, pomówmy o tym, co dalej. W dwóch następnych rozdziałach będzie mowa o randkach i dobieraniu sobie partnera.

  

7. Czy mężczyźni reagują inaczej niż kobiety?

Czy pamiętasz swoją pierwszą randkę? Ja owszem i to bardzo dobrze. Byłem tak podniecony, że zacząłem się kąpać cztery godziny wcześniej. To znaczy dorwałem płyn do kąpieli mojej siostry, napuściłem wody do wanny i wyszorowałem się jak nigdy! Zawiązanie krawatu - to dopiero było wydarzenie. Musiałem na nie przeznaczyć pół godziny. Wiązałem go siedem razy, aby się upewnić, że dobrze leży. A potem włosy! Każdy kosmyk musiał być dobrze ułożony. Wziąłem lusterko mojej siostry (używane przez nią do wyszukiwania nowych pryszczy) i, trzymając je ostrożnie z tyłu głowy, szukałem odstających włosów, które trzeba było przylizać większą ilością żelu.

A potem jeszcze woda kolońska. Rany, to dopiero było ważne. Ponieważ używałem jej po raz pierwszy, nie miałem pojęcia, ile jej na siebie wylać. Mój starszy brat-elegant kupował sobie drogie kosmetyki, toteż w dniu mojej pierwszej randki wkradłem się do jego pokoju i zacząłem eksperymentować z jego buteleczkami (z nastawieniem "im więcej, tym lepiej"). Gdy wychodziłem z domu, pachniałem jak fabryka wód kolońskich. Poszedłem po dziewczynę do domu. Byłem tak zdenerwowany, że o mało nie zwymiotowałem w pobliskie krzaki. Z chodnika do drzwi jej domu prowadziła ścieżka. Sprawiała wrażenie tak szerokiej i długiej, a ja byłem tak przerażony, że zanim ją pokonałem, obszedłem dom naokoło. Pamiętam, jak podszedłem do drzwi i przycisnąłem dzwonek. Stałem tak w oparach wody kolońskiej, zastanawiając się, czy nie uciec i mając nadzieję, że nikt nie otworzy. Ktoś to jednak zrobił - jej ojciec.

- Dzień dobry, jestem Josh - powiedziałem niemrawo.

- Wejdź, proszę - odparł. Ponieważ była to pierwsza randka jego córki, sądzę, że był równie zdenerwowany, jak ja, ale nie dał tego po sobie poznać.

- Dziękuję panu - powiedziałem. Siedzieliśmy w ciszy przerywanej od czasu do czasu krótkimi pytaniami i jeszcze krótszymi odpowiedziami.

- Jak tam w szkole, synu?

- Bardzo dobrze, proszę pana.

- Jak tam drużyna piłkarska?

- Mhm, niezbyt dobrze, proszę pana.

- Jak tam ojciec?

- Bardzo dobrze, proszę pana.

Wtedy weszła ona. Była chyba najpiękniejszą dziewczyną, jaką kiedykolwiek widziałem. Musiała się zacząć szykować godzinę wcześniej niż ja!

Poszliśmy do kina. Nie był to najprzyjemniejszy wieczór w moim życiu, ze względu na zdenerwowanie, ale rozpierała mnie duma, gdy otwierałem swój portfel z dziesięcioma jednodolarowymi banknotami (dostałem kieszonkowe za dziesięć miesięcy z góry). Trzymałem go w ręku jak Rockefeller; jak gdyby mieścił się w nim cały amerykański dochód narodowy brutto.

W kinie nie czułem się swobodnie. Nie wiedziałem, czy podczas filmu można rozmawiać ze swoją dziewczyną. Zacząłem się też obficie pocić. Zamiast do ucha, szeptałem jej prosto w nos. Był to niezapomniany wieczór.

Ale, jak wszyscy wiemy, po pierwszej randce jest się bardziej doświadczonym i bardziej śmiałym. Po tygodniu myślałem już o trzymaniu dziewczyny za rękę. Następnym razem, kiedy przyszedłem po nią do domu, zwracałem się do jej ojca per "George", zamiast "proszę pana". Na kolejnej randce w kinie zaplanowałem odważne posunięcie. Poprawiłem się w fotelu, usztywniłem lewą nogę, podniosłem prawy bark i niby od niechcenia objąłem dziewczynę ramieniem. Siedziałem w tej koszmarnie niewygodnej pozycji, próbując jednocześnie oglądać film. W dziesięć minut później poczułem ból - najpierw w górnej części ramienia, potem coraz niżej, aż zacząłem myśleć, że umrę przed zakończeniem filmu. Z czasem jednak możliwość obejmowania dziewczyny zaczęła powoli tracić na atrakcyjności i trzeba było przejść do innych rzeczy. Coraz odważniej i odważniej...

Po nawiązaniu kontaktu fizycznego. . .

Wszyscy mamy tego rodzaju wspomnienia. Ja, siłą rzeczy, opowiedziałem je z perspektywy mężczyzny, ale jestem pewien, że wy, kobiety, też macie coś na ten temat do powiedzenia. Bez względu na to, gdzie i z kim chodziliśmy na randki i co na nich robiliśmy, wszystkie je łączy pewne podobieństwo - fizyczna progresja. Owa progresja pociąga za sobą to, co ja nazywam Prawem Słabnących Reakcji. Jeden rodzaj fizycznego kontaktu zadowala nas przez pewien czas, po czym jego oddziaływanie słabnie. Potem musimy mieć trochę więcej, lecz i to powszednieje. Potem jeszcze i jeszcze więcej. Za każdym razem posuwamy się dalej i zanim się zorientujemy, posunęliśmy się już za daleko.

Chodzenie na randki jest rzeczą naturalną. I ponieważ Bóg obdarzył nas wrażliwością na dotyk i ciepło drugiej osoby, równie naturalne jest pragnienie dotykania się. Kryje się w tym jednak niebezpieczeństwo. Pragnąc od życia tego, co najlepsze, musimy zdawać sobie sprawę z działania fizycznej progresji i Prawa Słabnących Reakcji. Kiedy tylko o tym mówię, zawsze słyszę pytania: "Dobrze, więc powiedz nam - gdzie leży granica? Na ile możemy sobie pozwolić? Jak daleko możemy się posunąć? Czy mogę dotknąć nogę w kostce, przegub, łokieć? Czy mogę pozwolić sobie na dotknięcie barków, a może...? Gdzie leży granica?"

Wielu ludzi chce, żebym określił konkretną granicę. Byłaby to jednak najgorsza rzecz, jaką mógłbym zrobić. Niektórzy bowiem poszliby na randkę i bez żadnych wstępnych ceregieli posunęli się jak najbliżej granicy, którą wyznaczyłem, po czym zaczęliby się zastanawiać, w jaki sposób mogą ją obejść. Właśnie tak zachowałoby się wielu z nas.

Domyślam się, że wiecie więc już chyba, że każdy powinien ustalić własną granicę i sądzę, że większość z was jest w stanie powiedzieć, jaka jest moja. Jeśli nie, zajrzyjcie do Nowego Testamentu. W każdym przypadku wszystko sprowadza się do jednego - kwestii woli. Czego naprawdę chcesz od miłości, życia, seksu i małżeństwa? To określi, jak daleko możesz się posunąć i co masz robić. Kiedy już ustalisz własne granice, musisz zawsze zdawać sobie sprawę z dwóch rzeczy. Po pierwsze, pamiętaj, że jeśli zrobisz coś dwa lub trzy razy, dosyć trudno będzie ci przestać. Gdy już raz uruchomisz ten silnik, niełatwo będzie ci go wyłączyć. Pamiętaj o Prawie Słabnących Reakcji. To, co działało na ciebie miesiąc temu, dziś będzie ci się wydawało czymś bardzo zwyczajnym.

Ustalanie własnych granic

Randki, zasada progresji i Prawo Słabnących Reakcji muszą angażować twój najważniejszy organ seksualny - umysł - jeśli chcesz odnieść sukces w związkach damsko-męskich. Mówiąc "sukces", absolutnie nie mam na myśli "zaliczania". Chodzi o to, żeby wasze doświadczenia nie wywoływały negatywnych uczuć, żebyście nie czuli się winni i mieli pozytywne nastawienie do partnerek, samego siebie, Boga i przyszłości.

To znaczy, że powinniście najpierw ustalić z dziewczyną, czy wasze poglądy na seks są wspólne i określić, czym jest dla was małżeństwo. To znaczy, że musicie odnaleźć prawdziwy cel pieszczot, a jest nim wzajemne przygotowanie się do najbardziej intymnego zbliżenia - stosunku płciowego. To znaczy, że musicie planować, aby nie znaleźć się w kompromitującej sytuacji, takiej, do której nie chcieliście doprowadzić. To także znaczy, że musicie zrozumieć siebie i płeć odmienną. Pogłębiające się zrozumienie spowoduje, że będziecie mogli przesunąć waszą granicę. Mówiliśmy już o pewnych różnicach między kobietą i mężczyzną. Zreasumujmy nasze wnioski. Różnią się oni po pierwsze tym, co ich podnieca. Jak stwierdził dr Dirks: "Kobiety programuje się głównie poprzez dotyk, a mężczyzn poprzez wzrok". Mój przyjaciel, znany działacz młodzieżowy z Południowej Kalifornii, Ken Poure, powiedział: "W dzisiejszych czasach symbolem kobiecego seksu są piersi. Toteż dobrze obdarzona przez naturę dziewczyna, ubrana w podkoszulkę z napisem "uszczypnij mnie, jestem prawdziwa", powoduje, że chłopakowi trudno jest zachować chłód". A mimo to, dziewczyny nie muszą być dobrze obdarzone, ani nosić koszulek z prowokującymi napisami, żeby zrobić na chłopaku wrażenie.

Myślę, że większość kobiet wie, co jest podniecające, a co nie. Wiedzą, że ich wygląd ma na mężczyzn duży wpływ. Właśnie dlatego radzę dziewczynom poważnie się zastanawiać nad tym, co zakładają, kiedy idą na randkę. To, co wybiorą, będzie emitować najróżniejsze sygnały.

Natomiast jeśli chłopak chce, żeby jego związek nie posunął się za daleko pod względem fizycznym, musi uważać na swoje ręce. Nie jestem zwolennikiem zachowania typu "rączki przy sobie". Pamiętajcie jednak, że dotyk jest tym, co najsilniej działa na kobiety i jeśli chcecie być odpowiedzialni, musicie zachować ostrożność w tej materii.

Inna różnica dotyczy seksu i miłości. Rozmowy z wieloma mężczyznami i kobietami przekonały mnie, że w umyśle mężczyzny dominuje seks, natomiast w umyśle kobiety pierwszeństwo ma miłość.

Dam wam przykład, jak to wygląda w małżeństwie. Powiedzmy, że mąż jest w pracy i widzi kobietę w obcisłym swetrze. Raz, dwa, trzy... i już mu tylko seks w głowie. Idzie się napić wody, myśląc o seksie, idzie na kawę, myśląc o seksie, je lunch, myśląc o seksie; marzy tylko o powrocie do domu. Jedzie do domu, ciągle myśląc o seksie. Wpada do mieszkania i znajduje swoją żonę w fatalnym humorze, ponieważ miała zły dzień. Popsuł jej się samochód, wypaliła żelazkiem dziurę w jego koszuli, upuściła tuzin jajek, boli ją głowa i nie pomogą nawet reklamy w telewizji. Ostatnia rzecz, na którą ma ochotę, to seks. Jeśli mąż nie jest cierpliwy i czuły, jeżeli będzie się spieszył, chcąc wprowadzić ją w stan podniecenia, może pojawić się spięcie. A nawiasem mówiąc, dlatego właśnie wyrobienie w sobie samokontroli przed ślubem tak bardzo się opłaca także po ślubie.

Postawmy teraz żonę w podobnej sytuacji. W drodze do pracy widzi przystojnego mężczyznę, czule obejmującego idącą obok niego kobietę. Może nie wywrzeć to na niej żadnego wrażenia, ale w trakcie pracy może sobie przypomnieć czuły dotyk swojego męża i gdy skupia się na tym wspomnieniu, zaczyna myśleć o miłości. Idzie na kawę, myśląc o miłości, pisze na maszynie, myśląc o miłości. Nie może się już doczekać, kiedy skończy pracę. Podczas przerwy na lunch wskakuje do samochodu i jedzie do domu tylko po to, żeby zastać w nim męża, który miał zły dzień. Ciasto na naleśniki wylało mu się na świeżo wypastowaną podłogę, wypalił żelazkiem dziurę w jej spódnicy i z tego wszystkiego wyrwał rączkę od lodówki. Na dodatek popsuł się telewizor i nie może obejrzeć kolejnego odcinka swojego ulubionego serialu - "Dynastii". Ostatnia rzecz, na którą ma ochotę, to seks. Żona jednak czule go obejmuje i słodkim głosem mówi: "Jak się masz, misiu? i... miś jest już gotowy! :)

Możecie wierzyć lub nie, ale te głupawe historyjki ilustrują dwie prawdy: znaczenie widoku dla mężczyzny, a dotyku dla kobiety oraz czasu. Mężczyźni mają zdolność do szybkiego pobudzenia. U kobiety zainteresowanie i energia seksualna wzrastają wolniej.

Jest to ważne dla obu stron. Kobiety powinny zrozumieć męską naturę, zdając sobie sprawę, że mężczyzna może odczuwać głębokie doznania erotyczne, zanim wystąpią one u niej. To, co kobiecie wydaje się zupełnie niewinne, może szybko doprowadzić mężczyznę do stanu podniecenia. Mężczyźni natomiast muszą sobie uświadomić, że na kobietę działa głównie dotyk i czułe słówka, i to co tobie może się wydawać niewinne - kilka słodkich zwrotów, zapamiętanych z powieści i delikatne przytulenie - mogą rozbudzić ją bardziej, niż tego chciałeś.

Reasumując, chciałbym powiedzieć, że pociąg seksualny jest czymś dobrym, stworzonym przez Boga po to, żeby umożliwić mężczyźnie i kobiecie doświadczenie nieporównanej bliskości, opartej na wzajemnym zaufaniu, miłości i oddaniu. Jednak gdy do seksu podchodzi się w sposób nieodpowiedzialny, mogą powstać problemy. Modlę się, abyście wraz ze zrozumieniem procesu progresji, Prawa Słabnących Reakcji i różnic seksualnych między kobietą i mężczyzną, byli w stanie panować nad owym Bożym darem, a nie być przez niego zniewoleni. Teraz przejdźmy do szczegółowego omówienia sztuki randkowania.

 

8. Jak dobrze bawić się na randkach?

Wróć na chwilę pamięcią do tych czasów i do tych randek, które wspominasz jako najlepsze, najszczęśliwsze, najbardziej zadowalające i najbardziej beztroskie. Założę się, że większość z was pomyśli o czasach, gdy w grupie rówieśników, a nawet osób starszych, żartowaliście, słuchaliście muzyki i po prostu wygłupialiście się razem. Nie były to w waszym rozumieniu typowe randki, ale właśnie o to chodzi. Żeby dobrze i swobodnie czuć się na randce, nie można się koncentrować na zmysłowych "podchodach" i "gierkach". Szczęśliwa i pozostawiająca niezatarte wspomnienia randka to taka, podczas której obie strony mogą bez skrępowania być sobą .

Listy, które wciąż dostaję od kobiet i mężczyzn, oraz osobiste z nimi rozmowy wykazują, że w większości przypadków ich spotkania nawet w przybliżeniu nie mają takiego charakteru. Regułą, a nie wyjątkiem, są zmysłowe rozrywki i seksualne gry strategiczne, czyli miłość konsumpcyjna. Nic dziwnego, że tak wielu ludzi czuje się zranionych uczuciowo. Randki mogą być źródłem radości, jeśli tylko zrozumiesz jaka jest ich rola i jeśli sam wyznaczysz sobie pewne cele.

Właściwe powody do umawiania się na randki

Jedną z pierwszych rzeczy, jaką musi zrobić chłopak lub dziewczyna, jest określenie celu, który chce osiągnąć poprzez umówienie się na randkę. Oczywiście, podstawowym powodem, dla którego ludzie się umawiają, jest instynktowny pociąg do osoby płci odmiennej. Jednak wiele dziewcząt i młodych chłopców nie jest jeszcze gotowych do takich spotkań, ponieważ nie przemyśleli poważnie czemu one służą i jaką rolę w ich życiu mają odgrywać.

Możesz powiedzieć: "Przestań, przecież wszyscy chodzą na randki. Jest to najzwyklejsza, najbardziej naturalna rzecz". To prawda, ale pominąwszy silną presję rówieśników, dlaczego chodzimy na randki?

Jednym z pierwszych celów jest przystosowanie społeczne. Gdy dorastamy, musimy wyrobić w sobie zdolności do nawiązywania stosunków międzyludzkich, rozmawiania i porozumiewania się. Randki to wspaniały sposób na głębsze poznanie siebie, na osiągnięcie wprawy w wyczuwaniu potrzeb i uczuć innych osób, a także na nauczenie się, jak tę wiedzę zamienić na odpowiednie reakcje. Udane randki przygotowują nas do szczęśliwego, trwałego i wzrastającego małżeństwa. Natomiast złe nawyki, nabyte podczas byle jakich randek, przynoszą nietrwałe, krótkie związki małżeńskie, które spotykamy aż nazbyt często.

Drugim kluczowym celem randek jest dobranie sobie partnera. Jest to oczywiste: osoba, którą poślubisz, będzie jedną z tych, z którymi umawiałeś się na randki. Typowy rozwój "wypadków" wygląda następująco: niezobowiązujące spotkania, przyjacielskie randki, chodzenie ze sobą, narzeczeństwo, ślub. Rzadko dzieje się inaczej. Tak więc randki służą temu, abyście wyrobili sobie własny gust i nauczyli się rozpoznawać te cechy charakteru i osobowości, które najlepiej współgrają z waszymi. Jest to szansa, żeby się przekonać, czy osoba, z którą waszym zdaniem chcielibyście spędzić resztę życia, jest rzeczywiście właściwa.

Na tym etapie poznania tajemnicy miłości powinno być dla was oczywiste, że randki nie służą seksualnym eksperymentom, doskonaleniu techniki czy podbojowi. Nic tak bardzo nie psuje rozwijającej się przyjaźni i pogłębiającego się porozumiewania jak przedwczesne zbliżenie fizyczne. W książce pt. "Eros Defiled" (Skalany Eros) John White pisze: "Przedmałżeńskie podniecenie seksualne zbyt często staje się sprawą najwyższej wagi, o czym przekonało się wiele par przed ślubem. Blokuje, zamiast sprzyjać porozumieniu. "Dlaczego?" - zapytasz. Ponieważ Bóg - "Producent" tak stworzył człowieka. Gdy Bóg kształtował człowieka na własne podobieństwo, zasiał w nim potrzebę towarzystwa i bliskości z drugim człowiekiem. Aby to umożliwić, stworzył w istocie ludzkiej pewną ciekawą zdolność - pociąg równie silny i naturalny jak popęd seksualny. Ta duchowa zdolność jest dana tylko człowiekowi, żadne inne stworzenia jej nie mają. Powodem, dla którego czasem nie doceniamy ważności owej duchowej zdolności, jest zignorowanie Boga i Jego zasad, a zastąpienie ich naszą wolą i własnymi potrzebami. Konsekwencją tego jest zawsze samotność i wyobcowanie. Wypala się w nas "duchowe światło" i wówczas po omacku staramy się odnaleźć sens życia. Poszukiwania religijne i tęsknoty, którymi wypełniona jest historia ludzkości, dowodzą prawdziwości tej okropnej straty. Tak więc jest rzeczą zrozumiałą, że jeśli kobieta i mężczyzna pragną osiągnąć jedność, będzie to wymagało stworzenia obustronnej, intymnej wspólnoty na poziomie duchowym. Jest to jeden z celów małżeństwa. A ponieważ randki przygotowują nas do małżeństwa, wspólnota duchowa powinna być ich pierwszorzędnym celem. Bez niej nigdy nie osiągniemy pełnej jedności i spełnienia w seksie. Stosunek płciowy, jak sobie przypominacie, został stworzony przez Boga jako zewnętrzny wyraz owej wewnętrznej jedności dwojga ludzi.

Współgranie dwóch osobowości

Drugim poziomem jedności między mężczyzną i kobietą jest wymiar intelektualny. Była już o tym mowa. Chodzi o zazębianie się dwóch osobowości i współgranie postaw, wartości, celów, upodobań, przyzwyczajeń - wszelkich elementów sprawiających, że jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Wiele cech, które postrzegamy w swoim partnerze pod wpływem "miłości z powodu" istnieje na tym poziomie. Mieści on w sobie także niepożądane, negatywne cechy, które każdy z nas skrywa. Są to osobiste ograniczenia, które może pokonać tylko "miłość - koniec, kropka". Okres chodzenia ze sobą przed zaręczynami jest optymalnym czasem na rozwinięcie wspólnoty intelektualnej i duchowej. Gdy dwoje ludzi przygotowuje się do podjęcia decyzji o małżeństwie, jest to najlepszy moment, żeby się przekonać, czy miłość, którą nawzajem siebie obdarzają, to naprawdę "miłość - koniec, kropka" - dostrzegająca, lecz akceptująca negatywne cechy kochanej osoby. Przedwczesne zbliżenie fizyczne hamuje ten proces.

Oczywiście, trzecim poziomem jedności kobiety i mężczyzny jest wymiar fizyczny. Gdy seks stanowi przypieczętowanie duchowej i intelektualnej wspólnoty, osiągniętej wcześniej, wówczas związek staje się w pełni satysfakcjonujący i twórczy; taki, którego wszyscy pragniemy, lecz tylko niewielu go zaznaje. To jest dopiero prawdziwa wolność seksualna. Jakakolwiek inna droga do niej po prostu zawodzi. Jak mówi John White: "Żyjemy w świecie, w którym wszystko ma swoje przeznaczenie i funkcję. Nie uwalnia się ryby z oceanu (biedna rybka, tak zamknięta i ograniczona) lub ptaków z konieczności latania. Ptaki stworzono, żeby latały, a ryby, żeby pływały. Cieszą się najpełniejszą wolnością, gdy robią to, co zostało im przeznaczone. Podobnie jest z nami - nie zostaliśmy stworzeni do seksu przedmałżeńskiego i nigdy nie odczujemy prawdziwej wolności, uprawiając go przedwcześnie.

Gdy obie strony wzrastają w wymiarze duchowym, a jednocześnie ich indywidualna więź z Bogiem stale się zacieśnia - wówczas automatycznie zbliżają się do siebie. Doświadczenie tej prawdy w twoim życiu doprowadzi cię do najwspanialszego związku, o jakim marzyłeś. Na początku musisz jednak uważać, żeby nie pomylić euforycznych przeżyć "duchowych", które będziesz dzielił z drugą osobą, z prawdziwą "małżeńską" miłością. To może być prawdziwa miłość, lecz także po prostu pierwsza bliska więź chłopaka i dziewczyny w takim związku, który jest zgodny z zamysłem Boga.

Zanim omówimy konkretne czynności, które sprawią, że będziemy się doskonale bawić podczas naszych randek, powinniśmy spojrzeć na jeszcze jeden podstawowy model zachowania, zaszczepiony przez Boga w mężczyźnie i kobiecie. Bóg stworzył mężczyznę jako duchowego przywódcę w małżeństwie, a kobietę jako jego duchowe wyzwanie, jako odpowiedź. Zadaniem mężczyzny jest stworzenie takiego rodzaju przywództwa, na które kobieta zareaguje całym sercem. Nie są to role konkurencyjne, lecz wzajemnie się uzupełniające. On ma stworzyć przywództwo przepojone "miłością - koniec, kropka". Jej to przywództwo ma dawać wolność i sprawiać, że będzie reagowała na nie radośnie, racjonalnie i twórczo. I wbrew przerażeniu, jakie ta wizja wywołuje u niektórych feministek, jest to najbardziej optymalny, Boży plan, umożliwiający rozwój poczucia osobistej wartości, potencjału i niepowtarzalności zarówno mężczyzny jak i kobiety. W okresie chodzenia z dziewczyną chłopak może zacząć się uczyć, jak przejmować inicjatywę i przewodzić zgodnie z wolą Boga, a dziewczyna, jak na to reagować. Oczywiście, jeśli postanowili wcześniej zachować współżycie seksualne dla partnera w małżeństwie, to ich randki mogą być naprawdę pełne radości, wolności i fascynacji.

Zadziwiające, ale nawet dzisiejsi, "wyemancypowani" ludzie, którzy zupełnie nie dbają o duchowy wymiar ludzkiej egzystencji, dochodzą do przekonania, że przyjaźń wolna od zmysłowych gier daje wiele satysfakcji. W kwietniowym numerze pisma "Mademoiselle" z 1978 r. Blair Sabol opowiada o swojej rozmowie z przyjaciółką, która wyraziła zdziwienie, że Blair nie poszła do łóżka z facetem na drugiej randce. Blair skomentowała to w ten sposób: "Byłam zdezorientowana. Oto spędziłam jeden z najbardziej intymnych wieczorów moim życiu, po prostu rozmawiając z kimś, i czułam większe zadowolenie, gdy dzieliliśmy się nawzajem osobistymi przeżyciami, niż gdybyśmy dzielili łóżko... Przedtem zaliczyłabym ten wieczór do nieudanych, ponieważ rozmowa oznaczała jedynie zapowiedź dobrej przyjaźni. A przyjaźń uważałam za coś wspaniałego, tyle że między mną a moim psem. Natomiast między mną a mężczyzną, schemat był taki: albo przyjaźń, albo miłość (...) Teraz interesują mnie tylko ci mężczyźni (...) z którymi mogę prowadzić ciekawe rozmowy (...) Być może nową strefą erogenną jest u mnie mózg. Teraz pragnę, żeby to on był stymulowany."

Jaki jest główny cel randki ?

Podczas randki można się dobrze bawić, gdy stworzony jest odpowiedni klimat, aby dwoje łudzi się zaprzyjaźniło. Pójście więc na pierwszą randkę do kina jest raczej niewskazane. Siedzisz bowiem przez dwie godziny w ciemnej sali i wlepiasz oczy w ekran, nie mając prawdziwego kontaktu z partnerem. Nie jest to najlepsza atmosfera do wzajemnego poznawania się. Zostawcie więc sobie kino na później.

Lepszym pomysłem będzie pójście do muzeum lub galerii, spacer w zoo lub oglądanie wystaw sklepowych w zabytkowej części miasta. Spotkania tego typu dostarczają mnóstwa tematów do rozmów oraz pozwalają odkryć upodobania i poznać życiowe doświadczenia drugiej osoby. I nie trzeba się zbytnio wysilać, żeby było o czym rozmawiać. Tematy same się nasuwają.

Jedną z moich najfajniejszych randek była ta spędzona na cmentarzu. To było szalenie frapujące, kiedy spacerowaliśmy wśród grobów i czytaliśmy napisy. Nigdy tego nie zapomnę. Na wypadek, gdyby wyczerpały się wam pomysły na twórcze randki, pozwólcie, że zaproponuję kilka. Część propozycji, które znajdziecie na poniższej liście, nie jest zbyt oryginalna, ale niektóre może podziałają na waszą wyobraźnię. W każdym razie pamiętajcie, że wasze własne pomysły sprawdzą się najlepiej, zwłaszcza te, które pomogą wam bliżej się poznać. Dobrze pomyślana randka powinna umożliwić wam dostrzeżenie i zasmakowanie nowych radości, a także poznanie głębi waszych osobowości. Pomysły te mogą też być bodźcem dla małżeństw, które, mam nadzieję, nigdy nie przestaną chodzić ze sobą na randki.

- Grajcie w gry planszowe, układajcie puzzle.

- Uprawiajcie proste sporty, takie jak ping-pong, badminton czy ringo.

- Uprawiajcie żeglarstwo, surfing, pływanie lub inne sporty wodne.

- Róbcie spacery po okolicy, do centrum handlowego lub nowych osiedli.

- Razem wykonujcie codzienne czynności: zakupy, pranie lub mycie samochodu.

- Zabierzcie dzieci sąsiadów na wycieczkę lub piknik. Nauczcie je czegoś.

- Zróbcie razem obiad w jej lub twoim domu.

- Wybierzcie się na wrotki lub łyżwy.

- Zaangażujcie się w jakąś pracę społeczną, na przykład w harcerstwie.

- Pojedźcie na wycieczkę rowerową .

- Odwiedźcie miejscowy park narodowy, porozmawiajcie z jego konserwatorami, obejrzyjcie najciekawsze miejsca.

- Znajdźcie taki temat, o którym nic nie wiecie, i spędźcie kilka godzin w bibliotece, próbując dowiedzieć się o nim jak najwięcej.

- Wybadajcie, czego byście się chcieli od siebie nauczyć i na zmianę przejmujcie rolę nauczyciela.

- Zróbcie wycieczkę do miejscowej fabryki (np. słodyczy) i obejrzyjcie, jak przebiega proces produkcyjny.

- Zabawcie się w rzemieślników. Sami zróbcie prezenty świąteczne.

- Wybierzcie jakiś motyw i wyruszcie w teren z aparatem fotograficznym. Możecie robić zdjęcia ciekawych zabytków, klamek, dzieci podczas zabawy, niezwykłych samochodów, staruszek, witraży lub śmiesznych napisów.

- Zbudujcie latawiec i wypróbujcie go.

- Przespacerujcie się w deszczu.

- Wybierzcie się do centrum handlowego z magnetofonem i przeprowadźcie wywiady z dziećmi lub dorosłymi.

- Spędźcie całą sobotę na nagrywaniu niezwykłych dźwięków.

- Zorganizujcie przyjęcie i zaproście kilku znajomych z obu stron.

- Wymyślcie trudny do zdobycia przedmiot i urządźcie na niego polowanie.

- Wyciągnijcie stare rodzinne albumy i zapoznajcie się ze swoimi "korzeniami".

- razem chodźcie na nabożeństwa i spotkania wspólnoty.

- Pojedźcie pociągiem do pobliskiego miasta i pójdźcie tam na obiad lub kolację.

- Wybierzcie się na koncert lub sztukę teatralną.

- Weźcie udział w aukcji.

To tylko mała część możliwości do wykorzystania na randkach. Inne propozycje związane są konkretnie z miejscem, w którym mieszkacie:

- Poproście w Biurze Informacji Turystycznej o listę miejsc najczęściej odwiedzanych przez turystów w waszym regionie i pojedźcie tam.

- Sprawdźcie w miejscowych muzeach, uczelniach i centrach administracyjnych, jakie mają się odbyć wykłady, wystawy i inne wydarzenia.

- Szukajcie w lokalnych gazetach kolumn, poświęconych wydarzeniom kulturalnym.

- Zadzwońcie do lokalnej radiostacji lub programu telewizyjnego i zapytajcie o specjalne wydarzenia, mające się odbyć w okolicy.

- Poproście przyjaciół o nowe pomysły.

Jak już podkreśliłem wcześniej, najlepsze pomysły pochodzą od was samych. Bądźcie twórczy. Pozwólcie zaszaleć swojej wyobraźni. Na pewno przyjdzie wam do głowy coś rewelacyjnego.

Pokonywanie problemów

Znając już cele i sposoby spędzania randek, pomówmy o niektórych powszechnie spotykanych problemach i nieporozumieniach. Wielu młodych ludzi skarży się, że ich partnerzy w trosce o zachowanie czystości ich związku, uduchawiają wszystko, co tylko można. Doceniam wprawdzie ich dobre chęci, jednak przesada w tej materii nie jest najlepszym rozwiązaniem. Jeśli Duch Boży jest obecny w twoim życiu i Jezus Chrystus odgrywa w nim ważną rolę, naturalnie, chcesz o tym rozmawiać. Nie jest chyba jednak naturalne, gdy temat ten pochłania cały czas, który spędzacie razem.

Wiele par uważa, że chwila wspólnej modlitwy jest wspaniałym sposobem na rozpoczęcie i/ lub zakończenie randki. Ważnym elementem spotkań są zajęcia, które koncentrują się na wspólnie wyznawanych wartościach duchowych, zobowiązaniach lub celach. W końcu wartości biblijne powinny być rdzeniem życia.

Inną istotną sprawą, zwłaszcza jeśli zaczynacie się spotykać z kimś na poważnie, jest poznanie go z waszą rodziną i kręgiem bliskich przyjaciół. Jeśli wasz związek przerodzi się w małżeństwo, nie tylko poślubisz tę wybraną osobę, ale staniesz się także członkiem jej rodziny. Jeżeli więc zaobserwujesz, że coś nie gra na tym polu, musisz zdać sobie z tego sprawę i zrozumieć, dlaczego, zanim zaczniesz myśleć o małżeństwie. Obserwując w jaki sposób twój partner odnosi się do swojej rodziny, możesz się dowiedzieć, jak radzi sobie z najbliższymi oraz konfliktami, które między nimi powstają. To, czego się dowiesz, może ci zaoszczędzić wielu przykrości.

A oto jeszcze jedna propozycja przeznaczona zwłaszcza dla tych, których nie interesuje chodzenie z dziewczyną lub chłopakiem, lub którzy nie umawiają się na randki dostatecznie często, a mimo to chcą nawiązać przyjaźń z osobą płci odmiennej. Jeśli jesteś dziewczyną, umów się z grupą przyjaciółek i zaplanujcie wieczorne przyjęcie lub popołudniowy piknik; zaproście co najmniej czterech lub pięciu chłopców. Lub odwrotnie: zbiera się kilku chłopców, którzy zapraszają kilka dziewcząt. Liczba osób powinna być nieparzysta, żeby uniknąć dobierania się parami. Skupcie się po prostu na dobrej zabawie.

Jednym z aspektów naszej współczesnej kultury jest to, że wszystko jest dozwolone. Może to być źródłem problemów, lecz także tworzy wiele nowych możliwości, jeśli chodzi o randki. Kobiety mogą dużo swobodniej przejmować inicjatywę podczas takich spotkań i jest to dobre, oczywiście w ramach zdrowego rozsądku. Ponoszenie przez dziewczynę części wydatków, związanych z randką, nie kłóci się już ze starym wyobrażeniem "prawdziwego mężczyzny". Wszyscy jesteśmy mniej skrępowani rolami społecznymi i bardziej interesuje nas, jak stać się odpowiedzialnymi i godnymi zaufania ludźmi. Podczas randek jest to duży plus.

Szokująca świadomość

Zanim zostałem chrześcijaninem, nie byłem zepsuty (mimo iż niektóre kobiety nazywały mnie "ośmiornicą"). Gdy się nawróciłem, zacząłem się spotykać z pewną chrześcijanką i po szóstej czy siódmej randce doszedłem do wniosku, że zasługuję na nagrodę; zacząłem więc robić pewne propozycje. Powiedziała: "nie". Myślałem, że żartuje, więc spróbowałem jeszcze raz. I znów usłyszałem: "nie"!

Gdybyście wiedzieli, jak mnie to zirytowało; niewiele kobiet przedtem mi odmówiło. Powiedziałem więc: "Za kogo ty się uważasz?" A ona na to: "A ty za kogo się niby uważasz?" I wtedy właśnie ta dziewczyna dała mi lekcję.

Gdy moja więź z Chrystusem wzrastała, zacząłem zdawać sobie sprawę, że osoba, z którą idę na randkę, jest przede wszystkim moją siostrą w Chrystusie. Wielu rzeczy, które kiedyś robiłem na randkach, nie zrobiłbym z moją "siostrą". Wkrótce ta świadomość zmieniła moje poglądy. Zacząłem myśleć o tym, w jaki sposób mogę się przyczynić do rozwoju duchowego dziewczyny, z którą się spotykam. W jaki sposób mogę sprawić, aby po spędzonym wspólnie czasie stawała się lepszym człowiekiem? Powiem ci, dziewczyno i chłopaku. Jeśli idziesz na randkę z takim nastawieniem, może ona być naprawdę podniecająca. Jest fajniejsza, niż sobie to wyobrażasz. Dobra randka ma zaplanowany początek, środek i koniec. Cały ten czas jest samą radością, jeśli traktujesz drugą osobę tak sarno, jakbyś chciał, żeby ktoś inny traktował kogoś, kogo kiedyś poślubisz. Nie ma lepszego sposobu, żeby pokochać osobę, z którą się zwiążesz na całe życie. Postępując tak, oddasz także sobie samemu wielką przysługę. Nauczysz się, jak kochać daną od Boga "miłością - koniec, kropka". Będziesz się stawał coraz bardziej "właściwą" osobą - taką, której Bóg może powierzyć swojego ukochanego syna lub córkę jako współmałżonka.

Czy ta obietnica warta jest zobowiązania? Czy ta nagroda warta jest wysiłku i cierpliwości? Zastanówmy się nad ceną.

 

 

9. Zdecyduj się!

Pewien sławny aktor, znany z ról amanta, występował w telewizyjnym programie rozrywkowym. Gospodarz programu zapytał go, co powinniśmy umieć, żeby być "doskonałymi kochankami". Odpowiedź gwiazdora była równie zaskakująca, co głęboka. "Doskonały kochanek to ktoś, kto potrafi zadowolić jedną kobietę przez całe jej życie i kogo może zadowolić jedna kobieta przez całe jego życie. Doskonały kochanek to nie ten, który chodzi od jednej kobiety do drugiej. Każdy pies to potrafi". Powinno być już dla was jasne, że według mnie sekret kochania leży przede wszystkim w obdarowywaniu i przyjmowaniu pochodzącej od Boga miłości typu "kocham cię - koniec, kropka". Po drugie, leży on w stawaniu się osobą dojrzałą poprzez spotkania i zdobywanie doświadczeń życiowych, żeby we właściwym momencie, we właściwym związku, Bóg mógł dać ci właściwą osobę, tę, która jako jedyna będzie cię uzupełniać. Po trzecie, tajemnica kochania leży w intymnym przeżywaniu fizycznego wyrazu naszej wielowymiarowej miłości - stosunku płciowego, odbywanego w bezpiecznych ramach związku małżeńskiego.

Taki jest cel i strategia. Na to właśnie powinniśmy się zdecydować. Dlaczego więc coś tak prostego, głębokiego i atrakcyjnego zarazem jest tak trudne? Czemu droga do celu jest usłana tyloma porażkami i zranieniami? Dlaczego tak wielu wspaniałych ludzi zostało zepchniętych na boczny tor?

Cztery powody, dla których się nie udaje

Jest kilka ważnych powodów chcę, żebyście przestudiowali cztery z nich.

Pierwszy to głupota. Niektórzy ludzie w sprawach miłości i seksu są bezmyślni i głupi. Bez namysłu wkraczają w sytuację, nieświadomi konsekwencji. Zanim otworzą im się oczy, są już w pułapce. Niedawno miałem w ręku pracę naukową na temat trzęsień ziemi. Miała ona intrygujący tytuł: jeśli budujesz dom na szczelinie w ziemi, możesz winić tylko siebie. Jest w nim zawarta ważna zasada. Laurence J. Peter, autor znanej książki, "Peter Principle" (Zasada Piotra), formułuje ją w następujący sposób: "Jeśli robisz głupstwa, będziesz pił paskudne piwo, którego sarn sobie nawarzyłeś". Uczymy dzieci, że się poparzą, jeśli będą się bawić ogniem; że grozi im śmierć, jeśli przebiegają jezdnię przed pędzącym samochodem. Podobne ostrzeżenie trzeba dawać w kwestii miłości i seksu. Jeżeli ktoś nie kieruje się rozumem i opiera swoje życie na fałszywych zasadach; jeśli lekceważy funkcje i cele, które Bóg przeznaczył dla seksu, wtedy musi wypić nawarzone przez siebie piwo. Zwykle tym "piwem" jest ból i nadwerężony lub całkowicie zniszczony związek. Głupota nie jest żadnym wytłumaczeniem. Bóg dał każdemu z nas rozum i umiejętność korzystania z niego. Nieostrożne i bezmyślne wkroczenie na kuszącą arenę seksu, pozwolenie na to, aby kierowały tobą hormony - jest niebezpieczne. I jest głupie. Podobnie, jak przechodzenie przez bagnistą rzekę, to doskonały sposób, żeby znaleźć się w otoczeniu stada krokodyli.

Drugim powodem porażek życiowych jest premedytacja. Wielu ludziom wydaje się, że połknęli wszystkie rozumy. Ich motto brzmi: "Głupi to ja nie jestem". Taki "kochacz" wie, co Bóg ma do powiedzenia w sprawach seksu, lecz rozmyślnie postanawia się kierować własnymi pragnieniami. Jest za sprytny, żeby dać się usidlić konsekwencjom swojego postępowania. Przynajmniej tak mu się wydaje. Oczywiście, zna biblijne obietnice - i pozytywne, i negatywne - ale ten rodzaj "kochacza " uważa, że jest wyjątkowym przypadkiem. Wszelkie kłopoty nie mogą się przytrafić jemu, lecz zawsze komuś innemu. "Mnie to ominie. Jestem wyjątkowy. Nie zostanę zraniony. Nie zostanę zarażony. Nie zniszczę sobie przyszłości. Nie zrobię dziewczynie dziecka. Jestem super. Mam więcej rozumu niż jakiś tam przeciętniak. Mogę igrać z ogniem i nic mi się nie stanie". Jest tylko jeden mankament tego punktu widzenia - zawsze zawodzi. Żadne osobiste życzenia nie zmienią zasad i priorytetów, które zostały zaprogramowane dla nas wszystkich przez Boga. Konsekwencje nieprzestrzegania tych zasad są tak samo pewne jak następstwa ulegania popędowi płciowemu. Możesz sobie myśleć, że upiekło ci się - tym razem może tak. Ale rozmyślne łamanie Bożych zasad prowadzi ostatecznie do katastrofy. Zawsze!

Trzeci powód, to brak własnego zdania. Jak czytaliście w rozdziale drugim, jesteśmy stale zalewani informacjami o dużym ładunku erotycznym. Pewne bodźce są silniejsze od innych. Bez względu jednak na to, jak bardzo nachalne jest przesłanie, jego treść pozostaje niezmienna: "Jesteś osobą, która ma prawo do seksualnego zaspokojenia. Rób to, co sprawia ci przyjemność. Nawet Bóg nie może ci tego zabronić". Pisarz Tom Wolfe nazywa tę atmosferę "Dekadą Ja!". Wszystko koncentruje się na mnie; na tym, czego ja potrzebuję, czego ja pragnę. Inni używają nazwy: "Wiek narcyzmu". Określenie to zaczerpnięto z mitologii greckiej. Jeden z mitów opowiada o młodzieńcu, który tak zapatrzył się we własne odbicie w wodzie, że nie dbał o jedzenie i picie i umarł z wycieńczenia. To samo, moim zdaniem, robi dzisiaj wielu z nas. Jesteśmy tak zapatrzeni w siebie, że zamiast żyć, umieramy. "Wiek narcyzmu" zasypuje nas przesłaniami typu "ja". Czy to będą poradniki typu "Jak samemu pociągać za sznurki", czy mniej bezpośrednie przesłania emitowane w telewizji przez programy rozrywkowe i reklamy - jesteśmy zalewani erotycznymi wizjami i stałe powracającym motywem: "Jeśli coś sprawia ci przyjemność, rób to. Jesteś odpowiedzialny tylko i wyłącznie przed samym sobą". Ponieważ nie możemy całkowicie odciąć się od naszej kultury, ważne jest, abyśmy wyrobili sobie własne zdanie. Jednym ze sposobów równoważenia negatywnych przesłań, które do nas zewsząd docierają, jest słuchanie wskazówek, które pochodzą od Boga . Mam przyjaciela, który zajmuje się pisaniem recenzji filmowych do gazet. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy uświadomił sobie, jaki wpływ mają na niego głoszone w oglądanych filmach świeckie wartości i przesłania. Nie pisze wprawdzie recenzji filmów pornograficznych, szybko jednak przekonał się, jak bardzo swobodny jest stosunek dzisiejszego świata do seksu. Mój przyjaciel stwierdził, że jeśli chce nadal oglądać i pisać recenzje około siedemdziesięciu filmów rocznie, będzie musiał poświęcić proporcjonalnie więcej czasu na studiowanie Biblii i spotkania we wspólnocie chrześcijańskiej. Zachowanie równowagi jest niezbędne. Musimy wypełnić nasze umysły dobrem, jeśli chcemy przetrwać "Dekadę Ja".

Czwartym powodem wykolejania się wielu ludzi jest pożądanie i brak dyscypliny. Prawdopodobnie najczęstszą przyczyną zbaczania z Bożej drogi jest to, że korzyści wynikające z czekania wydają się bardzo odległe, natomiast przyjemności, których można zaznać odrzucając wstrzemięźliwość, osiąga się bardzo szybko. Seks poza małżeństwem może sprawić przyjemność. Namiętna gra wstępna, gwałtowny orgazm, uczucie zdobycia i/łub manipulowania partnerem. Poznałem pary, które są głęboko przekonane, że kochają się miłością typu "miłość - koniec, kropka", i które nie są związane ślubem małżeńskim. Jestem jednak pewny, że na dłuższą metę skutki takich związków są negatywne. Czy to ludzkie poczucie winy, wyrzuty sumienia, czy najzwyklejszy smutek, towarzyszący rozpadowi tego typu związku z "oddanym partnerem", konsekwencje uprawiania pozamałżeńskiego seksu są niczym w porównaniu z korzyściami, które się osiąga w kontekście miłości małżeńskiej. Problem jest następujący: żeby czekać, trzeba być zdyscyplinowanym. A wielu z nas nie ma doświadczenia w sztuce dyscypliny. Może będąc dziećmi, potrafiliśmy utrzymać się w ryzach przez kilka miesięcy, ucząc się gry na pianinie lub trenując piłkę nożną, lecz z wiekiem wpadliśmy w pułapkę, którą jest otrzymywanie natychmiastowego wynagrodzenia.

Na czym polega tajemnica dyscypliny? Nie ma na to łatwych odpowiedzi, ale udzielę kilku najprostszych. Jednym ze sposobów jest skoncentrowanie się na celach, które chcesz osiągnąć poprzez małżeństwo. Wyobrażaj je sobie, rozmawiaj o nich, spisuj je i często przeglądaj. Zobaczysz, że twoje czyny podporządkują się temu, co mówisz, piszesz i wyobrażasz sobie. W sytuacji odwrotnej będzie tak samo. Jeśli będziesz pisał, rozmawiał i wyobrażał sobie "robienie tego" z każdą osobą, z którą chodzisz na randki, twoje ciało podąży bez oporów w tym kierunku. Socjologowie nazywają to teleologią "cele determinują czyny".

Drugą propozycją jest skupianie twojego umysłu w jak największym stopniu na Chrystusie i Jego słowach. Im bardziej zbliżasz się do Chrystusa, tym większa staje się twoja dyscyplina wewnętrzna. Im bliższa jest twoja więź z Nim, tym bardziej zależy ci na tym, żeby Mu się podobać i tym mniej czasu i energii zużywasz na zaspokajanie swoich popędów. Św. Jakub mówi o tym w Biblii: "Bądźcie więc posłuszni Bogu, przeciwstawiajcie się natomiast diabłu, a ucieknie od was. Przystąpcie bliżej do Boga, to i On zbliży się do was" (Jk 4,7-8). Odkryłem, że im bliżej jesteśmy Boga, tym więcej daje nam On wskazówek i wewnętrznej dyscypliny. Prawie jak związek przyczynowo-skutkowy.

Seks w małżeństwie doskonałym

Pożądanie seksualne i jego natężenie złagodnieje wraz z upływem czasu. Jednak potrzeba wewnętrznej dyscypliny w wielu innych sferach życia pozostaje. Wcześniej nawiązałem do faktu, że seks stanowi zaledwie jedną dwunastą związku małżeńskiego. Pozwólcie, że dam wam głębszy wgląd w tę kwestię. W lipcowym numerze pisma "Ebony" z 1978 roku przeprowadzono wywiad z różnymi parami na temat seksu w małżeństwie.

Państwo Tyson, którzy zarządzają Instytutem Wzbogacania Małżeństwa i Studiów nad Seksem w Columbii w stanie Maryland, powiedzieli: "Nie można oddzielić seksu od innych elementów pełnego związku. Seks pozostaje ważny przez cały okres trwania małżeństwa, choć wydaje się, że w pierwszych latach ważniejsza jest ilość, nie jakość. Jednak z czasem, gdy związek dojrzewa, to jakość zaczyna mieć większe znaczenie. Małżonkowie mogą uprawiać seks dziesięć razy w tygodniu, i podczas gdy mężczyzna jest z tego powodu szczęśliwy, dla kobiety może to być trochę za dużo. Prawdopodobnie wolałaby mieć jeden, a dobry stosunek w tygodniu".

Roebuck Staples jest małżonkiem Oceoli od czterdziestu trzech lat. Powiedział w wywiadzie: "Seks odgrywa dużą i dobroczynną rolę w każdym szczęśliwym małżeństwie, ale żadne małżeństwo nie może się opierać tylko i wyłącznie na seksie. Trzeba jeszcze czegoś więcej. Pierwsza rzecz, która jest niezbędna, to zrozumienie, druga to szacunek. Ludzie muszą się kochać i musi im na sobie zależeć. Nie wiem jednak jak to można osiągnąć, jeśli para nie jest dopasowana pod względem seksu. Kobieta i mężczyzna muszą odbierać wysyłane przez siebie sygnały; małżeństwo nie może się obyć bez udanego pożycia seksualnego. Wielu młodych ludzi myśli, że małżeństwo to nic więcej tylko seks, lecz gdy sami go doświadczają, uświadamiają sobie, że inne rzeczy są równie ważne".

Inna wspaniała uwaga pochodzi od Shirley Robinson, która jest recepcjonistką w Kościele luterańskim w St. Louis. Powiedziała: "Małżeństwo musi się opierać na przyjaźni i miłości, i jeśli Bóg zajmuje w twoim życiu pierwsze miejsce, wszystko inne będzie grało. Ponieważ jesteśmy dopasowani pod tyloma względami, nasze pożycie seksualne jest bardzo udane. Nie mamy problemu z porozumiewaniem się, który występuje w tylu związkach. Możemy swobodnie rozmawiać o seksie i wielu innych sprawach, i jest to dla nas ważne. Dobre małżeństwo nie opiera się tylko na pięknie i miłości fizycznej. A jeśli partner zostaje fizycznie upośledzony lub zdeformowany, co wtedy? Dobre małżeństwo jest w stanie przetrwać każdą burzę i odnaleźć słońce".

Powyższe przemyślenia potwierdzają mój pogląd: Częstotliwość odbywania stosunków seksualnych może się zmniejszyć z upływem lat, pozostanie jednak potrzeba utrzymania dobrej ich jakości. Ażeby pożycie było dobre jakościowo, niezbędna jest miłość, cierpliwość i dyscyplina wewnętrzna- pragnienie dawania, a nie brania. Zmniejszyć mogą się żądze, potrzeba samodyscypliny - nigdy. Zachowania nacechowane dyscypliną wewnętrzną, które zaowocują wrażliwym, dynamicznym, zaspokajającym seksem, są kształtowane przez ciebie właśnie teraz, w kształtowanych przez ciebie związkach.

Badając przyczyny naszych niepowodzeń w zdobywaniu tego, co zostało nam przeznaczone przez Boga w miłości i seksie, widzimy wiele zjawisk negatywnych: głupotę, premedytację w odrzucaniu Bożego planu, brak rozeznania i własnego zdania, wszechogarniające pożądanie i brak dyscypliny wewnętrznej. Ale zapewniam was, wszystkie je można zamienić w zjawiska pozytywne.

Gdy wybitny teolog Karl Barth odwiedził Amerykę, grupa teologów zadała mu pytanie, jakie jest najważniejsze teologiczne odkrycie jego życia. Spodziewali się skomplikowanej odpowiedzi, zdziwili się więc słysząc: "Najważniejszą prawdą, którą odkryłem, jest to, że Jezus mnie kocha, o czym wiem, bowiem mówi mi o tym Biblia".

Jeśli istnieje jedno zdanie twierdzące, które chciałbym, żebyście zapamiętali, to jest nim właśnie "Bóg cię kocha". Jezus przybył na ziemię, żeby to udowodnić i usunąć z drogi grzech, abyśmy mogli doświadczyć tego, czego Bóg dla nas pragnie - bogatego i całkowicie spełnionego życia. Chce, żebyśmy codziennie osobiście przekonywali się o Jego miłości, abyśmy cieszyli się nią i dzielili z innymi. Chce, żebyśmy dojrzewali tak, jak On to sobie pierwotnie obmyślił. Przekazał nam swoje zasady postępowania, aby chronić i zabezpieczać nasz dobrobyt. Jest tak łaskawy, że oczyszcza nas z naszych win, gdy je wyznamy i przyjmiemy Jego przebaczenie. Poprzez osobisty związek z Jezusem Chrystusem dokonuje się w nas przemiana. Nasz umysł zostaje odnowiony. Nie musimy już być głupi i działać z negatywną premedytacją, możemy mieć własne zdanie i być zdyscyplinowani. Zostajemy uwolnieni, aby kochać, służyć i żyć w sposób niezwykły, czy to w sypialni, czy gdzie indziej.

To jest sekret miłości, nie ma innego. Nie przegap okazji. Rzucam ci wyzwanie... ZDECYDUJ SIĘ!

Josh McDowell „Dawacze, bracze...”